Druga trauma Olewników
Z mec. Bogdanem Borkowskim, pełnomocnikiem rodziny Olewników,
rozmawia Anna Ambroziak
Na pierwszym etapie porwanie Krzysztofa Olewnika mogło być sfingowane?
– Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku twierdzi, że dysponuje materiałem, który
potwierdza, jakoby Krzysztof Olewnik instruował porywaczy, jak mają rozmawiać z
rodziną. W moim przekonaniu słowa, że Krzysztof Olewnik "instruował", mogą
okazać się nieuprawnionym nadużyciem, które miałoby potwierdzić hipotezę
prokuratorów o "samouprowadzeniu". Dla nas nie jest zaskoczeniem, że prokuratura
posiada nagrania z podsłuchu, w którym w tle rozmowy porywacza z rodziną
Olewników słychać głos innej osoby, dzisiaj identyfikowanej jako głos Krzysztofa
Olewnika. Wiemy, w jakich warunkach Krzysztof był przetrzymywany, i każda osoba,
która jest pozbawiona wolności, ma w jakimś sensie kontakt z porywaczami i
wykonuje ich polecenia. Bo chce po prostu żyć. Ponadto trzeba wiedzieć, w jakim
kontekście pewne słowa są wypowiadane. W mediach pojawiły się informacje, że
Krzysztof miał powiedzieć, żeby – prawdopodobnie z okupem – jechali Jacek z
Iwoną, czyli jego wspólnik z żoną. W moim przekonaniu, to nie uprawnia jednak do
stwierdzenia, że Krzysztof instruował porywaczy. Mógł powiedzieć takie słowa,
pytany przez porywaczy, kto ma pojechać z okupem. To żaden instruktaż. To mogły
być po prostu słowa wypowiedziane w sposób naturalny przez kogoś, kto chce, żeby
go uwolniono.
Policja, na zlecenie prokuratorów, przeszukała dom państwa Olewników w
Świerczynku.
– Z komunikatu Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku dowiedziałem się, co było
podstawą takich działań. Niewątpliwe prokuratura miała ku temu prawne podstawy.
Kodeks postępowania karnego dopuszcza wejście do pomieszczeń prywatnych, w tym
sensie nie było to więc działanie bezprawne. Ale trzeba pamiętać, że to
działanie zostało skierowane wobec osób od dziesięciu lat poszkodowanych. Osób,
co do których nie było podstaw twierdzenia, że nie współpracują z policją czy
prokuraturą. Rodzina Olewników na żądanie miałaby wydać wszystkie przedmioty,
które były w jej posiadaniu. Dopatrujemy się tu jednak pewnych nieścisłości:
otóż prokuratura poszukuje pewnych dowodów, których po prostu nie ma. Mam na
myśli chociażby monitoring z posesji Krzysztofa w dniu uprowadzenia. Zauważam
dużą zmianę w relacji prokuratura – rodzina. Może to świadczyć o braku zaufania.
Prokuratury do państwa Olewników?
– Tak. Wydaje mi się, że prokuratura powzięła zbyt rygorystyczne środki. W ten
sposób pokazuje, że tej rodzinie nie ufa, bo może coś ukrywać, bo mogła czegoś
nie wydać. Nie dziwię się oburzeniu ze strony rodziny. Od dziesięciu lat ludzie
ci przeżywają traumę związaną z uprowadzeniem i zamordowaniem ich syna. A dziś
buduje się wersję, która może się okazać zupełnie nieuprawniona. Przypomnę, że
teza o "samouprowadzeniu" dominowała od samego początku w śledztwie. Pan
Włodzimierz Olewnik przyznał się, że to wejście funkcjonariuszy do domu o
godzinie szóstej rano przeżył jak kolejne porwanie. Zaznaczył, że jego dom
zawsze był otwarty dla wszelkich działań prokuratury, co mogę powiedzieć
osobiście, gdyż niejednokrotnie byłem świadkiem tego, jak przeszukiwano dom
państwa Olewników. I ze strony rodziny nigdy nie było żadnych problemów. Poza
tym nie widzę powodu, dla którego rodzina mogłaby coś ukryć. To przecież właśnie
im zależy, by została odkryta cała prawda. Rodzina czeka na twarde dowody, a nie
takie pomówienia jak to, że Krzysztof instruował porywaczy.
Dziękuję za rozmowę.
