Powrót politycznej cenzury
Dwa białostockie dzienniki: "Kurier Poranny" i "Gazeta Współczesna",
odmówiły publikacji płatnego ogłoszenia nauczycieli akademickich o zagrożeniach,
jakie ich zdaniem niesie ustawa o szkolnictwie wyższym. Projekt autorstwa
minister nauki Barbary Kudryckiej wchodzi w życie 1 października. Szef "Kuriera
Porannego" odmówił, bo uznał, że ogłoszenie jest "manifestem politycznym". I
może mieć wpływ na wynik wyborów w województwie podlaskim.
Profesor Edward Malec, przewodniczący Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność",
uważa, że decyzja o odmowie publikacji ogłoszenia to cenzura. – Ogłoszenie jest
merytoryczne. Wszystkie zawarte w nim informacje są sprawdzone i prawdziwe.
Dlatego decyzję redakcji białostockich redakcji uważam za cenzurę – tłumaczy.
Jak relacjonuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", rozmawiał w tej sprawie z
Piotrem Wąsikowskim, redaktorem naczelnym "Kuriera Porannego". – Podczas naszej
rozmowy redaktor naczelny najpierw powiedział, że "Kurier" to wolny dziennik,
który ma prawo odmówić publikacji ogłoszeń, jeśli mu się nie podobają, i że jest
wolny od nacisków dygnitarzy związkowych. Później przyznał jednak, że są w
Białymstoku pewne układy, które sprawiają, że gazeta lokalna, jaką jest "Kurier
Poranny", nie może opublikować naszego ogłoszenia. Zwłaszcza w okresie kampanii
wyborczej – wyjaśnia prof. Malec.
Profesorowie akademiccy, którzy redagowali ogłoszenie, tłumaczą, że miało ono
zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa, jakie ich zdaniem niesie mająca wejść w
życie już 1 października nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym. – Chcieliśmy
tym ogłoszeniem poinformować społeczeństwo o sytuacji, jaka zaistnieje po
wprowadzeniu w życie 1 października ustawy autorstwa pani minister Barbary
Kudryckiej. Pani minister pochodzi z Białegostoku, dlatego zależało nam bardzo,
aby powiadomić o tym przede wszystkim tutejszą społeczność. Chcieliśmy też
przedstawić naszą ocenę tego, co dzieje się obecnie niedobrego w szkolnictwie
wyższym – powiedział nam prof. Edward Malec. Ogłoszenie miało być płatne.
Publikacji odmówiono zarówno w "Kurierze Porannym", jak i w "Gazecie
Współczesnej". Ostatecznie żadna z białostockich gazet go nie opublikowała.
Tekst ogłoszenia zawiera krytykę ustawy przygotowanej przez Barbarę Kudrycką,
minister nauki i szkolnictwa wyższego. Wymieniono w nim m.in. nazwiska
podlaskich posłów i senatorów PO, PSL i SLD głosujących za nowelą, która zdaniem
nauczycieli akademickich, przyniesie więcej szkód niż pożytku. Wszyscy ci
parlamentarzyści startują obecnie w wyborach. – Najwyraźniej fakt, że podaliśmy
te nazwiska w naszym ogłoszeniu, był bardzo niewygodny dla lokalnych gazet.
Nawet pan redaktor Wąsikowski zagadnął mnie, czy my nie lubimy Barbary
Kudryckiej, że chcemy jej tak zaszkodzić. Odpowiedziałem, że ją lubię, ale jako
osobę, a nie ministra – tłumaczy Malec. – Ustawa pani minister Kudryckiej ma
wiele wad. Była przygotowana "na kolanie" i zasadniczo środowiska nauczycieli
akademickich mają wobec niej stosunek krytyczny – dodaje.
W informacji odmownej przesłanej do warszawskiej siedziby Krajowej Sekcji Nauki
NSZZ "Solidarność" przez Piotra Wąsikowskiego, redaktora naczelnego "Kuriera
Porannego", nie podano żadnych przyczyn odmowy publikacji. W późniejszej
bezpośredniej rozmowie prof. Edwarda Malca, przewodniczącego Krajowej Sekcji
Nauki NSZZ "Solidarność", z redaktorem naczelnym, szef gazety przekazał mu
informację, że ""Kurier Poranny" nie drukuje manifestów politycznych. To jest
manifest polityczny, który jest przygotowany w okresie kampanii wyborczej". W
ten sposób jednak gazeta stanęła po konkretnej stronie. "Kurier Poranny" i
"Gazeta Współczesna" to dzienniki należące do Spółki Media Regionalne. Grupa
wchodzi w skład międzynarodowej struktury Mecom Europe. W Polsce do spółki
należy m.in. dziewięć dzienników regionalnych, kilka rozgłośni radiowych i
agencji reklamowych.
Chcąc bezpośrednio poznać stanowisko redaktora naczelnego "KP", "Nasz Dziennik"
próbował się z nim skontaktować. Telefon odebrała sekretarka, która poprosiła,
by podać sprawę, w której dzwonimy. Kiedy przedstawiła go naczelnemu, ten
przekazał informację, że jest zajęty, poprosił o pozostawienie numeru
kontaktowego i obiecał, że wkrótce oddzwoni. Nie oddzwonił.
Adam Białous
