Polska marzeń
Jest chyba w każdym człowieku jakaś głęboka nostalgia, jakaś troskliwa tęsknota
za Ojczyzną, za rodzinną niszą życia, za wymarzonym ideałem społeczności. Bez
tych marzeń społecznych, bez wybiegającej naprzód idei byłby on jak ślepiec,
jak bez wizji przyszłości. I wówczas nachodzi depresja społeczna, jakaś apatia
historyczna i spłycenie duszy. Dzisiaj marzenia takie są nam szczególnie zadane
do urzeczywistniania. Zadanie takie staje niezwykle wyraziście przed rządem,
przed parlamentem i przed wszystkimi Polakami, wołając także o odpowiednie
światło Ewangelii od Kościoła, który nie gromadzi w sobie po matczynemu jakichś
Marsjan, lecz tu i teraz żyjących Polaków.
Kształtowanie nadal tożsamości
Chcemy zatem Polski ideowo i socjalnie godnej, wolnej, szlachetnej, wielkodusznej
i wspaniałej duchowo i materialnie. Przede wszystkim nie możemy zagubić naszej
tożsamości, którą z takim trudem odzyskujemy. Polska nie chce – i nie może
– być zepchnięta do jakiejś roli wtórnej, a więc ani niewolnicą Brukseli,
ani służącą Niemca, ani żałobną wdową po Związku Radzieckim, ani niskiego
pochodzenia narzeczoną Stanów Zjednoczonych, ani rozwódką z Kościołem, lecz
musi być równoprawną siostrą wszystkich nacji i nadal wierną córą Kościoła
wieków.
Nasza nostalgia za taką Polską rozbudziła się szczególnie w zrywie "Solidarności".
Nasze społeczeństwo zaczęło ją realizować na scenie publicznej. Lecz na samym
początku nie była dostatecznie skrystalizowana idea Polski odzyskiwanej. Kierowaliśmy
się raczej wielką intuicją narodową. Według tej intuicji chodziło o odzyskanie
pełnej tożsamości Polski i o odrodzenie Ojczyzny. Formułowano to jako odrodzenie
Polski "prawdziwej". Lecz oto już w drugiej części Zjazdu "Solidarności" w
1981 roku wystąpił wewnętrzny nurt odciągający nas od idei Polski "prawdziwej"
w kierunku Polski "nowej", liberalnej, kosmopolitycznej, wyrzekającej się siebie
na rzecz Zachodu. I ci nowi ideologowie, a wkrótce dyspozytorzy Polski posługiwali
się jeszcze długo naszymi pojęciami: Polska, Ojczyzna, Naród, patriotyzm, Kościół,
ale to było dla zmyłki, żebyśmy naiwni myśleli, że "i ci są z ojczyzny naszej".
Obecnie dochodzi do próby przekreślenia całego naszego etosu polskiego. Przy
czym najboleśniejsze staje się łamanie etosu moralnego. Nie możemy już zrozumieć
podstaw ataków na miłość Ojczyzny jako "nacjonalizm" lub "antysemityzm" i naszą
obronę moralności chrześcijańskiej jako "cenzurę obyczajową", rzekomo pochodzenia
totalitarnego. Moralność obejmuje wszystkie dziedziny życia ludzkiego i nie
może być uważana za "cenzurę", krępującą wolność. Również dziś prawnicy mylnie
wołają, że nikt nie ma prawa oceniać moralności mediów, sądów, prokuratur,
adwokatury, a wszystko ma być regulowane jakimś mitologicznym i dowolnie stosowanym
"prawem". A kto uchwala prawo i kto nim faktycznie kieruje? Stawianie jakiegoś
anonimowego i ateistycznego prawa ponad moralność chrześcijańską prowadzi do
jakiegoś szalonego totalitaryzmu.
Walka o podstawowe idee
Świadomość wyższych i głębszych idei rozwija się z czasem. Ogół PiS zdawał
się nie do końca wiedzieć, do czego dąży w swej polityce. Tak było zwłaszcza
w okresie narzeczeństwa z PO. Z czasem jednak okazało się, że – mówiąc skrótowo
– PiS myślało o Polsce "polskiej", podczas gdy PO – o Polsce kosmopolitycznej
czy europolitycznej. I oto PiS wyraziło pewną nostalgię solidarnościową i
przy pomocy partii bardziej prawicowych rozbudziły się marzenia o Polsce
jako Ojczyźnie
wolnej, moralnej, rodzinnej, mającej poczucie dumy i honoru. I co się okazało?
Otóż wygrana koncepcji PiS doprowadziła do istnego szału wszystkie partie
i ugrupowania kosmopolityczne i europolityczne. Szał ten ciągle trwa i
nawet
chyba się wzmaga, a w każdym razie coraz mocniej się organizuje. W tej sytuacji
zderzają się ze sobą mocno: prawda i nieprawda, twórcza wolność i szał burzenia,
sprawiedliwość i niesprawiedliwość, miłość społeczna i nienawiść.
l. Tęsknota za pełną prawdą. Jest wprost niezrozumiałe, jak znaczna część
"łże-elity", jak wyraża się z ruska prezes Jarosław Kaczyński, dała się ponieść
różnym półprawdom
lub nieprawdom. Nieprawda wciska się szeroko w politykę, gospodarkę, prawo
publiczne, wychowanie, w literaturę, media, nawet w słowo codzienne. Wprost
nie sposób tak dłużej żyć. Tu już nawet nie chodzi o to, że ktoś w czymś
oszukuje, ale o to, że pod wpływami marksizmu i liberalizmu uformowała się
jakby nieprawdziwościowa
cała świadomość czy podświadomość i stała się wielką strukturą społeczną.
Nie mówię, że wszyscy tacy ludzie zawsze kłamią, ale kontynuują jakąś taką
tradycję
czy atmosferę ogólną nieprawdy. Indywidualnie mogą być chyba bez winy, ale
tworzą całą społeczną strukturę kłamliwą. W podobny sposób dzisiejsi potomkowie
dawnych rozłamów w Kościele nie są tym rozłamom winni, jednak żyją mentalnością
swojego rozłamu czy odłamu religijnego. Tak jest i z całą mentalnością społeczną.
Wszakże trzeba pamiętać, że do tej postawy dochodzą patologiczne teorie obronne.
Weźmy tu przypadek min. Zbigniewa Ziobry, który skrytykował sąd w Gliwicach
za wydanie wyroku, że dach hali, gdzie zginęło 65 osób, nie musiał być odśnieżany.
"Sąd nie może – mówił pan minister – orzec, że zasada grawitacji na terenie
hali nie obowiązuje, a dwa razy dwa jest sześć". Otóż minister powiedział
słusznie, ale tylko z punktu klasycznej teorii prawdy, gdzie prawda to zgodność
sądu
z rzeczywistością. Tymczasem wszelkie prawo ludzkie i jego teorie opierają
się na określonej filozofii. I oto teoria i praktyka prawa na Zachodzie i
coraz częściej i u nas opiera się na filozofii postmodernistycznej, która
ma inne
rozumienie prawdy i nie przyjmuje jednej prawdy: co do jednego faktu może
być wiele prawd. Prawda może być orzekana, jak człowiek tylko zechce. Dlatego
też
sędzia krytykowany i inni sędziowie obrazili się na ministra i jego zarzut
uznali za "zniesławienie". Minister Ziobro powiedział prawdę, ale klasyczną
prawdę, tamci ludzie uważają, że mają prawo do własnej prawdy. Jest to szokujące
dla nas, ale taka filozofia i takie teorie prawdy przeniknęły już i do znacznej
części inteligencji polskiej.
2. Tęsknota za wolnością. Liberałowie i wszyscy zwolennicy nowych prądów
grają dziś hasłem wolności. Któż by nie chciał wolności, która jest istotną
strukturą
osoby ludzkiej i społeczności osób? Lecz wolność w rozumieniu klasycznym
jest pochodną prawdy, co słusznie podkreślił ks. prof. Marek Dziewiecki,
że "wolność
słowa" to przede wszystkim "wolność prawdy". Tymczasem dla liberałów i postmodernistów
wolność to absolutna dowolność, to myślenie i robienie, jak tylko się komuś
zechce. Wolność dla nich nie ma żadnych ograniczeń. Lecz tak rozumiana wolność
burzy porządek rzeczy i niszczy samego człowieka. Odnosi się to i do samej
etyki. I u nas głosili niektórzy, np. zwolennicy Unii Wolności, a więc i
katolicy z deklaracji, że o tym, co jest dobre albo złe moralnie, decyduje
tylko jednostka,
a więc jej własna opinia, nie prawda, nie Bóg, nie Dekalog, nie inni ludzie.
W efekcie u pełnych liberałów – różne są stopnie liberalizmu, jak słusznie
pisze prof. A. Walicki – znika pojęcie grzechu, winy, nieprawości, wszystko,
co liberał czyni, może on uznać za dobre. Tak dzieje się i w naszym prawie
karnym, które jacyś ludzie przeszmuglowali z liberalizmu zachodniego. Wszelka
moralność jest zastępowana przez legalność. Człowiek, który zgwałcił i zamordował
l4-letnią dziewczynkę, skazany na 25 lat więzienia, a przez matkę zamordowanej
nazwany zwierzęciem, wnosi do sądu sprawę o zniesławienie i domaga się przeprosin
i 75 tys. zł "odszkodowania" za jego szkodę moralną, a co gorsza, sąd ten
wniosek przyjmuje do rozpatrzenia, uważając to za "legalne". Na dodatek pewien
wybitny
profesor prawa w dyskusji na ten temat orzekł, że zbrodniarz, który nawet
nie przeprosił rodziców swej ofiary, ma prawo wnieść zarzut "zniesławienia",
bo
jest "człowiekiem, a nie zwierzęciem". I tak w całym naszym życiu prawniczym
zapanowała jakaś "grypa", dużo cięższa niż ptasia.
Ponieważ nie ma grzechu ani winy moralnej, to według tejże dziwnej filozofii
prawa właściwie nie powinno być w ogóle prawa karnego, a jeśli już jest z
tradycji, to musi być tylko wychowawcze i bardzo złagodzone. Jakie podaje
się racje?
– że kara tylko psuje karanego;
– że przestępca nie jest winny sam z siebie, tylko tak się złożyły czynniki
organiczne, psychiczne lub środowiskowe;
– że nawet największy zbrodniarz i psychopata może być resocjalizowany przez
zdolną służbę więzienną;
– że kara śmierci nikogo nie odstrasza;
– nie należy stosować żadnych kar, nawet słownych, w wychowaniu, w nauczaniu
i oświacie, bo kara tylko stresuje;
– nie należy eliminować sytuacji sprzyjających złu, np. prostytucji, bo to
byłoby ograniczaniem wolności człowieka.
Podobnych ujęć jest co niemiara i w innych dziedzinach, gdzie jest chore
samo pojęcie wolności. Weźmy np. zakaz przymusowego leczenia psychicznie
chorych
bez sądu. To też świadczy o aberracji filozofii wolności. Przypomina mi się
przypadek sprzed lat: chory zabił siekierą dwoje swych dzieci, żonę i spieszącego
z pomocą sąsiada. Nie chciał się leczyć dobrowolnie. Ciekawe, ile żona miała
czasu na zwrócenie się do sądu, gdy mąż chwycił za siekierę.
Albo wolność profanacji religijnej i bluźnierstwa, ugruntowana ideologicznie.
Z powodu karykatury Mahometa, także w "Rzeczpospolitej", zginęli kapłani
katoliccy i świeccy. I co? I dla redaktora "Rzeczpospolitej" nic. On ma wolność
kpienia
z czyichś świętości. Powinien był być wysłany do zabójców, żeby im wytłumaczyć,
co to jest wolność według ludzi "oświeconych". W każdym razie taki człowiek
nie powinien piastować dotychczasowego stanowiska. Rząd sobie milczy, boi
się Zachodu, a przy tej okazji opozycja atakuje zaciekle zdanie pana posła
Jarosława
Kaczyńskiego, że "u nas nie ma prasy wolnej". Przecież wolno było narażać
życie ludzi dla ilustracji i wolno jest dążyć opozycji do obalenia rządu
i demontażu
państwa polskiego. Tak to nasze media w dużej mierze służą bogom obcym, choć
mówią, że są nasze i wolne. Czy niektórzy pracownicy mediów mogą nie wiedzieć,
co czynią? W imię rzekomej własnej wolności chcą zniewolić większość wyborców
polskich? Czy dla niektórych jest wolność pomiatania milionami patriotów
i katolików w imię nowej ideologii nihilistycznej?
Albo weźmy audycję Teraz my z 14 lutego br. (TVN), gdzie dwaj dziennikarze
pastwili się słownie nad prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim, a pod koniec
jeden z tych panów, rzekomo zniewolony, rzucił półgębkiem, że co do ewentualności
rozwiązania parlamentu trzeba by "psychiatry". W każdym razie takich różnych
wyskoków nie sposób objąć. Problem naszych mediów jest więc straszliwy. Kto
i kiedy je sprzedał i komu poddał?
3. Tęsknota za sprawiedliwością. Sprawiedliwość jest to również problem ogromny.
Większość społeczeństwa tęskni za Polską sprawiedliwą, która będzie oddawała
każdemu, co mu się należy, przestanie się ją – a raczej Naród – rozkradać,
gdzie robotnicy będą otrzymywać pracę i zapłatę za dobrze wykonane prace,
gdzie związki zawodowe, zrównoważone, nie będą rozwiązywane ani obezwładniane
przez
nieprawych pracodawców, gdzie każdy będzie miał możność kształcenia się,
leczenia, twórczości i samorealizacji, gdzie żadne dziedziny nie będą opanowane
przez
układy lub mafie, gdzie order Orła Białego będą otrzymywali ludzie, którzy
przelewali krew za Polskę, nie tylko budowniczy obcej nam ideologii, gdzie
u władzy i na stanowiskach naczelnych będą ludzie godni, światli i odpowiedzialni
przed Narodem.
Idziemy do kraju, w którym nie będzie złych sądów, prokuratur i adwokatur,
czyli w wymiarze sprawiedliwości nie będzie rażących niesprawiedliwości.
Kiedy zdania krytyczne i pomysły poddania ich jakiejś kontroli, wielkie ilości
prawników
obraziły się na rząd, a w jednej z audycji Co z tą Polską? p. Tomasz Lis
przedstawił swoje, czy prawników, żądanie, by min. Zbigniew Ziobro i poseł
Przemysław Gosiewski
przeprosili prawników, którzy poczuli się wszyscy dotknięci. Znowu jest tu
coś na bakier z logiką. Wypowiedzi pod adresem instytucji i prawników należą
do tzw. zdań nieokreślonych zakresowo. Gustaw Morcinek dał jednej ze swoich
książek tytuł "Ludzie są dobrzy", to nie znaczy, że "wszyscy" są dobrzy,
że każdy człowiek jest dobry, tylko że jakaś nieokreślona liczba ludzi jest
dobrych.
Tak i tu, gdyby powiedzieć, że np. wszyscy sędziowie będą poddani kontroli,
gdyż są podejrzani, to powiedzenie byłoby nieprawdziwe i obrażające, ale
nie oznacza to, że nie ma jakichś przypadków złych, bo takie były. Toteż
przeproszenie
ze strony owych polityków oznaczałoby, że złych przypadków nie było i że
plany konwalidacji należy wycofać.
Tymczasem podobny brak znajomości logiki wykazała sędzia z Wrocławia, która
28 lutego br. wydała wyrok przeciwko filmowi emitowanemu przez TV Trwam pt.
"Przystanek Woodstock. Przemilczana prawda", obrazującemu różne brudy i wykroczenia
młodzieży gromadzącej się na spotkaniach "Woodstock". Ciekawa była argumentacja
pani sędzi, że mianowicie obrazy były nieprawdziwe, bo "były uogólnione".
Wynikałoby z tego, że nie wolno dawać obrazu żadnej zbrodni, bo byłoby to
uogólnienie
na całe społeczeństwo, albo też że nie wolno mówić, iż hitlerowcy mordowali
Żydów w Auschwitz, bo to byłoby uogólnienie przeciwko państwu niemieckiemu
i wszystkim Niemcom. Oto jak wygląda logika postmodernistyczna u prawników.
Czy taka pseudologika nie wymaga kontroli?
4. Tęsknota za polską powszechnej życzliwości. Marzymy o kraju, w którym
nie sieje się ogólnej nienawiści, którego społeczeństwo nie jest rozbite,
rozdarte
i skłócone, a w którym panuje miłość, życzliwość, pokój, współpraca, kultura
ludzka. Jak na razie jednak ciągle tak nie jest. Szerzą się zażarte walki
o urzędy, stanowiska, interesy i pieniądze. Tworzą się układy, bloki, wrogie
sobie partie i snują się cienie wielkiej korupcji. Niektóre media ciągle
kogoś
zwalczają, a nawet atakują patriotyzm, Naród Polski i podstępnie Kościół.
Gwałtownie są zwalczane PiS, Samoobrona, LPR i inne znaczące środowiska szczeropolskie.
Jest jeszcze wiele szkół i uniwersytetów, na których panuje duch PRL-u. Takich
spraw jest bardzo dużo.
Obrazy marzeniowe
Myślę, że wszyscy powinniśmy marzyć o Polsce jako kraju dobrobytu, bez paromilionowego
bezrobocia, bez ogromnych zadłużeń, bez ogólnego chaosu i gdzie wszystko
jest w ostatecznym bilansie skierowane ku dobru wszystkich, nie tylko bogaczy,
biznesmenów,
jak i kombinatorów. Marzymy, żeby nie było w Polsce owych pięciu milionów
ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie (TVP1, 4 grudnia 2005 r.), milionów głodnych
dzieci,
wielkiego dożywiania tłumów, zabijania nienarodzonych, morderstw i kradzieży.
Żeby można było zostawić na ulicy rower, torbę w aucie, trzymać portfel w
zewnętrznej kieszeni, a torebkę w ręku, no i być spokojnym o auto. Żeby była
uprzejmość,
grzeczność, pogoda na twarzach i w słowach, wesołość młodzieży, śpiewy, humor
studentów. Żeby nie było wykluczenia, dyskryminowanych, opuszczonych, głęboko
nieszczęśliwych, poniżania ludzi ze wsi. Żeby nie było manipulacji mediów,
ciągłych rozgrywek w samorządach, podsycania konfliktów i protestów, jakie
przedkładają różne środowiska: profesorów, prawników, lekarzy, studentów,
nauczycieli i innych. Jawi się nam kraj ludzi wierzących, dobrych, moralnych,
rozumnych,
wykształconych, tolerancyjnych i otwartych na wszystkie problemy ludzkie.
Żeby to był kraj, gdzie interesują się leżącym na ulicy, chorymi w szpitalach
i
hospicjach, a także starcami i dziećmi. Gdzie nie ma rzesz pijaków, narkomanów,
żebraków. Kraj, gdzie urzędnik nie pije ciągle herbaty, nie strofuje interesantów
i nie zbywa spraw, również gdzie i interesanci są spokojni, cierpliwi, bez
agresji, bez kłamstw, no i umieją się streszczać, a rzemieślnik żeby dotrzymywał
terminów. Na drogach żeby nie było tylu pijanych kierowców (w roku 2004 zatrzymano
ich 160 tys.), arogantów i głupców. Na ulicach żeby nie było reklam pornograficznych,
bluźnierczych, zasłaniających piękno miasta. Żeby, kiedy ktoś przejeżdża
lub przechodzi, nie musiał słuchać: "Ty durniu, jak idziesz?", "Patrzcie,
jaki
idiota pojechał", no i żeby nasze damy na przejściach nie zwalniały złośliwie
i wyniośle kroku, nawet niekiedy bez zielonego dla nich światła.
Chcemy żyć w kraju, w którym są ustalone i określone podatki, w którym nie
zmieniają programów szkolnych i uniwersyteckich co roku, gdzie nie oblewają
matur setkami tysięcy z winy ministrów i profesorów, gdzie nie kłamią na
wykładach z przedmiotów humanistycznych, gdzie nie wyzywa się od idiotów
innych profesorów
czy ludzi inaczej myślących i gdzie uczeń nie musi się bać ucznia, a student
studenta. Gdzie z opery, teatru i kina nie musisz wychodzić ze względu na
zgiełk lub w programach ci ubliżają czy też w telewizji nie dają ci wysłuchać
dyskusji,
bo mówią ciągle wszyscy naraz i przeważnie bez pojęcia o rzeczy. Gdzie mecze
są z góry kupowane, igrzyska są efektem walki między złotówką, dolarem a
euro, gdzie kibice biją po głowie. Gdzie księża nie strofują wiernych, hierarchowie
nie głoszą ewangelii brukselskiej, a ministrowie i inni notable oddają się
wielkiej pracy i zgłębianiu problemów, nie tracąc cennego czasu na podróże,
bale i imprezy sportowe. Kraj, gdzie obcokrajowców, także kolorowych, nie
oszukuje
się w cenach, nie kradnie się im portfeli ni dokumentów i nie wciska się
kitu. W kraju, gdzie kultywuje się szlachecką kulturę polską, a nie daje
się chuligańskich
koncertów chamstwa.
Dziś do pewnego rodzaju nostalgii należy także marzenie o przetrwaniu, choćby
przez rok, paktu stabilizacyjnego. Mamy nadzieję, że "pisowcy" będą dobrze
odczytywali polskie sytuacje i potrzeby, nie będą zbyt pazerni na stanowiska
i władzę i nie będą misjonarzami liberalizmu na Białorusi i w Rosji, Samoobrona
zaś i także kochana LPR nie będą wkładały kijów w szprychy rządowi. Obawiamy
się przy tym, że LPR przez swoją niecierpliwość i zbytnią pewność siebie
może stracić bardzo dużo sympatii i poparcia ze strony swych wyborców. Takie
przynajmniej
słyszy się coraz częściej głosy, widocznie szwankuje w czymś polityka. Przychodzi
tu na myśl porównanie LPR do armii odwodowej. Na główną linię frontu nieprzyjaciel
naciera wściekle jak szatan, robi się ciężko, dowódca armii głównej prosi
wodza armii odwodowej o natychmiastową pomoc, a ten tymczasem targuje się
z nim,
czy jego żołnierze dostaną kiedyś senioralne.
Trzeba ze wszech miar poprzeć myśl pana prof. Jerzego Roberta Nowaka i innych,
żeby stworzyć cały ruch wielkiego przełomu i wykorzystać sytuację polityczną
w momencie, kiedy Polska prawdziwa zaczyna łapać większy oddech. Trzeba nam
wszystkim powrócić do "pierwszej miłości do Polski", zarówno całym sercem,
jak też umysłem, sumieniem, czynem, twórczością życiową i kulturalną oraz
wielkim polskim zmysłem politycznym i dziejowym. Nasz czas może się okazać
decydujący
dla Polski, jeśli tylko zespolimy się na różne sposoby w jedną, wspólną nostalgię
za Polską nadziei i podejdziemy do niej nie tylko w imię realizmu, ale i
w duchu wielkiego dziedzictwa naszych Ojców i Dziadów i w świetle idei Opatrzności
Bożej.
ks. prof. Czesław S. Bartnik
