Pożegnaliśmy Rycerza Rzeczypospolitej
Było jak w Sierpniu 80: żarliwa modlitwa za Ojczyznę, ludzie na kolanach
przed Bogiem, braterscy wobec siebie. Miejsce – bazylika św. Brygidy w Gdańsku.
Czas – godz. 11.00; o tej właśnie godzinie przez lata w każdą niedzielę śp.
ksiądz prałat Henryk Jankowski rozpoczynał uroczystą Sumę, podczas której głosił
słynne kazania. Słuchała go cała Polska. W sobotę pożegnaliśmy ikonę
"Solidarności", Rycerza Rzeczypospolitej, wielkiego jałmużnika. Człowiek-symbol
został pochowany w podziemiach bazyliki św. Brygidy, w kaplicy błogosławionego
ks. Jerzego Popiełuszki, swego przyjaciela na drogach kapłańskiego posługiwania
ludziom pracy.
Był i pozostał do końca człowiekiem "Solidarności". Tej przez duże "S", której
był współtwórcą, i tej zwyczajnej, międzyludzkiej, wyrażającej się w wychodzeniu
naprzeciw sprawom człowieka – prześladowanego, ubogiego, cierpiącego,
zagubionego. W homilii wygłoszonej podczas uroczystości pogrzebowych ks. abp
Sławoj Leszek Głódź nazwał śp. ks. Henryka Jankowskiego "ikoną 'Solidarności’" i
podkreślił, że nikt, kto przygląda się narodzinom tego ruchu, nie może pominąć
postaci proboszcza stoczniowej parafii św. Brygidy. Podnosząc z wojennych ruin
kościół, budował jednocześnie wspólnotę ludzkich serc, zdobywając zaufanie
jednoznaczną postawą – był świadkiem Grudnia 80, chował ofiary komunistycznej
zbrodni. Poproszony przez strajkujących stoczniowców o odprawienie Mszy Świętej
w niedzielę, 17 sierpnia 1980 r., nie wahał się, choć czuł brzemię
odpowiedzialności za każde wypowiedziane wówczas słowo.
Obecność kapłanów wśród robotników, którzy upomnieli się nie o kotleta, ale o
respektowanie przez rządzących praw Bożych i Narodu, nadała ruchowi związkowemu
oblicze w świecie dotąd nieznane. Msze Święte, spowiedzi po wielu latach,
ustawiane przy ołtarzach polowych krzyże, wizerunki Matki Bożej i portrety Jana
Pawła II… Tak wyglądał początek polskiej drogi do wolności nie tylko w Stoczni
Gdańskiej, ale i w innych zakładach Wybrzeża, w Hucie "Warszawa", której bramy w
sierpniu 1980 r. przekroczył ks. Jerzy Popiełuszko. Zanim jeszcze "Solidarność"
oficjalnie przybrała swą nazwę, Kościół w osobach kapłanów przypomniał, że słowo
to jest częścią katolickiej nauki społecznej, stał się też największym
sprzymierzeńcem wielkiego ruchu.
Kto wie, jak potoczyłyby się losy związku, gdyby nie śp. ks. Henryk Jankowski. –
Wsparł stoczniowców w najtrudniejszej chwili, ratując tym samym strajk. I za to
jesteśmy mu wdzięczni – podkreśla inż. Alojzy Szablewski, przewodniczący KZ NSZZ
"Solidarność" Stoczni Gdańskiej w latach 80.
Z "Solidarnością" ksiądz prałat związał się na dobre i złe. Nękany w stanie
wojennym ciągłymi przesłuchaniami mówił prześladującym go prokuratorom: "Z tej
drogi zejść nie mogę. Jest to droga prawdy, a więc droga Chrystusa. Zejście z
niej oznaczałoby zdradę wartości najwyższych, dzięki którym jesteśmy godni miana
człowieka, chrześcijanina, Polaka".
Z raz obranej drogi nie zszedł również w III RP – choć zmienił się system,
problem budowy ładu społecznego i moralnego pozostał aktualny. Ksiądz prałat
Henryk Jankowski wskazywał rządzącym ich obowiązki wobec Narodu, z bólem
patrzył, jak stocznia stała się balastem, a tych, którzy wznieśli żagiew
wolności, traktowano jak masę upadłościową. Nie opuścił wtedy ludzi, na miarę
swych możliwości starał się tworzyć taką przestrzeń inicjatyw, w której mogliby
rozwijać swoje talenty, umiejętności.
Nie wybaczono mu tego. Zapłatą za zasługi był ostracyzm, a potem śmierć cywilna
zadana przez media. Jak przypomniał metropolita gdański, w ostatnich latach śp.
ks. Henryk Jankowski stał się negatywnym bohaterem środków przekazu, "uprawiano
wobec niego 'sciacalaggio’ – zagryźć na żywo". Były ataki, pomówienia,
oskarżenia. W obronie zaszczutego kapłana nie stanęli przyjaciele z najwyższych
kręgów władzy. Nie pofatygowali się zresztą również na pogrzeb wielkiego
kapłana…
Państwo polskie nie spłaciło długu wdzięczności zaciągniętego u proboszcza
bazyliki św. Brygidy. Ale śp. ks. Henryk Jankowski nie trudził się dla ziemskiej
chwały. Wierzymy, że za swoje zasługi otrzymał nagrodę w Niebie z rąk Ojca,
który widzi wszystko i oddaje miarą nieskończenie wielką.
Małgorzata Rutkowska
