Polska nie decyduje o euro
Z dr. Michaelem Meisterem (CDU), członkiem komisji finansów oraz
komisji budżetowej Bundestagu, rozmawia Waldemar Maszewski
Niemiecka chadecja proponuje stworzenie w Europie unii
polityczno-fiskalnej. Czy nie jest to jakaś gwałtowna próba ocalenia tego, czego
ocalić się już nie da, czyli euro?
– CDU jest partią europejską. To my pomimo wielu istniejących i piętrzących się
barier współtworzyliśmy ideę zjednoczonej i pokojowej Europy. Unia Europejska od
początku jest imponującym projektem, ciągle się rozwijającym, oczywiście przy
wydatnej pomocy Francji, ale także innych państw. Naszym zdaniem, wprowadzenie
10 lat temu wspólnej waluty euro było sukcesem, ale ciągle nie zakończyło
procesu jednoczenia Europy. Obecnego kryzysu stabilizacji finansowej w UE nie
musimy traktować jako zagrożenia, ale jako szansę dla Europy. Unia Europejska
jest i pozostanie wielką Europą, na którą z zazdrością patrzą inne regiony.
Czy jest jakiś plan B na wypadek rozpadu tego projektu?
– Nie powinniśmy się rozczulać, niepotrzebnie dyskutować o rozpadzie i roztaczać
katastroficznych wizji. Kto dzisiaj mówi o jakimś planie B lub C, ten stawia
ideę Unii pod ścianą i jest nieodpowiedzialny. Teraz potrzebujemy klarownej
oceny sytuacji, by wspólnie podejmować racjonalne decyzje w ramach Unii
Europejskiej na rzecz długoterminowego zaufania i utrzymania stabilizacji. W tej
dziedzinie liczę, jak i całe Niemcy, na duże wsparcie polskiego rządu.
Stworzenie nowej unii walutowej w gronie mniejszej liczby państw uważam za
niewłaściwe rozwiązanie i bezcelowe, tym bardziej teraz, jeszcze przed
zakończeniem procesu integracji europejskiej. Tworzenie jakiegoś systemu
dwuklasowego lub dwóch prędkości, czy to w Unii Europejskiej, czy też w
eurolandzie, nie może być celem na drodze do lepszej integracji. Nie chcemy
dwóch prędkości, wprost przeciwnie – wspólnie pracujemy nad tym, aby kraje
strefy wspólnego pieniądza, które są w kryzysie, swoje kłopoty szybko i
skutecznie rozwiązały. Konieczna solidarność musi jednak zobowiązywać do
większych wysiłków na rzecz reform i musi zmierzać w kierunku lepszej
konsolidacji fiskalnej. A tego muszą dokonać poszczególne państwa na drodze
samodzielnych decyzji.
Jaką Pan widzi rolę Polski w wychodzeniu z kryzysu?
– Musimy ustabilizować sytuację w kryzysowych krajach eurolandu, ale nie możemy
zapominać, że kilka państw, jak np. Polska, jeszcze nie należy do strefy euro.
Dlatego Polska, niestety, nie odgrywa tak ważnej roli w podejmowaniu decyzji
istotnych dla euro. Ale może ona sama sobie stworzyć warunki do tego, aby także
przyjąć euro.
Jak Pan skomentuje doniesienia o tworzeniu systemu emisji i skupowania
wspólnych obligacji, ale tylko najsilniejszych gospodarek eurolandu?
– Tworzenie jakiegoś systemu skupowania obligacji przez najsilniejsze kraje nic
nie da. Zresztą codzienna dyskusja nad powstawaniem nowego systemu euroobligacji
jest całkowicie bezprzedmiotowa. Musimy najpierw stworzyć w całej Unii takie
warunki, by stabilność finansowa była zakorzeniona w kulturze każdego państwa,
które z kolei musi przyjąć zasadę przestrzegania tych zasad. Do tego
potrzebujemy nowych, lepszych zasad ramowych, czyli zmian traktatu unijnego.
Podobno Berlin i Paryż od dłuższego czasu prowadzą poufne rozmowy
dotyczące własnych rozwiązań wychodzenia z kryzysu?
– Jakiekolwiek zmiany należy wprowadzać bardzo transparentnie i przy otwartej
kurtynie. Oczywiście zgodę na to muszą wyrazić wszystkie kraje. Prowadzenie
tajnej dyplomacji byłoby trucizną dla idei europejskiej i na dłuższą metę
doprowadziłoby do rozsadzenia całej Unii.
Niemcy i Francja dążą do jak najszybszej zmiany traktatów unijnych.
Kanclerz Merkel i prezydent Sarkozy na najbliższym szczycie w Brukseli mają
zaproponować jednak nowy pakt stabilizacyjny w mniejszym gronie, coś w rodzaju
układu z Schengen.
– Niemcy i Francja już od dawna odgrywają rolę motoru europejskiego jednoczenia.
W tym znaczeniu jest to dobra europejska tradycja, że oba kraje pracują nad
rozwiązywaniem wielu istotnych problemów. Taka sytuacja zmusza całą UE do
przeprowadzania niezbędnych zmian, tym bardziej że nie zostało nam na nie zbyt
dużo czasu. Oba kraje wykorzystują czas na zastanowienie, co stanowi zaletę,
ponieważ Paryż i Berlin mają różne rozwiązania finansowe i różne ekonomiczne
cele polityczne, które mogą zostać w ostateczności wykorzystane także w innych
państwach. Jednak ani Niemcy, ani Francja nie mogą niczego zrobić samodzielnie,
bo na końcu i tak potrzebne są zgody innych członków Wspólnoty. Zresztą temat
stabilizacji finansów nie może zostać ograniczony do kilku państw, a kryzys poza
strefą euro, np. w Wielkiej Brytanii, jest tego najlepszym dowodem. Ochrona
stabilności finansów musi być obowiązkowa we wszystkich krajach Unii
Europejskiej, nie da się inaczej.
Dziękuję za rozmowę.
