Polityczne tło katastrofy smoleńskiej
Nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej, gdyby nie polityka Donalda Tuska,
polegająca na dyskredytowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i oszczędzaniu na
bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie – mówił prezes PiS Jarosław
Kaczyński podczas Zgromadzenia Obywatelskiego w sprawie katastrofy pod
Smoleńskiem, które dokładnie pięć miesięcy od tragedii odbyło się w Warszawie.
Zaproszeni na spotkanie przedstawiciele rodzin ofiar podkreślali, że są głęboko
rozczarowani dotychczasowym badaniem przyczyn i przebiegu katastrofy. – Trwające
od pięciu miesięcy śledztwo nie przyniosło na razie rezultatów. Dokonania
prokuratury są żałośnie ubogie. Mnożą się wątpliwości dotyczące tego zajścia –
mówiła Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie. W swoim
wystąpieniu Merta zapewniła, że nie ustanie w wysiłkach, aby ustalić, co
faktycznie stało się pod Smoleńskiem. – Być może trzeba będzie poczekać na inną
ekipę śledczą, ale my na pewno nie przestaniemy stawiać pytań – oświadczyła.
Magdalena Merta podziękowała wszystkim, którym zależy na ustaleniu przyczyn
katastrofy smoleńskiej, w tym mediom i posłom, którzy "niezłomnie upierają się,
żeby o tym mówić". Merta zauważyła, że ma świadomość, iż tym samym politycy nie
przysparzają sobie popularności, ale często ją tracą.
Z kolei Andrzej Melak, brat poległego w kwietniowej katastrofie prezesa Komitetu
Katyńskiego Stefana Melaka, przypomniał, że Stowarzyszenie Smoleńsk 2010
wystosowało apel do premiera o powołanie międzynarodowej komisji ds. zbadania
katastrofy. Pod apelem podpisało się ponad 200 tys. osób. Podczas piątkowego
Zgromadzenia odczytano również przesłanie od kongresmana Stanów Zjednoczonych
Petera Kinga. Amerykański polityk szczególny nacisk położył w nim na fakt, że
Polacy badający okoliczności katastrofy nie mieli dostępu do ważnych materiałów
dowodowych, w tym do czarnych skrzynek.
Pola odpowiedzialności
Podobna konkluzja została zawarta w memoriale zatytułowanym: "Polityczne tło
katastrofy smoleńskiej", przygotowanym na wczorajsze spotkanie w sprawie
katastrofy z udziałem prezesa PiS. – W sprawie katastrofy smoleńskiej konieczne
jest nie tylko wyjaśnienie jej bezpośrednich przyczyn, ale także ustalenie
odpowiedzialności moralnej i politycznej; pomieszanie tych pojęć służy zatarciu
całej sprawy – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.
W spotkaniu wzięli liczny udział mieszkańcy stolicy oraz członkowie komitetów
poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego przybyli z różnych miast Polski. Lider PiS,
witany owacyjnie przez zgromadzonych, podkreślił, że nie zamierza teraz rozważać
"przyczyn technicznych oraz takiej czy innej wersji wydarzeń, które doprowadziły
bezpośrednio do katastrofy", choć – jak dodał – "dojście do prawdy w tej sprawie
będzie rozstrzygające".
Swoje wystąpienie w warszawskim klubie Palladium rozpoczął od uwag na temat
odpowiedzialności moralnej i politycznej. – Tej odpowiedzialności, która jest
inna niż ta, o której mówimy, gdy zapoznajemy się z przepisami prawa karnego czy
prawa cywilnego. W szczególności pojęcie winy, które też musi być tu postawione,
bo odpowiedzialność to także wina, jest tu inne, szersze – powiedział Kaczyński.
– Dlatego ktoś, kto podejmuje się funkcji politycznych, a w szczególności
sprawuje władzę, podlega ostrzejszym regułom niż te, które dotyczą
odpowiedzialności karnej – stwierdził, zaznaczając przy tym, że poziom
egzekwowania odpowiedzialności politycznej i moralnej w różnych państwach jest
różny. – Jeśli mamy być państwem demokratycznym, państwem prawa, państwem
elementarnej sprawiedliwości, to w Polsce musi funkcjonować odpowiedzialność
moralna i polityczna, której efektem musi być pozbawianie stanowisk, a w tym
wypadku także pełne zejście z politycznej sceny – podkreślił. Prezes PiS
powiedział, iż dotyczy to Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Radosława
Sikorskiego, Bogdana Klicha i Tomasza Arabskiego. – Niezależnie od wyników
badań, muszą oni zejść ze sceny politycznej raz na zawsze – przekonywał
Kaczyński.
Polityk wytknął, że po 2007 roku rząd prowadził działania zmierzające do
obniżenia respektu wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Takie działania – jego
zdaniem – "ośmielają do ataku" na głowę państwa. Jak dodał, mieliśmy do
czynienia także z "wprowadzeniem do gry przeciwko prezydentowi RP obcego
państwa, w tym wypadku Rosji". – Ta gra toczyła się przez miesiące i to była
gra, w ramach której rząd – używając skądinąd tego właśnie nieuznającego
respektu języka – prowadził różnego rodzaju działania przeciw własnemu
prezydentowi; przeciwko temu, by prezydent uczestniczył w uroczystościach w 70.
rocznicę ludobójstwa popełnionego na Polakach – mówił prezes PiS.
W dyskredytowaniu osoby prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyróżniał się, w ocenie
szefa PiS, prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze jako marszałek Sejmu w
następujący sposób skomentował zatrzymanie z użyciem broni palnej konwoju
Kaczyńskiego w Gruzji, kiedy to z dużym prawdopodobieństwem mówiono o próbie
zamachu: "Nawet tak powiedziałbym: jaka wizyta, taki zamach". W memoriale za
autora najbardziej wulgarnych ataków bez trudu uznano Janusza Palikota, którego
porównano do Jerzego Urbana, autora "kampanii pogardy i zniesławiania".
Anna Ambroziak
