Powinniśmy przejść do szybkich działań manewrowych

Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych i
szefem Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe operującej w Iraku,
rozmawia Marta Ziarnik

Od soboty zginęło w Afganistanie
już 2 naszych żołnierzy, a 14 zostało rannych. Z czego wynika nasilenie
się ataków?

– Talibowie są w ofensywie. To są wyniki ofensywy,
którą oni przygotowywali przez zimę. Teraz zaczyna się lato, a to jest
okres wzrostu ich aktywności. Najgorsze jest to, że talibowie mają
inicjatywę operacyjną, co pozwala im atakować w każdym miejscu i w
wybranym przez nich czasie. To, że to oni wybierają miejsce i czas
ataku, jest bardzo złe. W związku z powyższym widać bowiem, że nasza
taktyka jest nieskuteczna.

Co zatem powinniśmy zrobić?

Przede wszystkim trzeba nam teraz zmienić formę działań bojowych, czyli
przejść do działań, które będą skuteczniejsze. Mam tu na myśli
działania rajdowe: organizowanie głębokich rajdów, zasadzek,
manewrowanie siłami. Musimy przede wszystkim przejść do działań o
charakterze mylącym, kamuflującym nasze rzeczywiste zamiary, tak aby
talibowie nie wiedzieli, kiedy i gdzie uderzymy. Chodzi o to, żeby to w
końcu oni byli zaskakiwani, a nie my.

Czy 2,6 tys.
stacjonujących w prowincji Ghazni polskich żołnierzy jest w stanie tego
dokonać? A może potrzebne są im do pomocy dodatkowe siły?


Nieraz już mówiłem, że aby mieć pełną kontrolę nad tą prowincją, trzeba
mieć więcej niż 4 tys. żołnierzy. Tak aby mogli oni objąć swoimi
działaniami cały tamtejszy obszar. Jeżeli jednak nie ma takiej
możliwości – a przypomnę, że możliwości polskiego wojska się kurczą,
gdyż ono się w tej chwili głęboko redukuje na rzecz wzrostu liczby
urzędników wojskowych kosztem żołnierzy gotowych do walki – to musimy
sobie poradzić nawet z tymi 2,6 tys. żołnierzy. Trzeba więc nam zmienić
formy działań. Innej możliwości w tej chwili nie widzę. Na pewno nie
możemy siedzieć w bazach, tylko przejść do działań manewrowych. Szybkich
działań manewrowych.

Pozwala nam na to sprzęt, którym obecnie
dysponujemy?

– Jeżeli chodzi o sprzęt dla wojsk walczących,
czyli m.in. rosomaki, to mamy taki. Nadal brakuje natomiast tego, co
obiecano nam w tym zakamuflowanym pakiecie afgańskim, czyli podstawowych
środków rozpoznawczych, które powinny śledzić wybrane rejony dzień i
noc, tak byśmy mieli pełną wiedzę na temat tego, co się dzieje w rejonie
odpowiedzialności. Tu chodzi także o to, że jeśli nasze wojska nie będą
miały oczu dzień i noc, to nie będziemy wiedzieli, co i gdzie talibowie
znów szykują. Wówczas będziemy ciągle przez nich zaskakiwani.
Muszę w
tym miejscu podkreślić, że mamy duże możliwości prowadzenia takich
działań – zarówno w dzień, jak i w nocy. Dlatego duży wysiłek położyłbym
na działania nocne, tak aby talibów, którzy zasadniczo w nocy
podkładają na drogach te miny, właśnie wtedy atakować. Nie dać im
zwyczajnie możliwości prowadzenia zorganizowanych działań. Podkreślam
raz jeszcze, że to my mamy atakować. To talibowie mają się nas bać, a
nie odwrotnie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj