Polsce potrzeba różańcowej rewolucji
Z o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Sławomir
Jagodziński
Naród węgierski dzięki Krucjacie Różańcowej doprowadził do wielkiego
przebudzenia duchowego w swoim kraju, do zmiany lewicowych rządów, uchwalenia
nowej konstytucji w duchu chrześcijańskim. Do włączenia się w podobną krucjatę
modlitewną wzywa Ojciec wszystkich Polaków, którym zależy na przyszłości naszej
Ojczyzny…
– Polacy powinni wziąć przykład z Węgrów, ale nie tylko. Przecież siła modlitwy
różańcowej dała o sobie znać choćby w Austrii, w Kolumbii czy na Filipinach,
gdzie pokojowe przemiany, które doprowadzały do obalenia dyktatury, nazywa się
rewolucją różańcową. Gorliwa i konsekwentna modlitwa tysięcy ludzi ma wielką
siłę. To jest oczywiste. Jest tylko jeden ważny warunek – po prostu trzeba
wierzyć, gorąco wierzyć całym sobą. Bo wiara góry przenosi. Wiara ma przenikać
całe nasze życie, to nie jakaś legenda, obyczaj, folklor czy jedynie emocje.
Modlitwa połączona z taką wiarą nigdy nie zawiedzie. Wiara to bycie z Panem
Bogiem w każdym momencie życia, trwanie w obecności Bożej, zaufanie Panu Bogu i
pójście z Panem Bogiem, a nie z Jego przeciwnikiem.
Co jest najbardziej niepokojące w naszej Ojczyźnie, że potrzeba nam dziś tego
szczególnego szturmu do Nieba?
– Przede wszystkim najważniejsza jest prawda, życie w prawdzie. To, co widzę w
Polsce, to wielkie odejście od życia w prawdzie. To jakaś pozostałość komunizmu,
systemu nazywanego "kłamstwem kłamstwa". To widać w różnych sferach życia
społecznego, politycznego. Wielu woli słodkie kłamstwo niż gorzką prawdę, woli
jakieś złudzenia, którymi karmią ich ludzie od PR, czyli propagandy. Ten PR to
życie w złudzeniach. Pan Jezus nie powiedział, że złudzenia nas wyzwolą, ale że
prawda nas wyzwoli. Ten PR to nic innego, jak kłamliwa gra. Pierwszy PR robił
szatan w raju i Ewa mu uwierzyła. Tak samo teraz dzieje się w Polsce. To jest
złe, to jest wręcz obrzydliwe. Cały czas widzę kłamstwo, którym próbuje się
karmić Polaków.
Jak obserwuję, co się dzieje w naszym państwie, to jestem przekonany, że
potrzeba nam dziś egzorcyzmu. Bo to, co się dzieje, jest skutkiem ogromnego
kłamstwa, któremu, niestety, duża część Narodu się nie sprzeciwia. A doskonale
wiemy, że ojcem kłamstwa jest szatan. Dlatego Polsce potrzebny jest egzorcyzm.
Potrzeba naprawdę potężnej modlitwy i odżegnania się od wszystkiego, czego
źródłem jest szatan, zarówno w życiu osobistym, jak i społeczno-politycznym.
Nasz katolicki Naród wtedy był silny, Polska wtedy był silna, jak trwała przy
Chrystusie i Jego Matce. Gdy następował jakiś odwrót od wierności Bogu, gdy w
naszych dziejach Bóg nie był stawiany na pierwszym miejscu, pojawiało się
zamieszanie. To, co teraz przeżywamy, jest rezultatem tego, że Bóg nie przez
wszystkich stawiany jest prawdziwie na pierwszym miejscu, a zwłaszcza nie przez
decydentów, władze, które decydują o losach państwa, Narodu. Stąd wiele spraw
nie jest na właściwym miejscu.
Węgrzy w nowej konstytucji jasno i bez żadnych słownych wybiegów wprowadzili
odniesienie do Pana Boga, stawiając Go niejako na czele całego państwa. U nas
mamy problem właśnie z rządzącymi, którzy określają się jako katolicy, a nie są
w stanie w swoich działaniach postawić Pana Boga na pierwszym miejscu…
– Dziś poczynania w życiu społecznym, politycznym to w dużej mierze chodzenie na
kompromisy ze złem, z kłamstwem. Z takiej postawy kłamstwa rodzi się egoizm,
wychodzi chciwość, aby szybko się dorobić kosztem innych, kosztem Narodu. Z
egoizmu rodzi się też pycha: jestem kimś znaczącym, mam władzę, to mnie
uwielbiajcie. Jestem tym ogromnie rozczarowany, że wielu ludzi, od których można
by się spodziewać jakichś szlachetnych postaw, wspaniałych charakterów, wielkich
osobowości, przyjmuje postawę: "honory i honoraria". Jeżeli mu kadzą i już coś
dadzą, to jest szczęśliwy i zapomina o zasadach, którym powinien być wierny. To
jest okropne.
Dlatego potrzeba nam krucjaty modlitewnej. Potrzeba nam głębokiego
zastanowienia, refleksji i zdecydowania o tym, czego my jako Naród naprawdę
chcemy. Tego brakuje w różnych wymiarach. Za wiele w nas powierzchowności.
Zachwyciliśmy się jako Polacy tymi świecidełkami, które daje materializm. Nie
myślimy o tym, aby się godniej rozwijać. Zatrzymaliśmy się na tym materializmie.
A przecież Bóg przekazał nam ziemię po to, abyśmy idąc przez nią, dotarli do
Nieba. Podkreślam to ciągle, że nie wolno stracić z widzenia tego celu –
wieczności. Wtedy będzie i porządna rodzina, i będzie szczęśliwy człowiek, i
będzie porządny Naród i państwo, i będzie także porządny rząd… Wszyscy razem
możemy to uczynić. Po prostu trzeba powiedzieć sobie bardzo jasno, co kocham, co
jest najważniejsze w moim życiu osobistym, narodowym i popatrzeć dalekosiężnie,
aż w wieczność. Są trzy rzeczy ostateczne człowieka: śmierć, Sąd Boży, piekło
albo Niebo. To trzeba mieć przed oczami i bardzo pozytywnie, z chrześcijańską
miłością, przemieniać siebie i Ojczyznę.
Tymczasem w naszym życiu społecznym trudno zauważyć tę chrześcijańską miłość,
raczej chyba komuś zależy na wzbudzaniu ciągłej agresji…
– Niestety, oprócz kłamstwa, którym zarażone jest w dużej mierze nasze
społeczeństwo, tragedią jest też to wielkie skłócenie, jakieś rozdrażnienie
ludzi. U nas komunizm bardzo mocno wprowadzał w życie społeczne zasadę "divide
et impera", "dziel i rządź". Niestety, czasy minęły, a to zgubne dziedzictwo
tamtych czasów trwa. Widać, że nie zmieniły się te stare, totalitarne,
marksistowskie postawy, w których gniotło się, niszczyło niewygodnych. Tym samym
przecież są działania przeciwko Radiu Maryja. Chcą nas zamknąć. To jest ten sam
język, co wtedy, gdy propaganda komunistyczna mówiła o zaplutych karłach reakcji
czy kułakach. Tak jak kiedyś była walka klas, podburzano jednych przeciwko
drugim, inteligencję przeciwko robotnikom, robotników przeciwko rolnikom,
studentów przeciwko starszym, dorosłych przeciwko młodzieży, tak teraz napuszcza
się ludzi np. na "moherowe berety" czy "kiboli". Zobaczymy, co będzie dalej…
Do tego napuszczania jednych na drugich przyczyniają się w dużej mierze media i
niestety władze. To nie jest przecież przypadek, że do określonych telewizji
zapraszani są systematycznie po prostu chore z nienawiści osoby, a może nawet
psychopatyczne… Zapraszają ich często dziennikarze z określonym rodowodem,
którzy potrafią robić sobie zabawę z poważnych tematów. Dlatego tak bardzo
potrzeba nam głębokiej narodowej refleksji i modlitwy.
Podkreśla Ojciec potrzebę refleksji i modlitwy narodowej. Ważne zatem jest,
aby w krucjatę modlitewną w intencji Ojczyzny włączył się w jakiś sposób cały
Naród, wszystkie stany: oprócz osób indywidualnych i rodzin, chodzi też o
przedstawicieli różnych środowisk patriotycznych, stowarzyszeń i organizacji, a
także o przedstawicieli władzy, polityków, zarówno szczebla samorządowego, jak i
państwowego. Ten aspekt wspólnotowy jest tu chyba bardzo ważny?
– Bardzo ważny, ale najtrudniej ludziom jest uświadomić potrzebę tego szturmu do
Nieba. Naród musi zobaczyć potrzebę życia w prawdzie. Tylko prawda wyzwala
człowieka, prawda daje radość. Ja sobie nie wyobrażam życia bez prawdy. Lepsza
gorzka prawda niż słodkie kłamstwo. Wtedy chodzimy po ziemi, widzimy realia,
dajemy sobie radę. Kłamstwo prędzej czy później zabija. Jest wielka szansa, aby
w wielką krucjatę modlitewną włączyły się i stowarzyszenia, i samorządy, i
politycy. Ale podstawową sprawą jest uświadomienie sobie sytuacji, w jakiej
znajduje się Polska, rozeznanie rzeczywistości, osądzenie tego. Wtedy
dostrzeżemy, jak bardzo potrzeba nam pomocy z Nieba. Bez modlitwy nie damy rady.
Niektórzy myślą, że coś zrobią jakimiś układami… Nie. Trzeba rozmawiać ze
sobą, organizować się, ale musi być jednocześnie zawierzenie mocy Bożej. Dlatego
trzeba na różne sposoby zachęcać ludzi, aby włączali się w to dzieło modlitwy za
Ojczyznę i do tego wzywali swoich bliskich, znajomych.
Krucjata to powinna być potężna modlitwa każdego z nas z osobna i we wspólnocie,
w kościołach. Dobrze, że jest coraz więcej Mszy Świętych za Ojczyznę. Nie można
na tym poprzestać, każdy musi jeszcze indywidualnie, w swojej rodzinie, parafii
podjąć dzieło modlitwy za Polskę. Kościół wskazuje formy tego błagania Boga:
Eucharystia, Różaniec, przyjęcie Komunii Świętej, systematyczna spowiedź, życie
w łasce uświęcającej, post.
Na ile krucjata modlitewna w intencji Ojczyzny może zmienić obraz naszego
życia w Polsce? Jakie może przynieść owoce?
– Modlitwa połączona z silną wiarą czyni cuda. Pan Bóg nas poprowadzi i da nam
światło, co mamy czynić, jakie decyzje podejmować, także przed urną wyborczą. Bo
rządzić nami muszą ludzie prawego, Bożego sumienia, ludzie światli i ludzie,
którzy pragną ofiarnie służyć Narodowi. Owoce modlitwy zobaczymy bardzo wyraźnie
i w życiu osobistym, i społecznym, bo Pan Bóg jasno prowadzi tych, którzy Mu
ufają. Owocem przede wszystkim będzie chęć, jakiś dynamizm, entuzjazm do tego,
aby służyć Panu Bogu i ludziom.
Włączając się w krucjatę w intencji Ojczyzny, trzeba jednak pamiętać o pewnej
zasadzie: trzeba się modlić, bardzo mocno się modlić, trzeba wręcz wołać do Boga
ze wszystkich sił, z całej duszy, całym swoim jestestwem, tak jakby wszystko
zależało tylko od Pana Boga; ale równocześnie myśleć i pracować z taką
gorliwością, jakby wszystko zależało tylko ode mnie.
To chyba klucz do sukcesu wszelkich inicjatyw…
– Pan Bóg da siłę, da moc, pobłogosławi, osłoni przed szatanem, wysłucha
modlitw, ale z naszej strony musi być otwarcie, wola, formacja i oczywiście
działanie. Musi być zaangażowanie, zrobienie wszystkiego, co się da, w służbie
Bogu i Ojczyźnie.
Krucjata modlitewna tak jak wiara nie może być obyczajem, czymś doklejonym do
codziennego życia. Pan chce być z nami cały czas, chce, abyśmy doświadczali Jego
obecności i byśmy byli Mu wierni. Modlitwa, katecheza, Dziesięcioro Przykazań i
Ewangelia, a jak coś nie wychodzi, to do spowiedzi… Trzeba się wziąć do pracy
nad sobą, trzeba ciągle się nawracać. Kościół przypomina, czego chce od nas Pan
Jezus. Nie zmienimy Ojczyzny, jeżeli nie będziemy trwać przy Bogu, cały czas.
Bóg nie może być dodatkiem do choinki czy opłatka… Bóg jest wciąż żywy i chce,
abyśmy Go kochali każdego dnia i słowem, i czynem.
Dziękuję za rozmowę.
