Polityka imperialna dziś
Ks. prof. Czesław S. Bartnik
W światowej polityce dzisiejszej zwykliśmy widzieć tylko pewne palące, ale oderwane od większej całości takie problemy, jak Irak, Afganistan, Kosowo, Darfur, Osetia, Gruzja itp. Zazwyczaj nie dostrzegamy, że są to pochodne większych sytuacji, układów sił światowych i współczesnych imperiów. Dziś wielką historię tworzą: Ameryka, Chiny, Rosja, Indie, a w drugim rzędzie także Pakistan, Japonia (druga wśród gospodarek świata), Brazylia, Turcja, Iran, Australia, która ma szanse ogromnego rozwoju, i inne. I oto także wszystko, co się dzieje w Unii Europejskiej, w ważniejszych dziedzinach zmierza do utworzenia w niej nowego imperium światowego. W tej perspektywie wyjaśnia się ostatecznie traktat lizboński. Historia dzisiejsza jest wypadkową współdziałania, ale i rywalizacji, i konfrontacji wszystkich tych wielkości (P. Hennel).
Większe konfrontacje międzyimperialne
Imperia to wielkie faktory dziejów. Choć nie ma między nimi otwartej i krwawej wojny, to jednak nabrzmiewają ciągle jakieś nowe problemy, jawne lub ukryte. Nieraz na powierzchni widać jedynie niewielkie zdarzenia, ale w głębi zmagają się ustawicznie jakieś siły, zmierzające do poprawienia swego stanu posiadania i do wygrania rywalizacji. Czołowi politycy są tutaj dialektykami: nie chcą dopuścić do większego konfliktu, ale chcą też zawsze ugrać coś dla swego imperium. Historia nie jest ani altruistyczna, ani chrześcijańska. Kartami w takich grach są nie tylko sprawy ludzkie, ale także światopoglądy, ideologie, kultury, religie, tradycje oraz ropa, gaz, węgiel, zboże, zasoby mineralne, ziemia, a nawet woda słodka, którą np. muszą sprowadzać wielkimi ilościami Hiszpania, Grecja, Izrael i niektóre kraje afrykańskie.
Ostatnio skomplikowała się niespodziewanie sytuacja na linii Rosja – UE – Stany Zjednoczone. Rosja przeżywa coraz głębszy kryzys tożsamości, nie ma nowej duszy po komunizmie, nie ma wyższych idei, a tylko narasta frustracja po utracie statusu mocarstwa drugiego po Ameryce, wściekłość po rozpadzie Związku Sowieckiego i żądza odwetu za utratę wielu republik i tzw. demokracji ludowych. To wszystko jest często odbierane jako poniżenie „człowieka rosyjskiego”. Powstaje coś analogicznego do rewanżyzmu Niemców po przegranej I wojnie światowej. A przy tym po upadku komunizmu sowieckiego pozostała w Rosji tylko armia, siły bezpieczeństwa, układy mafijne i chaos gospodarczy. Bronisław Geremek mówił, że obecna Rosja ma gospodarkę nawet niższą od holenderskiej.
Politycy rosyjscy marzą o odbudowaniu armii, przemysłu zbrojeniowego łącznie z nuklearnym i o przywróceniu swojej sfery wpływów na wszystkie państwa sąsiednie. W tej sytuacji Ukraina, Gruzja, Armenia, a może też Azerbejdżan i Kazachstan widzą swój ratunek w przystąpieniu do NATO i do UE. Rosja bowiem zdaje się przybierać postawę państwa rozbójniczego. Tymczasem odbudowuje swoją gospodarkę i politykę wobec UE przez dostarczanie jej aż do 50 proc. gazu i ropy i ilość tę chce podnieść przez rurociąg bałtycki. Jest to wielki atut rosyjski. Sama Polska płaci jej za energię 25 mld euro rocznie. Rosja jednak trzyma Europę w szachu i złośliwie blokuje alternatywną drogę dostawczą gazu i ropy do Europy z Kazachstanu i Azerbejdżanu przez Gruzję. Europa sądzi, że nie może być szantażowana politycznie przez Rosję, bo płaci jej przecież ogromne pieniądze. Ale ostatnio Rosja daje poznać, że może gaz i ropę sprzedać Chinom, trzeciej potędze gospodarczej świata.
Narasta też napięcie między Rosją a Ameryką, choć przez ostatnie 20 lat było względnie spokojnie. Rosjanie chcą dorównać Ameryce w dziedzinie zbrojeń. Przez ucieczkę w militaryzm, także atomowy, mają nadzieję na pokonanie trudności wewnętrznych, chaosu społecznego i bezideowości. Jedyną żywszą ideologią staje się nacjonalizm noworosyjski, który z kolei podsyca imperializm polityczny. Materializm zniszczył kompletnie duszę starorosyjską, pozostawiając jedynie imperializm carski i sowiecki.
W celu wzmocnienia swojej pozycji względem Ameryki i UE Rosja wycisza swoje konflikty z Chinami. Układa coraz lepsze stosunki gospodarcze i dokonuje regulacji spornych granic, o które w latach 60. ubiegłego wieku toczyły się krwawe walki. Ściślejsze związki z Chinami mają również na celu powstrzymywanie ogromnego parcia Chin na słabo zaludnione obszary rosyjskie, zwłaszcza na Syberię. Wprawdzie Chiny dziś słabną etnicznie przez zbrodniczy zakaz posiadania więcej niż jednego dziecka, co w ciągu dwóch, trzech pokoleń ma zmniejszyć ludność Chin o połowę, z ok. miliarda i 200 milionów do 600 milionów, to jednak i populacja rosyjska szybko się zmniejsza o całe miliony z powodu aborcji i złego stanu lecznictwa. Na razie Chiny rozwijają intensywnie swoje wpływy na bogatsze w zasoby kraje afrykańskie oraz popierają wielki exodus swej ludności na cały świat, w tym i do Europy, a zwłaszcza do Ameryki. Przy tym i sama Ameryka jest już zadłużona w Chinach bodajże na bilion dolarów. Zadłużenie międzynarodowe i w bankach światowych to dziś stały mechanizm gospodarczy, a także i polityczny. I tak finansjera światowa rządzi w dużej mierze całymi państwami.
Ważnym odgałęzieniem rywalizacji Rosji z Ameryką jest jej próba rozluźnienia związków między UE a Ameryką, w tym i w obszarze NATO. Rosja robi to przez środki gospodarcze, przez nowy rozwój swych zbrojeń i przez straszenie poszczególnych państw, na które straciła swe wpływy po rozpadzie, w tym szczególnie przez straszenie Polski i Czech w związku z tarczą antyrakietową. To straszenie różnie się ocenia. Ale zważywszy na nieodpowiedzialność generałów rosyjskich, którzy zresztą mogą w każdej chwili dokonać wojskowego przewrotu, sytuacja nie jest całkowicie spokojna.
Konfrontacja ideowa i religijna
Ateizm polityczny i państwowy, przyjmowany przez UE, Chiny, Amerykę i raczej przez Rosję, zderza się dziś w świecie nie z chrześcijaństwem lub buddyzmem, lecz – rzecz ciekawa – z islamem. Rozległy świat islamski, liczący ponad miliard ludzi, przyjmuje technikę świata zachodniego, ale odrzuca jego kulturę, ateizm publiczny i panseksualizm. Z powodu militarnego poparcia potężnej Ameryki dla polityki Izraela rozwinął się bardzo radykalizm muzułmański, przechodzący w niektórych odłamach w straszliwy terroryzm o podłożu politycznym, kulturowym i religijnym. Konfrontacja między światem islamu a światem zachodnim rozpoczęła się na Bliskim Wschodzie, ale rozlewa się dziś szeroko na całą Małą Azję, na Azję Południową, Pakistan, Kaukaz, Rosję, Afrykę i wreszcie na Europę. Głównym przedmiotem ataków muzułmańskich, w tym i arabskich, stała się oś Ameryka – Izrael (I.C. Pogonowski). Papież Jan Paweł II starał się usilnie o to, żeby nie dopuścić do konfliktu czysto religijnego między islamem a chrześcijaństwem, bardzo wiele osiągnął, mimo to skrajni muzułmanie zaczęli prześladować katolików w Iraku, Sudanie, Pakistanie, Afganistanie, Indiach i Indonezji.
UE staje przed wielkim dylematem: czy otworzyć się szeroko na świat muzułmański, aż do utworzenia jakiejś Eurabii (por. A. Nowak), czy też przymykać te drzwi aż do czasu duchowego odrodzenia się Europy (np. S. Kozanecki). Dylemat ten odnosi się teraz bardzo konkretnie do Turcji: czy ją przyjąć do UE, czy też jej nie przyjmować. Wprawdzie Turcja jest państwem laickim, ale i tam odradza się islam, i Turcja może stać się bramą, przez którą będzie przechodził legalnie i szeroko świat muzułmański. Już teraz muzułmanie budują konfrontacyjnie swoje wielkie meczety: w Rzymie naprzeciw Bazyliki św. Piotra, w Niemczech naprzeciwko katedry kolońskiej, w Paryżu naprzeciw katedry Notre Dame. Politycy europejscy są raczej w tej kwestii bezradni. Czekają, jak to się „samo ułoży”, a kładą nacisk jedynie na stosunki gospodarcze. Zachodzi jednak obawa, że jeśli Europa nie odrodzi się religijnie, to po wielu latach muzułmanie zawładną Europą, jak kiedyś plemiona germańskie Rzymem.
Oryginalnie problem ten chce rozwiązywać prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który 13 lipca 2008 r. doprowadził w Paryżu do utworzenia Unii dla Śródziemnomorza. UE miałaby w ten sposób nawiązać do Imperium Romanum z czasów jego rozkwitu, kiedy to stało się ono panem Śródziemnomorza. Miałoby to też legalizować bezkonfliktowo wejście państwa Izrael do UE. Idea Unii dla Śródziemnomorza jest elementem wielkich planów unijnych. Niemcom ma wyznaczać rolę oswajania i europeizowania Rosji. Turcja miałaby być pomostem między UE a przednioazjatyckimi państwami muzułmańskimi. Przejście między „białym Zachodem” a „żółtym Wschodem” miałyby tworzyć Indie. Polska zaś byłaby twórczym skrzydłem wschodnim UE dla Ukrainy i dla innych byłych republik sowieckich i demokracji ludowych (por. S. Kozanecki).
W dalekich perspektywach imperialnych UE stoi problem: czy budować Eurabię, czy jakąś Eurorosję, czy też jakąś Eurazję. W każdym razie imperium europejskie nie chciałoby poprzestać na sobie samym, taka jest natura wszelkich imperiów. Praktycznie najwięcej szans na dalszą przyszłość zdaje się dawać idea Eurorosji, czyli tworzenie jakiegoś rodzaju unii z Rosją i z jej otoczeniem. Ale Rosja musi zmienić się i dojrzeć. Oczywiście forma takiej unii nie pozbawiałaby Rosji i państw przyległych suwerenności. Byłaby to ścisła wspólnota państw, narodów i kultur, co najwyżej pozostałaby kwestia walki o hegemonię, jak to się działo w starożytnej Grecji. Unia dla Śródziemnomorza wydaje się rokować dobrze ostatecznie tylko co do państwa Izrael.
Szanse imperium europejskiego?
Bez powszechnej ratyfikacji traktatu lizbońskiego unijne imperium w ścisłym znaczeniu nie powstanie. Trzeba powrócić do idei ścisłej i twórczej wspólnoty suwerennych państw, narodów i kultur. Ale nawet dla powstania i utrzymania szczególnej wspólnoty trzeba wprzód odrodzić poszczególne państwa, zwłaszcza wiodące. Z dodawania minusów nie wyjdzie plus. UE już teraz nie ma duszy. Znamionują ją ateizm, rozkład moralny, hedonizm, cywilizacja śmierci, egoizm, indywidualizm, zrywanie ciągłości historycznej i powszechne zakłamanie, np. w ideologii medialnej. Wielu uważa, że UE dźwignie się z tego stanu dzięki samej nauce, technice i kreatywności fizycznej człowieka. Jednak jest to błędna nauka o człowieku i społeczeństwie. Historia tysiącleci pokazuje, że największe imperia giną po kilkuset latach z dwóch zasadniczych przyczyn: z powodu tracenia tężyzny antropologicznej i socjalnej, i z powodu rozkładu moralnego, mimo najwyższego rozwoju technicznego. I tak imperia o wysokiej kulturze materialnej są od tysiącleci podbijane i zawłaszczane przez ludy o niskiej kulturze, przez liczebne ludy, nazywane barbarzyńskimi, stepowe czy górskie, choć ci nowi przejmują cywilizację podbitych. Dość wspomnieć, że Indoeuropejczycy ze stepów nadczarnomorskich i nadkaspijskich podbili najwyższe kultury Mezopotamii i Europy, metafizyczną Grecję podbili prości żołnierze rzymscy, a z kolei Wieczny Rzym opanowały barbarzyńskie plemiona germańskie i zachodnioazjatyckie. I tak można przewidywać, że mimo coraz wyższej techniki po paru wiekach Moskwa zostanie opanowana przez Chińczyków i ludy kaukaskie, Ameryka przez Latynosów i Murzynów, no i degenerujące się państwa Europy Zachodniej – przez ludy afrykańskie i przednioazjatyckie. Imperia przemijają raczej w wielkich bólach i w niesławie. Najwięcej wartości i zarazem trwałości mają państwa i narody średnie, gdy mają swoją duszę, zwartość, określoną tradycję i wysoki stopień życia duchowego.
Przed głębszym rozkładem państw i narodów broni wysoka kultura duchowa, dyscyplina moralna i żywa religia. Dla odrodzenia kultury zachodniej, głównie europejskiej i amerykańskiej, trzeba zintensyfikować życie religijne, głównie katolickie (A. Nowak, J.R. Nowak, S. Kozanecki). Rzecz znamienna, że ostatecznie tylko katolicyzm broni cywilizacji życia (M. Czachorowski). Ale jest rzeczą tragiczną, że wielkie media, pozostające zwykle na całym świecie w rękach złych ludzi, systematycznie degenerują wszystkie społeczeństwa i narody dla zarobku lub z inspiracji demonicznej. Co gorsza, zarówno media te, jak i różne międzynarodowe organizacje umyślnie demoralizujące, jak np. organizacja Planowanego Rodzicielstwa, są ponadpaństwowe, nie zależą od żadnych rządów i państwa nie mogą prowadzić swojej własnej pedagogii narodowej.
Zła duchowego imperiów ateistycznych nie równoważą wielkie współczesne odkrycia, wynalazki, nauka specjalistyczna i technika. Owszem, imperium przez dłuższy czas jest bogate, dysponuje wielkimi nakładami na infrastrukturę, przemysły, budownictwo, naukę, sztukę, komunikację i ekologię. Przede wszystkim rozwijają się dziedziny militarne. Ale bardziej ludzkie są osiągnięcia państw średnich, które łączą życie materialne i techniczne z życiem intelektualnym, duchowym i religijnym. Właśnie katolicy hiszpańscy mówią, że przyczyną ich dzisiejszego kryzysu jest wielki rozbrat kultury materialnej z duchową (prof. J.M. Burgos). Człowiek musi integrować życie materialne z duchowym.
Ujemne cechy obywatela imperium
Pokolenia imperium po dziesiątkach lat zdobywają pewne charakterystyczne cechy osobowościowe. Są one nieraz pozytywne, jak pewien uniwersalizm, duch społeczny, pewna misyjność, szerokomyślność, dyscyplina, ale raczej przeważają negatywne. Są one o różnym natężeniu w różnych imperiach, choć wydaje mi się, że bardzo typowe są dziś u znaczącego Rosjanina.
1. Wyniosłość. Pierwszą, bodajże ogólną, przywarą obywatela imperium jest wyniosłość wobec innych, pewna pycha i megalomania. Widać to doskonale u generałów rosyjskich i niektórych polityków. „Rosyjski człowiek” musi być pierwszy i najlepszy we wszystkim. W tym duchu ongiś król Akadu z III tysiąclecia przed n.Chr., Sargon I tytułował się „panem czterech stron świata” i „panem świata”.
2. Arystokratyzm. Człowiek imperium kreuje się na arystokratę. Nawet komunista tworzy sobie fałszywe rodowody, głosi, że prezentuje ideał ideologiczny i prowadzi życie w stylu dawnych panów: uczty, pijaństwo, rozpusta, ciągłe burdy.
3. Agresywność. Mimo przekonania o osiągnięciu już szczytów typowy obywatel imperium jest nadal zaborczy, arogancki i agresywny, zarówno w postępowaniu prywatnym, jak i urzędowym. Imperium jest nienasycone, szuka ciągle dalszych zdobyczy i przywilejów, bądź to na drodze siły, bądź podstępu.
4. Nacjonalizm. Mimo głoszenia internacjonalizmu i tolerancji dla innych rdzenny obywatel imperium jest zazwyczaj nacjonalistą i szowinistą. Liczy się tylko jego przewodząca narodowość. W Związku Sowieckim były różne narodowości, ale liczyła się naprawdę tylko narodowość rosyjska. I często ma miejsce manipulowanie innymi narodowościami. Na przykład Sowieci na ogół nienawidzili Żydów, ale posługiwali się nimi chętnie w działaniach pejoratywnych.
5. Militaryzm. Obywatel imperium ma zazwyczaj ducha militarnego, wierzy w wartość militaryzmu, ufa sile militarnej i chętnie prowadzi życie wojskowe.
6. Despotyzm. Despotyzm władzy przejawiał się często – i przejawia – już w małych państwach, ale w imperiach przybiera on zwykle charakter monstrualny. Władca jest panem życia i śmierci i to panem absolutnym. Kiedy w Chinach wielki historiograf i kronikarz cesarza z dynastii Han Sy-ma Cien (l45-70 przed n.Chr.) wstawił się u swego pana za pewnym generałem, swoim przyjacielem, to cesarz kazał mu obciąć obie stopy „za brak czci wobec władcy”.
7. Okrucieństwo. Władze imperium są zwykle bardzo okrutne wobec ludności swoich podwładnych, a zwłaszcza wobec grup walczących o wolność. Król asyryjski Tiglat – Pilezar I (1116-1078 przed n.Chr.) tolerował obce religie, ale kiedy jakieś miasto podbite zbuntowało się, to bywało, że kazał zdzierać skórę z mężczyzn tego miasta i wyścielać nimi mury (A.J. Toynbee). Rozumiemy więc okrucieństwo Rosjan wobec Polaków, Ukraińców, Tatarów, Gruzinów i innych.
8. Własne prawo najwyższe. Imperium stanowi sobie własne prawo, które jest ponad moralnością tradycyjną i religijną. Tak czyniła i czyni Rosja, Chiny i inni. I taka sama jest tendencja traktatu lizbońskiego UE. Imperium tworzy sobie własny kodeks etyczny. Jeszcze raz widzimy, dlaczego traktat lizboński w obecnej formie nie powinien być ratyfikowany.
9. Publiczny ateizm. Imperium odrzuca religię tradycyjną, a swój system uznaje za absolutny i równy religijnemu. Tak robiły kraje marksistowskie i tak ma zamiar postępować UE, zwłaszcza po ratyfikacji traktatu. Każda religia i moralność religijna mają być zepchnięte do sfery czysto prywatnej.
10. Zakłamanie. I wreszcie społeczność imperialną cechuje zazwyczaj ogólne zakłamanie i wewnątrz, i na zewnątrz. W UE odrzuca się za skrajnym liberalizmem wszelką prawdę obiektywną i samo kryterium prawdziwości. Na ich miejsce bierze się użyteczność i „skuteczność”.
Jeszcze raz – twórcza wspólnota państw i narodów – tak, ale nowe jakieś imperium z utratą naszej tożsamości, suwerenności i wiary w Boga – nie. Trzeba tu poprzeć usilny apel do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jaki wystosowali w imieniu zarządu Ruchu Przełomu Narodowego J.R. Nowak, K. Kawęcki, W. Kucia i S. Stępkowski, by prezydent nie podpisywał ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Odnosi się i do Polski to, co 24 sierpnia 2008 r. powiedział kardynał irlandzki Sean Brady, że traktat lizboński jest nie do przyjęcia z powodu jego wrogości do religii, do tradycji chrześcijańskiej i ogólnoludzkiej moralności. To jest postawa prawdziwego kardynała katolickiego.
