Polityka przykrywania trudności
Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem, członkiem Rady Polityki Pieniężnej,
rozmawia Jacek Dytkowski
Możemy z całą stanowczością stwierdzić, że rządząca koalicja PO – PSL ma
pomysł na zmniejszenie długu publicznego? Jaką politykę, w Pańskiej ocenie,
prowadzi rząd Donalda Tuska?
– Krótkookresową, krótkowzroczną i chwilową. To polityka przykrywania trudności.
Polega ona na tym, żeby do przyszłych wyborów parlamentarnych trochę ten deficyt
zwiększyć i z tym zadłużeniem sektora publicznego utrzymać się poniżej granicy
55 procent. Równocześnie chodzi jednak o to, żeby nie trzeba było podejmować w
tym okresie pewnych bardzo niepopularnych decyzji, które oczywiście zmniejszą
elektorat Platformy Obywatelskiej. Tymczasem nie ma innego wyjścia. Potrzebne są
działania niepopularne, które w sposób długotrwały – strukturalny – w dłuższym
czasie zmniejszą ten deficyt.
Czy rzeczywiście dług publiczny w Polsce rośnie w zastraszającym tempie?
– Oczywiście, to absolutna prawda. Mamy własne dane w Radzie Polityki
Pieniężnej, które pokazują zatrważający stan finansów publicznych. Zwłaszcza –
co jest bardzo ciekawe – dotyczy to tej części zadłużenia finansów publicznych,
która jest wyrażona w walutach obcych. Zadłużenie samego sektora rządowego,
czyli państwa, na koniec pierwszego kwartału 2010 r. w tych walutach wynosiło 69
mld euro. A jest to oczywiście niewielka część całego zadłużenia. Więc sytuacja
jest zatrważająca. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że kurs wynosi 1,3 dolara za jedno
euro, otrzymamy wówczas około 90 mld dolarów zadłużenia państwa. Czegoś
podobnego i takiej polityki nigdy w historii Polski nie prowadziliśmy. Słusznie
zatem wielu ekonomistów stwierdza, że nawet za Edwarda Gierka, I sekretarza
PZPR, takiego zadłużenia nie było. Pamiętamy przecież, że kiedy w 1979 r.
odchodził on od władzy, dług wynosił 20 mld dolarów. Oczywiście jeżeli weźmiemy
pod uwagę, że siłę nabywczą dolara w tym okresie można podzielić przez dwa, to z
tych 90 mld dolarów otrzymamy 45 mld dolarów, czyli i tak dwa razy więcej niż
dług gierkowski.
Grozi nam większe zadłużenie niż za Gierka?
– Proszę zwrócić uwagę, że oprocentowanie polskich obligacji jest bardzo
wysokie. W przypadku jakiegoś wahnięcia kursu złotego i sentymentu do
stabilności obligacji skarbowych nagle ten kapitał portfelowy będzie odpływał i
nastąpi klasyczne bankructwo w kraju całego państwa. Niebezpieczne jest również
zbliżenie się – jeżeli chodzi o całość zadłużenia sektora publicznego – do
granicy 55 procent. Zgodnie z ustawą o finansach publicznych państwa, wymagane
są w takim wypadku bardzo drastyczne cięcia wydatków budżetowych oraz
zmniejszenie deficytu. Będzie to się odbywało kosztem przeciętnego Polaka, a nie
warstw bogatszych. Pogorszenie stanu finansów publicznych oznacza po prostu dla
ludzi mniej zamożnych i biednych konieczność zaciskania pasa. Taka jest
perspektywa, innej nie ma.
Dziękuję za rozmowę.
