Popis arogancji Boniego
To jawna demonstracja arogancji rządu, popis siły i złamanie zasad, do
których przestrzegania na gruncie prawa są zobowiązani urzędnicy w relacjach
państwo – Kościół. Minister Michał Boni, dążąc do likwidacji Funduszu
Kościelnego, próbował narzucić procedury niezgodne z konkordatem.
Sposób, w jaki potraktowani zostali przez rząd księża biskupi, jest
bulwersujący. Gdy o godz. 11.00 w czwartek zamknęły się drzwi sali, w której
rozpoczęło się spotkanie Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, projekt rządowy
zakładający likwidację Funduszu Kościelnego został opublikowany na stronie
internetowej Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. W efekcie media wcześniej
wiedziały o propozycji rządu niż uczestniczący w spotkaniu przedstawiciele
Episkopatu. – W pewnym momencie nastąpiła nawet konsternacja, gdyż ks. Józef
Kloch, rzecznik prasowy KEP, odebrał telefon, w którym dziennikarze pytali o
zdanie strony kościelnej na temat propozycji odpisu 0,3 proc. ze strony każdego
podatnika na rzecz Kościoła. Od razu zapytałem ministra Michała Boniego, co to
ma znaczyć, że dziennikarze dowiadują się szybciej o projekcie niż
zainteresowana strona – relacjonuje w rozmowie z nami ks. abp Sławoj Leszek
Głódź. Przyznaje jednocześnie, że to spotkanie Komisji Wspólnej Rządu i
Episkopatu było jednym z trudniejszych, w jakich brał udział.
W napiętej atmosferze Michał Boni, współprzewodniczący Komisji Wspólnej i
gospodarz obrad, przekazał stronie kościelnej list intencyjny wraz z "Projektem
założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o przyjęciu przez państwo dóbr martwej
ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu
Funduszu Kościelnego oraz niektórych innych ustaw". Rząd zakłada w nim
likwidację Funduszu Kościelnego oraz możliwość przekazywania 0,3 proc. podatku
dochodowego na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych. – Propozycja,
jaką złożył nam rząd, była dla nas totalnym zaskoczeniem – podkreśla ks. abp
Głódź. Strona rządowa oczekiwała jednocześnie od strony kościelnej, że od razu
dokona oceny przedstawionego projektu. Do tego jednak nie doszło, gdyż biskupi
podkreślili, że – zgodnie z wypełnieniem zapisów art. 22 konkordatu –
kompetentnym ciałem do rozmów jest nie Komisja Wspólna, lecz Komisja
Konkordatowa z dwoma zespołami ds. finansów – rządowym i kościelnym.
Początkowo strona rządowa odrzucała taki sposób procedowania. Minister Boni
powoływał się na deklarację rządu Włodzimierza Cimoszewicza z 1997 roku, w myśl
której sprawy finansowe i podatkowe kościelnych osób prawnych i fizycznych są
wyłączną kompetencją państwa i dlatego władze państwowe mogą jednostronnie
wprowadzać zmiany, np. likwidując Fundusz Kościelny. Tyle że ona nie jest
źródłem prawa, a jedynie wyrażeniem woli politycznej ówczesnej władzy SLD. W
końcu uzgodniono, że dalsze prace odbywać się będą w ramach wspólnego zespołu
ds. finansów obu komisji konkordatowych.
Rząd wyraźnie dążył do "załatwienia" sprawy Funduszu Kościelnego i składek
ubezpieczeniowych duchownych w trybie jednostronnych regulacji poprzedzonych
jedynie konsultacjami. – Jest to naruszenie zasad demokratycznego państwa prawa.
Demokratyczne państwo prawa szanuje obowiązujące ustawodawstwo i zawarte umowy
międzynarodowe. W tym przypadku przedstawiciel rządu minister Boni samowolnie
chce narzucić Kościołowi pewne regulacje, niekoniecznie uzgodnione z drugą
stroną – zauważa ks. prof. Józef Krukowski, wybitny znawca prawa konkordatowego.
Co strona rządowa chciała zyskać w ten sposób? – To działanie
socjotechniczne! To przemyślana arogancja, której celem jest obniżenie pozycji
Kościoła i hierarchów, bo ze słabszym przeciwnikiem można rozmawiać bardziej
skutecznie – mówi dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, socjolog.
Małgorzata Pabis
