Polityka wielka i mała

Wprawdzie demokratyczna retoryka osiąga w Europie swoje apogeum, ale my,
którzy przeszliśmy twardą szkołę komuny, przecież swoje wiemy; wprawdzie mówimy
"partia", ale w domyśle – "Lenin". Znaczy – co innego mówimy, a co innego
myślimy. To znaczy nie tyle "my", bo my mówimy, co myślimy – tylko ci europejscy
ważniacy, ci wszyscy Umiłowani Przywódcy.

Aż się zachłystują, aż dławią własną śliną od tej całej demokracji – ale tak
naprawdę to każdy widzi, jak wszędzie; w Grecji i we Włoszech, a tylko patrzeć,
jak w innych krajach, demokracja z podkulonym ogonem ustępuje plutokracji.
Działając wspólnie i w porozumieniu z finansowymi grandziarzami Nasza Złota Pani
Aniela ze swoim francuskim kolaborantem Mikołajem Sarkozym, zabronili Grekom
urządzić referendum, a Włochom surowo przykazali zmienić premiera – co i jedni,
i drudzy w podskokach wykonali. Czwarta Rzesza pokazuje pazury już na samym
początku, więc aż ciarki przechodzą na myśl, co pod jej rządami czeka jeszcze
Europę, a zwłaszcza nasz nieszczęśliwy kraj, o ile oczywiście w ogóle przetrwa
ten eksperyment. Na razie jednak, zanim padnie salwa, humory jeszcze dopisują i
nasi Umiłowani Przywódcy kokoszą się w Sejmie; wykrzykują, oskarżają, rozłamują,
a w międzyczasie – wygodnie moszczą, żeby podczas czteroletniego zasiadania nie
narobić sobie odcisków – a tymczasem nieszczęśliwy kraj żyje własnym życiem,
które z tygodnia na tydzień staje się coraz bardziej urozmaicone – oczywiście za
sprawą naszych Umiłowanych Przywódców, którzy w trosce o nasze dobro byle czego
przecież nie zjedzą ani nie wypiją. Każdy grosz się przyda, a skoro tak, to
policja skarbowa nie próżnuje i wykorzystując uprawnienia nadane jej przez
naszych Umiłowanych Przywódców, próbuje wycisnąć forsę nawet z kamienia.
Ponieważ Umiłowani Przywódcy w dążeniu do wyciśnięcia z naszego nieszczęśliwego
kraju wszelkiego bogactwa wyposażyli policję skarbową w prawo dokonywania
prowokacji, możemy obserwować nie tylko polowania z obławą, jak na przykład
ostatnio na targowisku w Radzyminie, ale i sceny myśliwskie indywidualne. Na
przykład dwaj policjanci skarbowi z Białegostoku, dorabiając sobie do delegacji
w Warszawie, stają w kolejce do warzywniaka. Jeden, występując w roli
naganiacza, pozoruje pośpiech i molestuje straganiarkę, by mu poza kolejką
podała szczypiorek. Ta mu podaje, ale zajęta obsługiwaniem klientki nie wklepuje
kwoty 1,50 zł do kasy fiskalnej, a wtedy drugi, wyborowy strzelec, wyciąga
legitymację i łaskawie tonując wymiar kary, inkasuje. Jeden strzał i robota
zrobiona. Czegóż chcieć więcej? Nic dziwnego, że w naszym nieszczęśliwym kraju
mamy już siedem tajnych służb, a przecież nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego
słowa. Czasy są ciężkie, zwłaszcza dla młodych, wykształconych absolwentów
wyższych szkół gotowania na gazie, których przecież lepiej skaptować synekurami
i wypuścić na miasto, niż mieć przeciwko sobie. Te synekury jednak kosztują, w
związku z czym trzeba "reformować gospodarkę", to znaczy albo podnosić podatki,
albo kombinować z kreatywną księgowością, albo zwyczajnie się zapożyczać, to
znaczy nie tyle "się", co zapożyczać obywateli – bo te pożyczki to przecież pod
zastaw przyszłych podatków, a więc przyszłych dochodów. I dlatego nie tylko nasi
Umiłowani Przywódcy, ale również Umiłowani Przywódcy Europy wprawdzie
przemawiają nader demokratycznie, ale skaczą z gałęzi na gałąź przed finansowymi
grandziarzami, którzy w przeciwnym razie mogliby zdmuchnąć ich jak gromnicę.
 

Stanisław Michalkiewicz

drukuj