Polski historyk: Oby nie spuszczono kolejnej zasłony milczenia
Wypowiedź prof. Tadeusza Marczaka, historyka, kierownika Zakładu Studiów
nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego
Mówiąc o początkach związków ziemi smoleńskiej z Polską, trzeba przyznać, że
faktycznie w naszej tradycji pamiętna jest bitwa pod Grunwaldem i udział w niej
pułków smoleńskich wzmiankowany przez Długosza. Losy państwa polsko-litewskiego
i Smoleńska splatały się. Przecież przez wiele dziesiątków lat Smoleńsk był
częścią składową Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ostatecznie dopiero pokój
andruszowski oddzielił Smoleńszczyznę od naszego państwa. Doktor Kononow
wspomina o tym, że Polacy oblegali Smoleńsk, ale trzeba mieć w pamięci, że
kilkakrotnie Smoleńsk był oblegany przez Rosjan i też dzielnie się bronił przed
tym najazdem. To było miasto pogranicza. Gdy Zygmunt III Waza zdobywał Smoleńsk,
tak naprawdę odzyskiwał to, co utraciliśmy za Zygmunta I Starego w 1514 roku.
Pamiętajmy, że idea, która przyświecała królowi Zygmuntowi III Wazie, wynikała z
planu stworzenia unii Polski, Litwy i Rosji. Tę wielką ideę Rosja XVII-wieczna
odrzuciła. A chodziło o coś więcej niż związek państwowy Rzeczypospolitej i
Rosji. Zaprzepaszczono szansę na demokratyzację Rosji już na początku XVII
wieku. Wybrano samodzierżawie, autokratyczny model rządów, chyba nie do końca z
korzyścią dla siebie.
Jest jeszcze jeden element, być może rzadko uświadamiany. Mianowicie,
Smoleńszczyzna była terenem dużych wpływów polskich. W jednej z nowel Lwa
Tołstoja pochodząca ze Smoleńszczyzny postać nosi imię Kazimierz. Nazwiska
polskie również są tu często spotykane. Jednym z przykładów może być poeta
radziecki Aleksandr Twardowski. Ale przede wszystkim wymienić trzeba postać
sławnego generała i podróżnika Nikołaja Przewalskiego, urodzonego w Kimborowie
pod Smoleńskiem. Opisuje się go najczęściej jako Rosjanina, a pochodził z
rodziny polskiej. W latach 20. XX wieku polska część jego rodziny zabiegała
nawet o uznanie polskości Przewalskiego, przynajmniej w środowisku naukowym
Polski.
Jeśli natomiast chodzi o czasy nowsze, to nie można wymazać tych tragicznych
wydarzeń, a więc Katynia i katastrofy smoleńskiej. Nie da się tak wybiórczo
podchodzić do historii. Stanowi ona jeden ciąg wydarzeń, czasami logiczny, a
czasami, jak się wydaje, zupełnie niejasny. Wybiórcze podchodzenie do historii
jest zupełnie nie na miejscu.
To ważne, co mówi dr Kononow o wspólnym uczczeniu ofiar tej ostatniej
katastrofy. Ta sprawa powinna jak najszybciej znaleźć pozytywne rozwiązanie.
Żeby nie powtórzyło się to, co miało miejsce ze zbrodnią katyńską. Żeby kolejna
zasłona milczenia nie została spuszczona na tę tragedię.
Wpływ katastrofy z 10 kwietnia na stosunki polsko-rosyjskie jest natomiast
jasny, a nasze oczekiwania oczywiste. Chodzi o udostępnienie stronie polskiej
wszystkich materiałów, dzięki którym będzie ona mogła prowadzić śledztwo. Jest
rzeczą niedopuszczalną, że polskie organa nie dysponują żadnym poważnym
materiałem dowodowym. Te oczekiwania nie są zatem wielkie, ale to zachowanie
strony rosyjskiej rodzi wątpliwości i podejrzenia. Oczywiście są zaniedbania z
naszej strony, jest indolencja władz państwowych i śledczych, ale nie jest też
normalne, że i szczątki samolotu, i czarne skrzynki pozostają ciągle za granicą
i właściwie nie mamy możliwości przeprowadzenia rzetelnego dochodzenia w tej
sprawie.
not. PF
