Prawa człowieka przeciw człowiekowi

Z księdzem Michelem Schooyansem, profesorem filozofii politycznej na Uniwersytecie Katolickim w Louvain, członkiem Papieskiej Akademii Życia, autorem znanej książki „Aborcja a polityka”, rozmawia Franciszek L. Ćwik

Księże Profesorze, tzw. prawa człowieka, które dla wielu ludzi są biblią nowoczesnego humanizmu, stają się często narzędziem skierowanym przeciw ludzkości. Powołując się na nie, dokonuje się zabijania poczętych dzieci, eutanazji, klonowania, zapłodnienia in vitro, legalizuje się „małżeństwa” homoseksualne. Czym można wytłumaczyć ten paradoks?
– Istnieją dwie diametralnie różne koncepcje praw człowieka: realistyczna, wypływająca z prawa naturalnego, za którą opowiada się m.in. Kościół, oraz oświeceniowa, nawiązująca do koncepcji Guillaume”a Occama (1285-1349), zakładająca, że zarówno wola Boga, jak i wola człowieka są czymś niestałym, nieprzewidywalnym, uzależnionym od tego, co użyteczne w danej chwili. Ta druga koncepcja otworzyła wrota do współczesnego pozytywizmu prawnego. Zgodnie z nim ludzie powinni odejść od wymierzania sobie nawzajem sprawiedliwości, a funkcję tę oddać w ręce śmiertelnego boga – Lewiatana, który miałby określać, co jest sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe, w co należy wierzyć, a w co nie. W myśl tego podejścia człowiek nie ma możliwości odwołania się do własnego rozumu, ponieważ nie ma on zdolności dotarcia do wiedzy o tym, co jest prawdziwe, ani do tego, co jest sprawiedliwe. Według obecnych interpretacji tej idei ludzie co najwyżej mogą domagać się od Lewiatana prawnej legalizacji swoich potrzeb i pragnień, niezależnie od tego, jaki one mają charakter. Koncepcja ta połączona z indywidualizmem i agnostycyzmem twierdzi, że istnieją prawa człowieka wynikające z wcześniejszej zgody na nie między poszczególnymi stronami. Procedura prowadząca do tego porozumienia musi być uprawomocniona przez wolę ogółu, wyrażającą się w normie najwyższej, postulowanej i przeznaczonej do zatwierdzenia lub nie.

W jaki sposób traktowane są prawa człowieka w tradycji odwołującej się do prawa naturalnego?
– Kościół zawsze opowiadał się za tradycją realistyczną, różniącą się zasadniczo od tradycji nominalistycznej i oświeceniowej. Tradycja ta uznaje istnienie naturalnego, ustrukturyzowanego porządku, rozpoznawanego przez rozum ludzki. Człowiek zajmuje szczególne miejsce w świecie. Jego życzenia również wpisują się w porządek naturalny. Ma on oczywiście potrzeby; pragnie żyć, ale wie, że jest śmiertelny. Jego potrzeby nie wypływają z kaprysów jednostek. Wywodzą się z porządku naturalnego, porządku stworzenia, porządku rządzącego ludzką egzystencją, porządku chcianego przez Boga. W wymiarze dotyczącym człowieka ten porządek naturalny wyraża się w prawie naturalnym, które chroni życie ludzkie, godność i wolność każdej osoby. Według antropologii tomistycznej człowiek jest przez swoją naturę osobą: bytem zdolnym do racjonalnej aktywności, zdolnym do dokonywania wyborów i ich hierarchizacji. Tych wyborów dokonuje on w sposób wolny, ale wolność ta wpisuje się w naturalny porządek rzeczy. Człowiek nie jest dla siebie ani dla innych Bogiem. Godność ludzi wynika z ich wspólnej natury, która realizuje się w wielości osób. Respektowanie prawa naturalnego nie jest niczym więcej, jak tylko oddaniem każdemu człowiekowi tego, co mu się należy z racji bycia osobą, a nie wyłącznie bytem cielesnym.

Zwolennicy coraz bardziej rozpowszechniającej się oświeceniowej wizji praw człowieka ograniczają się do fizycznej, cielesnej sfery ludzkiej egzystencji. Jakie to ma konsekwencje?
– Kiedy w przypadku człowieka odrzuca się lub ukrywa związek istniejący między jego ciałem a faktem, że jest on osobą, zmienia się sens słowa „natura”. Wówczas naturę ludzką sprowadza się do czystej cielesności, oddzielonej od istnienia osobowego. Ginie wypływająca z porządku naturalnego hierarchia bytów. Rozum ludzki już nie odkrywa prawa naturalnego i nie tworzy prawa, w jakim ono mogłoby się konkretyzować. Zaczyna dominować niczym nieograniczony pęd do władzy, a ciało człowieka staje się zwykłym obiektem, podlegającym władzy jednostki. Moralność bytu rozumnego jest zastąpiona przez etykę sytuacyjną, a prawo już nie mówi, co jest słuszne, nie ustanawia porządku zachowań, zgodnie z którym istniałyby sprawiedliwe relacje między osobami. Mówi zaś, że nie ma już limitów dla naszej wolności. Przyjmuje się następnie „nowe prawa” człowieka autonomiczne w stosunku do natury ludzkiej.

Można mówić o realnej rywalizacji owej „nowoczesnej” koncepcji praw człowieka z realistyczną, klasyczną koncepcją tych praw?
– Jestem o tym przekonany. Wystarczy przyjrzeć się, jakimi metodami wprowadza się „nowe prawa” dotyczące aborcji, eutanazji, manipulacji genetycznych, homoseksualizmu itp. Bardzo łatwo jest też udowodnić, że tworzenie tej koncepcji praw człowieka ma negatywny wpływ na stosunki ekonomiczne, przyczyniając się m.in. do rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych.

Wydaje się, że nowa koncepcja praw człowieka i jej ideologiczna baza znalazła wsparcie w polityce Baracka Obamy i może mieć wpływ na stosunki międzynarodowe. Wyborcy Obamy byli chyba bardziej skoncentrowani na jego obietnicach socjalnych niż na wizji praw człowieka i obrony życia…
– Niestety tak. Wyborcy nie dostrzegli dwuznaczności jego deklaracji w tych zasadniczych kwestiach. Bazując na obietnicach Baracka Obamy, Amerykanie oczekiwali, że poprawi on pomyłki poprzedniego prezydenta. Używano przesadnych sformułowań, stwierdzających np., że obecnie przyszedł czas „odbudowy” Stanów Zjednoczonych lub reorganizacji porządku międzynarodowego. Widać tu wpływy Saula Alinsky”ego, jednego z głównych intelektualnych mistrzów nowego prezydenta i Hillary Clinton. Nie można też nie dostrzec żarliwości zwolenników Obamy w diabolizowaniu prezydenta Busha, żądających jak najszybszego odejścia od polityki, jaką prowadził.
Tymczasem pierwszym posunięciem Baracka Obamy po wyborze na prezydenta było odwołanie decyzji prezydenta George”a W. Busha o zakazie dofinansowywania z funduszy federalnych działalności klinik aborcyjnych. Prezydent Obama wprowadził w ten sposób prawo dyskryminacyjne, „umieszczając poza nawiasem” część istot ludzkich. Pokazał w ten sposób, że nie będzie dążyć do tego, aby prawo do życia i wolności było w USA uznawane i chronione. Podważył również argumenty swoich braci, przedstawicieli rasy czarnej, którzy słusznie domagali się prawa uznającego taką samą godność, równość i wolność dla wszystkich mieszkańców Ameryki.

Rzeczywiście George Bush był złym prezdentem, jak stara się wmówić opinii publicznej większość zachodnich środków społecznego przekazu?
– Z pewnością administracja George”a Busha poniosła szereg porażek, co jednak wcale nie oznacza, że jej polityka nie zasługuje w pewnych aspektach na uznanie. Prezydent Bush zrobił krok w kierunku zapewnienia prawnej ochrony człowiekowi poczętemu oraz zagwarantował personelowi medycznemu klauzulę sumienia.

Wspomniana decyzja Baracka Obamy nie stanowi zagrożenia dla amerykańskiej demokracji, która była wzorem dla całego świata?
– Decyzje prezydenta oznaczają regresję amerykańskiej demokracji. Społeczeństwo uważające się za demokratyczne, którego rząd powołuje się na subiektywne „nowe prawa”, zezwalające na eliminowanie określonych istot ludzkich, jest społeczeństwem, które w pełni weszło na drogę totalitaryzmu. Według Światowej Organizacji Zdrowia, corocznie dokonuje się 46 mln aborcji. Anulując zakaz finansowania klinik aborcyjnych, Obama wydłuży cmentarną listę ofiar kryminalnych ustaw.

Czy według Księdza Profesora polityka Obamy oznacza również wzrost liczby aborcji na świecie?
– Jest czymś oczywistym, że decyzje prezydenta Obamy zwiększą liczbę zabijanych dzieci poczętych. Prezydent George Bush wstrzymał subwencje dla programów zawierających aborcję, zwłaszcza poza granicami USA. Nowe decyzje administracji Obamy, limitujące prawo personelu medycznego do działania zgodnie z sumienieniem, pozwolą na zwiększenie subwencji dla publicznych i prywatnych organizacji rozwijających program kontroli urodzeń, „macierzyństwa bez ryzyka”, „zdrowia reprodukcyjnego”, wprowadzających aborcję jako metodę antykoncepcyjną. Prezydent Obama jawi się bezdyskusyjnie jako jeden z głównych polityków odpowiedzialnych za starzenie się populacji USA i nacji „korzystających” z programów kontroli urodzeń. Pytam: Jak to jest możliwe, że dobrze poinformowany przywódca może ignorować prawdę o tym, że społeczeństwo, które zabija swoje poczęte dzieci, jest społeczeństwem niszczącym swoją przyszłość? Decyzje podjęte przez Obamę będą mieć reperkusje w skali światowej.

„Mesjanizm” północno-amerykański tradycyjnie schlebiał sobie oferowaniem światu najlepszego modelu demokratycznego. Jednak dziś to już chyba historia?
– Wraz ze zgodą na legalne zabijanie niewinnych istot ludzkich owo mniemanie znacznie się przyćmiło. Na jego miejscu wyrasta „mesjanizm” zapowiadający niszczenie zasad moralnych zawartych w Deklaracji Niepodległości (1776) i w Konstytucji Stanów Zjednoczonych (1878). Według słów Obamy, prezydent nie musi się już odnosić do tradycji moralnej i religijnej ludzkości. Jego wola jest źródłem prawa. Odrzucone zostało więc jakiekolwiek odwoływanie się do Stwórcy. Biorąc pod uwagę znaczenie USA na scenie międzynarodowej, zwłaszcza w Organizacji Narodów Zjednoczonych, można przewidzieć, że wcześniej czy później aborcja zostanie zaprezentowana przez ONZ jako „nowe prawo ludzkie”. Konsekwencją tego będzie brak uregulowań prawnych umożliwiających np. lekarzowi odmowę wykonywania aborcji z powołaniem się na klauzulę sumienia. Ta sama procedura pozwoli prezydentowi wpisać na listę subiektywnych, „nowych praw” eutanazji, homoseksualizmu, narkomanii itp.

Czy prezydent Obama może liczyć na poparcie innych wpływowych światowych polityków?
– Ważnego poparcia udziela mu para Blair – Booth. Think tank utworzony przez byłego premiera Wielkiej Brytanii pod nazwą Tony Blair Faith Foundation ma wśród swoich celów przeorganizowanie wielkich religii, tak jak Obama chce przeorganizować światowe społeczeństwo. W tym celu fundacja ta ma rozpowszechniać „nowe prawa” za pośrednictwem światowych religii, przystosowując je do nowego zadania. Religie te muszą być zredukowane do wspólnego mianownika, tzn. pozbawione swojej tożsamości. Może to się odbyć jedynie poprzez ustanowienie prawa międzynarodowego inspirowanego przez Kelsena (1881-1973), zaadaptowanego przez suwerenne narody. Prawo to musi być także narzucone światowym religiom w ten sposób, by nowa „wiara” miała w pierwszym rzędzie na celu unifikację światowego społeczeństwa. „Wiara” ta powinna przyczynić się do postępu w realizacji tzw. milenijnych celów rozwoju. W ich programie znajdują się m.in. „Promowanie równości płci i równouprawnienia kobiet” oraz „Ochrona zdrowia matki-rodzicielki”. Wszyscy wiemy, co znaczą te hasła.
W rzeczywistości projekt Tony”ego Blaira rozszerza i wzmacnia inicjatywę zjednoczonych religii, która pojawiła się wiele lat temu. Dołącza jednocześnie do deklaracji na rzecz planetarnej etyki, której Hans Küng jest jednym z głównych inspiratorów. Plan ten może się zrealizować kosztem wolności religijnych, narzuceniem „poprawnie politycznej” lektury Pisma Świętego i sabotażem naturalnych fundamentów prawa. Już Machiavelli zalecał używanie religii do celów politycznych…

Tony Blair przeszedł niedawno na katolicyzm. Myśli Ksiądz Profesor, że naprawdę się nawrócił?
– Bardzo medialne „nawrócenie” byłego premiera Wielkiej Brytanii na katolicyzm, jak również jego wywiad dla gejowskiego przeglądu „Attitude” (kwiecień 2009) pozwala lepiej zrozumieć jego intencje dotyczące religii, zwłaszcza katolicyzmu. Wypowiedzi Ojca Świętego Benedykta XVI, zwłaszcza na temat prezerwatyw, sprawiły, że „nawrócony” nie wahał się wyjaśnić Papieżowi, nie tylko, co powinien mówić, ale też, w co ma wierzyć! Czy w związku z tym Blair jest katolikiem, skoro nie uznaje władzy Papieża? Jesteśmy świadkami powrotu do czasów Hobbesa i Cromwella: to władza cywilna decyduje o tym, w co ma się wierzyć. Religia wypłukana ze swojej doktryny jest tylko resztką moralności zdefiniowanej przez Lewiatana. Nie mówi się, że trzeba negować Boga, ale odtąd Bóg nie ma znaczenia w historii ludzi i ich praw. Bóg jest zastąpiony przez Lewiatana. To on ma zdefiniować, jeżeli chce, religię cywilną. Jego rolą jest interpretacja, jeżeli chce i jak chce, tekstów religijnych. Kwestia prawdy religijnej nie odgrywa tu już żadnej roli. Teksty religijne, szczególnie biblijne, muszą być rozumiane w ich czysto „metaforycznym” sensie, co zalecał Hobbes. Ewentualnie tylko Lewiatan może interpretować Pismo Święte. Dlatego trzeba zreformować instytucje religijne, by je zaadaptować do tych zmian.

Jak w ten program wpisuje się wizja praw człowieka?
– Prawa człowieka takie, jakie były zdefiniowane przez tradycję realistyczną, zostają zniszczone. Wszystko jest zrelatywizowane. Pozostają tylko prawa zdefiniowane przez Lewiatana. Pozostaje tylko prawda określona przez Lewiatana. Tylko on sam decyduje o tym, jak powinna następować zmiana prawa.

Z tego wynika, że realizacja tego planu doprowadzi do zaostrzenia konfliktu między państwem i Kościołem.
– Projekt Blaira nie może być realizowany bez podważenia zarówno obecnego rozróżnienia między Kościołem a państwem, jak i stosunków między nimi. Jego wprowadzanie w życie stwarza ryzyko regresji, powrotu do epoki, w której władza polityczna przypisywała sobie misję promocji jednej religii lub jej zmiany. W przypadku Tony Blair Faith Foundation chodzi o promowanie jednej i jedynej religii, jaką jest uniwersalna, globalna władza narzucona całemu światu. Projekt ten przypomina ewidentnie historię anglikanizmu i jego utworzenia przez „obrońcę wiary”, Henryka VIII. Projekt zjednoczonych religii zredukowanych do wspólnego mianownika jest jeszcze bardziej dyskusyjny niż projekt Henryka VIII. Jego realizacja postuluje utworzenie rządu światowego i globalnej policji idei. Gdyby został on zrealizowany, agenci rządu światowego narzucą przez nowy akt supremacji jedną religię, uprawomocnioną przez interpretatorów najwyższej woli, której wikariusz generalny jest być może już wyznaczony (Hobbes, III, XXXVI).

Z tego, co Ksiądz Profesor powiedział, wynika, że decyzje Baracka Obamy i projekt Tony”ego Blaira tworzą sojusz dwóch zbieżnych ze sobą zamiarów: ujarzmienia prawa i ujarzmienia religii. Jakie to może mieć konsekwencje dla ludzkości?
– Ta podwójna instrumentalizacja jest śmiertelna dla wspólnoty międzynarodowej, co widać po różnego rodzaju doświadczeniach realizowanych w ramach „państwa opatrznościowego”. Starając się na siłę podobać jednostce, państwo to mnoży subiektywne „prawa”, np. w kwestii rozwodów, seksualności, rodziny, populacji itp. Czyniąc to, „państwo opatrznościowe” przyczynia się do powstania licznych problemów, z którymi nie może sobie poradzić. Rozciągając te prawa na forum światowe, problemy niepewności jutra, marginalizacji powiększą się na taką skalę, że żadna władza światowa nie będzie mogła ich rozwiązać.

Możemy więc mówić o niebezpieczeństwie terroryzmu polityczno-prawnego?
– Prezydent Obama przy wsparciu Tony”ego Blaira, kandydata na prezydenta Unii Europejskiej, jest w trakcie promowania całkowicie zeświecczonego nowego mesjanizmu północno-amerykańskiego. Rolą prezydenta USA miałaby być legalizacja tzw. prawa narodów i prawa relacji między narodami, wynikających z zsekularyzowanego mesjanizmu, regulujących nowy porządek światowy. W ślad za tym miałoby być ogłoszone „Trzydzieści Dziewięć Artykułów” nowej religii jego brytyjskiego kolegi. Od szczytu tej piramidy wola „Księcia” ma płynąć międzynarodowymi kanałami ONZ do kanałów poszczególnych krajów. Procedura ta ma na celu zniszczenie władzy parlamentów krajowych i ich niezawisłości. To z tych racji, zgodnie z logiką Obamy, trybunał międzynarodowy wzywany jest do rozszerzenia swojej roli, by mógł karać opornych, np. katolików, którzy odrzucą tę wizję władzy i prawa.

Czy tylko Kościół ma bronić prawa człowieka do życia?
– Szacunek dla prawa człowieka do życia głoszony był przez największe tradycje moralne i religijne ludzkości, często wcześniejsze od chrześcijaństwa. Kościół uznaje w pełni argumenty dostarczane przez rozum dotyczące życia ludzkiego. Dopełnia je argumentami, korzystając z dorobku teologii, a więc traktuje człowieka jako obraz Boga; głosi miłość bliźniego jako nowe przykazanie itd. Argumenty te są często przedstawiane w licznych dokumentach dotyczących tych kwestii. Kiedy jednak najwyższe władze państwowe, a nawet największe mocarstwo, zagrażają prawom człowieka, obowiązkiem Kościoła jest wezwanie wszystkich ludzi dobrej woli, by utworzyli jednolity front na rzecz obrony życia każdego człowieka.

Co konkretnie powinniśmy zrobić w tej sprawie?
– Obowiązkową postawą wszystkich musi być korzystanie z prawa do sprzeciwu sumienia, nawet jeśli to prawo, jak w przypadku prezydenta Obamy, byłoby ograniczane. Sprzeciw ten musi być wsparty zaangażowaniem w sferze polityki, w mediach i na uniwersytetach. Sytuacja wymaga wielkiej mobilizacji stawiającej sobie za cel miłość bliźniego, zwłaszcza tego najbardziej wrażliwego i słabego.

Dziękuję za rozmowę.
drukuj