Polityka rodzinna wciąż czeka w kolejce do realizacji

 
Z Joanną Puzyna-Krupską, od 27 lat szczęśliwą żoną i matką
siedmiorga dzieci, prezesem Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, na temat sytuacji
polskich rodzin rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Obchodzimy dziś Dzień Świętości Życia, jest to też święto rodzin.
Obserwując sytuację polskich rodzin, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że państwo
ich nie docenia i nie wspiera w pełnieniu swoich funkcji. Jak ocenia Pani tę
sytuację?

– To prawda. W sytuacji zmieniających się opcji rządzących
dobre pomysły związane z polityką rodzinną wciąż czekają na swoją kolejkę do
realizacji. Ciężko się żyje rodzinom wielodzietnym. Takie są też raporty
europejskie. W Europie – kontynencie dobrobytu, istnieje poważny problem ubóstwa
dzieci, które coraz bardziej się pogłębia. Niestety, ze wstydem trzeba
stwierdzić, że Polska przoduje w tych statystykach. To właśnie my wśród krajów
europejskich mamy najwięcej biednych dzieci, zagrożonych skrajnym ubóstwem.
Według raportów z czerwca 2009 roku, 26 proc. dzieci w Polsce jest zagrożonych
biedą w stosunku do 19 proc. średniej europejskiej. Według raportu OECD,
biedniejsze od polskich są tylko dzieci meksykańskie i tureckie. W Polsce jest
też najgorsza sytuacja mieszkaniowa. Ubóstwo dzieci oczywiście oznacza również
ubóstwo rodzin. Trzeba zwrócić uwagę, że z narodzinami każdego kolejnego potomka
rodzina staje się uboższa materialnie. Jeśli na przykład w rodzinie z jednym
dzieckiem średni miesięczny dochód na osobę wynosił 847 zł (dane z 2004 r.), to
w rodzinie z czworgiem dzieci było to 325 zł, co stanowi granicę skrajnego
ubóstwa.
Polskie państwo nie prowadzi polityki rodzinnej, która w jakiś
skuteczny sposób zapobiegałaby pauperyzacji rodziny na skutek tego, że rodzi się
kolejne dziecko. Procent PKB przeznaczony na rodziny wynosi około 0,8 i jest
najniższy w Europie. Dla porównania rządy Francji, Węgier, Irlandii przeznaczają
dla rodzin 2,25 proc. wydatków państwa, rządy Danii czy Luksemburga 3,5 procent.
Mamy także najniższe zasiłki i bardzo niski próg dochodowy, który mimo obietnic
od 6 lat nie był waloryzowany. Bardzo wielu rodzin nie obejmuje opieka
społeczna. Coraz mniejszej liczbie rodzin przysługuje ta pomoc, która i tak jest
bardzo niska, są to sumy najwyżej 100 złotych na dziecko.

Ze sposobu działania rządu wynika, że rodzina coraz częściej
pozostawiana jest sama sobie.

– Rozwiązania z zakresu polityki
rodzinnej pociągają skutki finansowe. Polityka prorodzinna jest kosztowna,
wymaga nakładów pieniężnych. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na pytania: co
jest priorytetem działań państwa, czy i w jakim stopniu ważna jest dla państwa
sytuacja rodzin, wyrównanie szans rozwojowych, wzrost kapitału ludzkiego,
społecznego i spójności społecznej. Warto też pamiętać, że państwo, inwestując w
rodzinę, zapewnia sobie największy zwrot kosztów na przestrzeni kilkunastu lat.
Natomiast zaniedbanie w tej dziedzinie powoduje ogromne koszty w przyszłości.
Polityka rodzinna to nie tylko koszty finansowe, to także, a może przede
wszystkim dobre prawo. Jedyną drogą do stanowienia dobrego prawa jest uczciwy
dialog. Chcąc szukać rozwiązań, nie unikniemy różnych punktów widzenia. Ważne,
byśmy starali się zrozumieć, że Polsce jest potrzebna polityka rodzinna, wspólna
refleksja i wspólna debata organizacji prorodzinnych i rządu, określenie
kierunków działania. Dobra polityka rodzinna przywraca sprawiedliwość wobec
tych, którzy pracują, wychowując młode pokolenia. Jest to przecież praca dla
dobra wspólnego. Ta dzisiaj nieodpłatna praca ma wymiar ekonomiczny. Dzięki
polityce rodzinnej rodzice otrzymują zwrot swoich wysiłków. Funkcjonuje ona w
dwóch wymiarach: państwowym i samorządowym.

To wszystko brzmi wręcz dramatycznie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu,
że w Polsce po prostu nie ma polityki prorodzinnej.

– Cała polityka
rodzinna, jeszcze przy wprowadzeniu progów podatkowych w 1995 roku, została
przestawiona na tory polityki socjalnej – pomocy ubogim, rodzina jest postawiona
w pozycji klienta pomocy społecznej, pozycji żebraczej. Właściwa polityka
rodzinna to inwestycja państwa w rodzinę. To uznanie, że praca wychowawcza i
czas poświęcony dziecku mają wartość również ekonomiczną. Różnymi mechanizmami
polityka rodzinna zwraca rodzicom tę ważną i wielką pracę, jaką podejmują,
wychowując obywateli do życia. W większości państw europejskich istnieją różne
mechanizmy podatkowe wspomagające rodzinę. Na szczęście Polska wprowadziła ulgę
rodzinną, jest to ważny krok, który pozwala mieć nadzieję, że nasz kraj pójdzie
w kierunku szerszej pomocy rodzinom, że będą rozwiązania podatkowe. W większości
państw europejskich istnieje coś takiego jak powszechne, miesięczne świadczenie
na każde dziecko w rodzinie, które ma charakter inwestycji państwa w rodzinę.
Przysługuje ono każdemu, kto ma dzieci. We Francji państwo dopłaca rodzicom do
kosztów wychowywania dzieci 125 euro miesięcznie na pierwsze dziecko, ale na
czwarte przysługuje już 411 euro. Jeśli ma się pięcioro dzieci, bieda na pewno
nie grozi.

Czy tak prowadzona polityka decyduje o dzietności
rodzin?

– Francja jest jedynym krajem, który osiągnął prostą
zastępowalność pokoleń. Jest to skutek bardzo przemyślanej polityki rodzinnej,
która jeszcze za rządów Charles’a de Gaulle’a miała priorytetowe znaczenie w
państwie. De Gaulle dowartościował stowarzyszenia rodzinne. Już po wojnie
ukształtował się bardzo silny INAF – platforma stowarzyszeń rodzinnych, która we
Francji ma duże uprawnienia, właściwie rząd francuski nie ma prawa uchwalić
żadnych ustaw dotyczących rodziny bez porozumienia i konsultacji z tą
organizacją. Co roku premier zwołuje konferencję poświęconą tematyce polityki
rodzinnej z udziałem tych stowarzyszeń. Jest to struktura finansowana przez
państwo, mająca swój udział w stałej refleksji na temat modyfikowania polityki
rodzinnej i jej tworzenia. To jest ogromny proces i wielka wieloletnia refleksja
ogólnonarodowa. To, że Francja osiągnęła ten współczynnik 2,1, to ewenement w
Europie. Jest to ten element polityki państwa, by rodzinom żyło się dobrze.

W tej chwili rząd rozważa kwestie tzw. ustawy przeciwdziałającej
przemocy w rodzinie…

– Dla mnie jest to paradoks. W ustawie
proponuje się powołanie ministra w randze sekretarza stanu ds. przemocy w
rodzinie, ogromną strukturę zespołów interdyscyplinarnych, które będą się
zajmowały gromadzeniem danych i w ogóle rodzinami zagrożonymi przemocą, w
sytuacji gdy nie ma tak ważnej funkcji jak pełnomocnik ds. rodziny. Nie ma też
podstawowego wsparcia, jakie powinna otrzymywać rodzina. Dlaczego wprowadza się
ustawę, w której w jakimś sensie znajdują się zapisy, że państwo będzie miało
instrument do tego, by kontrolować rodzinę, a nie podejmuje się działań, które
chcą ją rzeczywiście wspierać. Jeśli rodzina będzie wspierana, to na pewno
liczba rodzin dotkniętych przemocą będzie mniejsza. Ważniejsze są działania
profilaktyczne – polityka rodzinna nastawiona na wszystkie rodziny także ma
charakter profilaktyczny.

Od lat należy Pani do Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus”, jakie
działania on proponuje?

– Jako stowarzyszenie nie jesteśmy w stanie
pomóc rodzinom, bo sami mamy dzietność 6,2. Podejmujemy działania w kierunku
uświadomienia władzom, społeczeństwu wagi problemu rodziny, jej obecnej sytuacji
i konieczności debaty oraz działań w obszarze polityki rodzinnej. Bardzo
intensywnie argumentowaliśmy za wprowadzeniem ulgi rodzinnej. Zabieramy głos w
dyskusji nad kolejnymi ustawami, np. tą dotyczącą przemocy w rodzinie, opieki
nad dziećmi do lat trzech oraz w wielu innych sprawach z obszaru polityki wobec
rodziny.

Jak samorządy mogą pomóc rodzinom? Mieszka Pani w Grodzisku
Mazowieckim, gdzie polityka na szczeblu samorządowym działa o wiele lepiej niż w
przeciętnym polskim mieście.

– Tak, na pewno. Zaczęło się coś
przełamywać od konferencji na temat polityki samorządowej, którą zorganizowało
nasze stowarzyszenie, by zaznajomić mieszkańców Grodziska Mazowieckiego z
problemami rodzin. Przyjechali prawnicy, ekonomiści, którzy w jakiś sposób
zasiali dobre ziarno. Po roku rozmów naszego stowarzyszenia z władzami
Grodziska, po tym, jak sformułowaliśmy nasz program działania i nasze potrzeby,
pan burmistrz z radą miejską zdecydowali się wprowadzić Kartę Dużej Rodziny.
Cieszy się ona ogromnym zainteresowaniem ze strony grodziszczan. Uprawnia
rodziny z czworgiem i większą liczbą dzieci do bezpłatnego korzystania z
komunikacji miejskiej. A rodziny z trojgiem i więcej dzieci do 50-procentowej
zniżki na basen, zajęcia pozalekcyjne, do kina. Jest to na pewno dobry przykład
dialogu, wytworzyła się atmosfera zaufania i mogliśmy wprowadzić te rozwiązania.
Za nami podobną kartę wprowadziły Tychy, potem Sandomierz. Warszawa też ma kartę
komunikacyjną, zmierza w kierunku idei karty nie tylko jako zniżki na
komunikację miejską, ale mającej szersze zastosowanie.

Mimo tych trudności, o których Pani wspominała, sprawia Pani wrażenie
osoby szczęśliwej. Jak się żyje w tak licznej rodzinie?
– Rodzina
jest dla mnie źródłem radości i energii. Cudownie jest być razem z mężem i
dziećmi, widzieć, jak się rozwijają. Duża rodzina to dużo problemów, ale jeszcze
więcej szczęścia.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj