Posępny zlot sępów

Wobec braku sprzeciwu ze strony rodziny pana Marka Rosiaka, który
został zastrzelony w łódzkim biurze PiS przez konfidenta razwiedki –
wprawdzie powiadają, że przez "byłego", ale zarówno doświadczenie, jak i
francuskie przysłowie podpowiada, że kto raz był królem, ten zawsze zachowa
majestat – więc i w przypadku Ryszarda C. używanie czasu przeszłego może być
niestosowne – więc z braku sprzeciwu ze strony rodziny skwapliwie
skorzystały sępy, by z okazji pogrzebu zamordowanego odbyć swój posępny
zlot. Szczerze mówiąc, trudno się skwapliwości sępów dziwić; wykorzystywanie
zwłaszcza takich okazji leży, jak wiadomo, w ich sępiej naturze – ale
oczywiście o tym nie trzeba głośno mówić. Natomiast głośno należy mówić o
potrzebie "pojednania", "ograniczenia poziomu agresji w życiu publicznym" –
no i oczywiście – "modlić się" aż do upadłego. Gorącą potrzebę modlitwy
objawiła dlaczegoś akurat pani posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska z
Platformy Obywatelskiej.

Najwidoczniej musi odczuwać silną potrzebę ekspiacji. No i dobrze – ale
dlaczego akurat ona? Przecież w żadnej zmowie z Ryszardem C. nie była, a w
każdym razie – niczego na ten temat nie wiadomo. Pewne światło rzuca na to
okoliczność, że właśnie pani posłanka Kidawa-Błońska przyznaje się do
autorstwa projektu ustawy, bardzo restrykcyjnego wobec ofiar mody na
zapładnianie w szklance. Tego rodzaju żałobnicy, a zwłaszcza ich
ostentacyjne modlitwy wyjaśniają przyczynę, dla której właśnie tego dnia
pojawiły się nad Łodzią gęste opary obłudy. Powiadają, że to z powodu
umywania rąk przez polityków Platformy Obywatelskiej. Tego oczywiście
wykluczyć nie można, bo ten nerwowy tik higieniczny, niczym u Lady Makbet,
pojawił się u nich zaraz po katastrofie w Smoleńsku, a po morderstwie w
Łodzi znacznie się nasilił – ale czy to mogłoby wzniecić aż tak gęste opary?
Wydaje się, że nie, że do ich powstania przyczyniły się dopiero ich
ostentacyjne modlitwy na pogrzebie ofiary morderstwa. Jak już dawno zauważył
wybitny parlamentarzysta Ignacy Daszyński, była to "obłuda do nieba
śmierdząca", toteż jej opary mogły wywołać odruch zniecierpliwienia, również
u Najwyższego.
Trudno było nie współczuć rodzinie zamordowanego Marka Rosiaka, że na jego
pogrzebie musiała znosić obecność moralnych, a chyba i niemoralnych też –
sprawców nagonki. Trzeba powiedzieć, że nie tylko kapitan Grzegorz
Piotrowski, ale nawet Jerzy Urban na pogrzebie księdza Jerzego Popiełuszki
jednak się nie pojawił, dzięki czemu nie wystąpiły żadne kłopotliwe
sytuacje. No ale żaden z nich, zwłaszcza na tamtym etapie, nie chciał nawet
słyszeć o jakimkolwiek "pojednaniu", podczas gdy teraz, kiedy starsi i
mądrzejsi kazali się "pojednać" nie tylko z Putinem, ale nawet z
"oszołomami" i "moherami" nie czas na wersal. Wiadomo – kryzys zbliża się
milowymi krokami i tylko patrzeć, kiedy razwiedka będzie musiała wyznaczyć
kozła albo – jeszcze lepiej – osła na ofiarę przebłagalną, więc nic
dziwnego, że wszyscy nagle zaczęli łasić się i przymilać
– żeby tylko nieubłagany palec wskazał na kogo innego. Nawet więcej
– oto jakiści inkasent wykrył spisek na życie samego pana prezydenta
Bronisława Komorowskiego, dzięki czemu i on jednym susem wskoczył do
pierwszego szeregu zagrożonych. No cóż, już Rejent Milczek zwrócił uwagę, że
"nie brak świadków na tym świecie", więc jeśli razwiedka tego sobie życzy,
to nie tylko się zgłoszą, ale i we właściwym czasie przypomną sobie
wszystko, co się należy.
Tymczasem nietrudno zauważyć, że temu posępnemu zlotowi sępów przyświecała
nadzieja, iż dzięki krótkiemu podemonstrowaniu ostentacyjnej żałośliwości i
pogrążenia się w modlitewnym skupieniu i obłudnego współczucia, już
następnego dnia można będzie wszystkie te chwilowe nieprzyjemności skwitować
wesołym oberkiem. Nie tylko bowiem "wilk zmienia skórę, lecz nie obyczaje" –
jak rzucił w twarz cesarzowi Wespazjanowi pewien wolarz. Sępy też. Toteż
biłgorajski filozof, który dopuścił sobie do głowy, że na swój obraz i
podobieństwo będzie "modernizował Polskę", nawołuje, żeby Kaczyńskiego
"zabić śmiechem". Czyżby wespół ze zgrają swoich wyznawców zamierzał go na
śmierć załaskotać? A swoją drogą, nieszczęśliwa ta Polska, skoro dobierać
się do niej zaczynają już nawet biłgorajscy filozofowie.

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj