Pół żartem, pół naprawdę serio

Dobre samopoczucie nie opuszcza polskiego premiera. W świetny nastrój
wprawiają Donalda Tuska zwłaszcza podróże zagraniczne przedstawicieli
naszego rządu, którzy we wszystkich stolicach Europy i świata pytani są,
jak to się dzieje, że „Polska stała się przykładem gospodarności”. Na
zaczepkę premier odpowiada rozbrajająco: „Nie wiem”. Dlaczego szef rządu
nie chce się chwalić swoimi „sukcesami” przed partnerami z Unii
Europejskiej?

Na wspólnym posiedzeniu sejmowej Komisji do
spraw Unii Europejskiej i Komisji Finansów Publicznych rząd przedstawił
do zaopiniowania Komunikat Komisji Europejskiej pt. „Europa 2020 –
strategia na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego
włączeniu społecznemu”. W dokumencie czytamy m.in.: „Obecny kryzys
gospodarczy nie miał w czasach naszego pokolenia precedensu.
Nieprzerwany postęp pod względem wzrostu gospodarczego i rosnącego
zatrudnienia, towarzyszący przez ostatnie dziesięciolecie, został
zaprzepaszczony – PKB skurczył się w 2009 r. o 4 proc., produkcja
przemysłowa spadła do poziomu z lat 90., a 23 miliony osób jest bez
pracy”.

Jak oni to robią

Zaskoczenie budzi fakt,
że cały dokument sporządzony w alarmistycznym tonie w ani jednym miejscu
nie odniósł się do sukcesu Polski, a więc do tej „zielonej plamy” na
mapie Unii Europejskiej, ani w jednym punkcie Komisja Europejska nie
chce brać przykładu z osiągnięć naszego kraju. Uważając, że jest to
ewidentne niedociągnięcie krzywdzące obecny rząd, postanowiłem dokładnie
przeanalizować sprawozdanie prezesa Rady Ministrów przedstawione na 63.
posiedzeniu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej 19 marca 2010 roku. Na
posiedzeniu tym Donald Tusk złożył obszerną informację o działaniach
rządu w latach 2007-2010. Prawie godzinną wypowiedź premiera można
krótko streścić stwierdzeniem: okres rządów PO – PSL to pasmo wielkich
sukcesów gospodarczych i spełnionych obietnic wyborczych. Premier
zaliczył do nich:
– wyprowadzenie polskiego kontyngentu z Iraku;

zniesienie przymusowego poboru do wojska;
– wykonanie wielkiego
cywilizacyjnego projektu „Orliki”.
Z dalszej części przemówienia
dowiadujemy się, że efektem wyżej wymienionych sukcesów i spełnionych
obietnic jest „inna pozycja Polski w świecie, a zwłaszcza w Unii
Europejskiej, i wzrost pozycji Polski na arenie międzynarodowej”. Według
pana premiera, to dzięki tej pozycji i profesjonalnie przygotowanej
akcji obecny rząd zmienił założenia pakietu klimatyczno-energetycznego i
60 mld zł pozostało w polskich kieszeniach. Naprawiono więc błędy,
które – jak mówił Donald Tusk – „trzy lata temu popełnił poprzedni rząd,
który lekką ręką zgodził się, w imieniu Polski, na takie zmiany i takie
zobowiązania, które kosztowałyby nas, licząc lekko, 60 mld zł”. O
wyśmienitej pozycji Polski w UE świadczy, według pana premiera, „znak
personalny”, którym jest Jerzy Buzek jako szef Parlamentu Europejskiego.

Według premiera Tuska, „dzięki determinacji rządu wypracowano także
mechanizm systematycznych, naprawdę sporych podwyżek dla nauczycieli i
jesteśmy jedynym państwem w UE, które w czasach kryzysu swoim obywatelom
może powiedzieć, że ich zarobki nie spadną o 10 proc., 20 proc., a w
ekstremalnych przypadkach o 30 proc.”. Ewidentnym sukcesem są autostrady
i drogi, gdyż – jak mówił Donald Tusk – „wiemy dobrze, że dzisiaj
Polska jest największym placem budowy”.
Na szczególną uwagę, według
szefa rządu, zasługuje „sposób, w jaki Polacy uporali się z kryzysem.
Naprawdę, uwierzcie mi – mówił – że we wszystkich stolicach Europy i
świata, gdzie pojawią się przedstawiciele polskiego rządu, zawsze
pierwsze zdanie albo jest pytaniem, jak wy to robicie, albo zawiera
słowa uznania pod adresem Polaków, że Polska stała się przykładem
gospodarności”. „Chcę też powiedzieć – kontynuował premier – że często
żartobliwie odpowiadam moim partnerom, premierom państw europejskich,
kiedy mnie pytają, jak to robicie. Uśmiecham się czasami i mówię,
prowokując ich do dyskusji: Sam nie wiem. A później liderzy tych państw
mówią: Dobrze, rozumiemy, że masz naprawdę powody do dobrego nastroju,
ale czy – mówiąc serio – nie moglibyście nauczyć innych państw w Europie
takiego zarządzania sytuacją kryzysową, jakie wy prezentujecie”.

Rady
Donalda Tuska dla Angeli Merkel

To właśnie słowa „sam nie
wiem” wydają się kluczowe dla pytania, dlaczego w dokumencie „Europa
2020 – strategia na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju
sprzyjającego włączeniu społecznemu” nie znalazło się ani jedno słowo o
sukcesach rządu premiera Tuska. Przyczyny mogą być dwie: albo polski
rząd rzeczywiście nie wie, albo polski rząd celowo nie chce zdradzić
metody swoich osiągnięć, uprawiając jakąś grę nie tylko w stosunku do
pozostałych partnerów w UE, ale i na całym świecie. Uważając tę drugą
możliwość za wrogą dla jednoczącej się Europy, myślę, że powinniśmy
skorzystać z zainteresowania i udzielić konkretnych rad pozostałym
państwom Unii.
Myślę, że może przydać się to, jak sądzę, w świetle
nieuchronnie zbliżającej się nominacji do Nagrody Nobla, w zakresie
ekonomii i zarządzania kryzysem, dla polskiego rządu koalicji PO – PSL.
Proponuję, aby w pierwszym rzędzie rad takich udzielić najbliższemu
naszemu zachodniemu sąsiadowi, a więc Republice Federalnej Niemiec.
Wybieram to państwo, gdyż, według słów ministra finansów Jana
Vincenta-Rostowskiego, niezbitym dowodem naprawdę wyjątkowej odporności
gospodarki polskiej jest to, że wzrosła ona o 1,7 proc., podczas gdy w
tym czasie „gospodarka niemiecka skurczyła się o 5 proc. PKB”. Powinno
to budzić wielki niepokój Polski, gdyż Republika Federalna Niemiec jest
naszym głównym partnerem gospodarczym i dłuższe załamanie gospodarcze w
tym kraju może negatywnie odbić się na polskiej gospodarce w
przyszłości. Udzielenie więc rad naszemu sąsiadowi wydaje się leżeć w
interesie Polski i budzi zdziwienie, dlaczego pan premier skrywa swoją
wiedzę, tym bardziej że jest tak mocno zaprzyjaźniony z najwyższymi
władzami tego państwa. Tak więc, aby dotrzymać kroku polskiej gospodarce
i podnieść pozycję RFN w Europie i na świecie, rząd niemiecki, wzorując
się na rządze PO – PSL, oprócz wyprowadzenia swoich wojsk z innych
państw, likwidacji obowiązkowej służby wojskowej i budowy „Orlików”
winien zrównać się z Polską pod względem takich osiągnięć, jak:
1.
Zwiększenie ogólnego bezrobocia w RFN do poziomu minimum 12 proc., a
więc do oficjalnego poziomu w Polsce, ze zwróceniem szczególnej uwagi,
aby utrzymywać je, podobnie jak w Polsce, na najwyższym poziomie wśród
młodych i dobrze wykształconych ludzi. Winno to zdecydowanie uzdrowić
gospodarkę RFN poprzez emigrację najwartościowszej produkcyjnie grupy
ludności i spełnić marzenia wielu teoretyków od demografii co do
konieczności podwyższenia wieku emerytalnego.
2. Zlikwidowanie w RFN
możliwości pomocy państwa dla strategicznych działów gospodarki
narodowej i zmusić te działy na wzór Polski do bankructwa, czego
najlepszym przykładem jest polski przemysł stoczniowy.
3. Zapewnienie
zdecydowanie mniejszych dopłat dla rolnictwa RFN w porównaniu z innymi
państwami starej Piętnastki i dążenie do tego, aby do niektórych działów
produkcji rolnej dopłat takich nie było wcale, podobnie jak ostatnio w
Polsce do produkcji liści tytoniu.
4. Zabronienie pomocy państwa dla
ratowania prywatnych banków w RFN.
5. Zrezygnowanie z realizacji
korzystnej dla kraju polityki rozwoju infrastruktury drogowej poprzez
stymulowanie jej budowy jedynie na kierunku wschód – zachód,
wykorzystując do tego niezależne organizacje ekologiczne, i wyznaczanie
obszarów Natura 2000 według „Shadow List”. Zastosowanie takiej samej
metody blokady infrastruktury transportowej na terenie RFN wzdłuż Odry,
jak w Polsce „Rospudą” trasy S19 Augustów – Białystok – Rzeszów, winno
wyraźnie wzmóc ten proces.
6. Zmniejszanie bezpieczeństwa
energetycznego RFN pakietem klimatyczno-energetycznym poprzez blokadę
niemieckich zasobów energetycznych, nie zważając na rachunek
ekonomiczny, badania naukowe i sukcesy RFN w zakresie redukcji emisji
CO2 zgodnie z postanowieniami Konwencji Klimatycznej ONZ i protokołu z
Kioto.

Co premier wie o pakiecie

Ten ostatni punkt
wymaga szerszej analizy i dlatego też, mówiąc poważnie, należy
koniecznie powołać komisję śledczą do oceny wynegocjowanego przez rząd
PO – PSL pakietu klimatyczno-energetycznego. Śledząc same wypowiedzi
pana premiera, można bowiem dojść do wniosku, że nie jest on w stanie
zrozumieć do tej pory tego, co wynegocjowano. Jesienią 2008 r. swoje
osiągnięcia porównał z osiągnięciami premiera Kazimierza Marcinkiewicza,
twierdząc, że podobnie jak on wynegocjował to, że Polska dostanie 60
mld euro. W następnych wypowiedziach sprostowano, że nie chodzi o euro,
ale o złotówki. Obecnie pan premier twierdzi, że nie dostaniemy 60 mld,
ale już je dostaliśmy, gdyż nie musimy zapłacić tej sumy, i dlatego te
pieniądze pozostały w polskich kieszeniach.
Podobnie niezrozumiale i
niekonsekwentnie tłumaczono sprawę inwestycji CCS (wychwytywanie CO2 i
magazynowanie go w pokładach geologicznych). W styczniu 2008 r. polski
rząd twierdził, że na inwestycje te Komisja Europejska przekaże Polsce
3,8 mld euro. Obecnie okazuje się, że to Polska musi wygospodarować 85
proc. tej sumy, a koszt jednej zakumulowanej tony CO2 wahać się będzie,
według Ministerstwa Gospodarki, w granicach od 30 do 100 euro. Sprawa
wymaga wyjaśnienia z jeszcze jednej przyczyny: skoro pakiet
klimatyczno-energetyczny jest takim sukcesem obecnego rządu, to dlaczego
Polska, posiadając 100 mln ton rocznej nadwyżki redukcji CO2 w latach
2008-2012, w tym samym czasie, chcąc produkować wystarczającą dla
polskiej gospodarki ilość energii elektrycznej, ciepła, stali, cementu,
szkła i papieru, musi dokupić limity tej redukcji, ponosząc ogromne
koszty? Dlaczego w końcu w Kopenhadze w grudniu ubiegłego roku, podczas
Sesji Plenarnej Konwencji Klimatycznej Polski, premier nie zabrał głosu,
nie podkreślił polskich osiągnięć? Polska – zdająca prezydenturę tej
konwencji – swoje stanowisko prezentowała ustami podsekretarza stanu w
towarzystwie dwóch kanclerzy, kilkudziesięciu prezydentów,
kilkudziesięciu premierów i ponad 80 ministrów. Być może napawa to
Donalda Tuska dumą, gdyż polski podsekretarz stanu stał się równy
kanclerzowi Niemiec. Prawda jest jednak brutalna. Oceniono to jako
słabość Polski i siłą rzeczy podsekretarz stanu nie był żadnym partnerem
do konkretnych rozmów z ministrami, premierami, nie mówiąc już o
prezydentach i kanclerzach.

Rząd-destruktor

Mówiąc
jeszcze poważniej, z wielką uwagą należy przyjrzeć się niezwykle
ważnemu dokumentowi, jakim jest „Europa 2020 – strategia na rzecz
inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu
społecznemu”. Stwierdzono w nim, że dotychczas realizowana strategia
lizbońska zakończyła się fiaskiem, a kryzys był szokiem dla milionów
obywateli i ujawnił fundamentalne słabości gospodarki UE (José Manuel
Barroso – wprowadzenie do „Europy 2020”). Zwrócono uwagę, że rozwój
Europy musi być oparty na wiedzy, wspieraniu gospodarki efektywniej
korzystającej z zasobów przyrodniczych i wysokim poziomie zatrudnienia,
zapewniającym spójność społeczną i terytorialną. Musi więc być oparty o
koncepcję zrównoważonego rozwoju, gdzie podmiotem jest człowiek. To w
tym kontekście Polska może jawić się jako kraj o wielkich szansach
rozwoju i dlatego też winna w przedstawionej strategii nie tylko
zaznaczyć swoją obecność, ale stać się jej głównym aktorem. Polska ma
jeszcze zdrową i funkcjonującą rodzinę, świetny stan środowiska
przyrodniczego polskiej wsi i przebogate zasoby energetyczne. To właśnie
daje nam szansę zrównoważonego rozwoju bez ponoszenia kosztów naprawy i
tym na plus różnimy się zasadniczo od państw starej Piętnastki.
Niestety, mamy bardzo słaby rząd, który zamiast promować Polskę i
wykorzystywać jej atuty dla rozwoju gospodarczego, charakteryzuje się
butą w kraju i służalczością, brakiem wiedzy i kompleksami w stosunku do
państw starej Piętnastki.
Prawdą wydaje się więc to, co pan premier
powiedział, że „nie wie”. Tragedią jest natomiast to, że nawet nie wie
tego, czego nie wie. W tej sytuacji zamiast wykorzystywać polskie atuty
do budowy silnej Polski i stać się głównym reżyserem naprawy jednoczącej
się Europy, zmierza do niszczenia polskiej państwowości.

Prof.
Jan Szyszko

Prof. dr hab. Jan Szyszko – poseł na Sejm RP
(PiS); kierownik Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów
Przyrodniczych SGGW; prezes Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego
Rozwoju Polski; minister ochrony środowiska zasobów naturalnych i
leśnictwa w rządzie AWS – UW; minister środowiska w rządzie PiS.

drukuj