POgrzeb mediów publicznych
Platforma Obywatelska zapowiedziała likwidację abonamentu. Ta propozycja ma podstawy ideologiczne, a nie merytoryczne. Nie zważając na to, że publiczne radio i telewizja są własnością całego Narodu, który je utrzymuje, płacąc abonament, PO chce arbitralnie przejąć kontrolę nad mediami.
Telewizja jest dla wielu polityków priorytetowym pasem transmisyjnym pozwalającym skoncentrować uwagę społeczeństwa na wybranym wycinku rzeczywistości, który jest przez nich w stosowny sposób interpretowany. Taka manipulacja niejednokrotnie pozwala wyuczyć widzów odpowiednich reakcji. Często mówi się nawet, że ten, kto ma telewizję, ten ma władzę. Ten środek przekazu jest więc szczególnie mocno wykorzystywany podczas kampanii wyborczych, co mogliśmy niedawno obserwować. Bez trudu można udowodnić, że telewizja w znacznym stopniu steruje wyborcami. To przecież właśnie przed telewizyjnymi kamerami toczą się najbardziej zażarte boje polityczne decydujące o poparciu elektoratu.
Skok na media
Politycy, zwłaszcza ci sprawujący rządy, chcą mieć telewizję po swojej stronie również i po wyborach, by zagwarantować sobie, że do społeczeństwa będą docierać tylko informacje dla nich korzystne. Platforma Obywatelska, która dzięki poparciu wielu gazet, stacji radiowych i telewizyjnych zdobyła władzę, dzisiaj ma wyraźne ciągoty, by przejąć też media publiczne. Zdobycie Telewizji Polskiej byłoby istotnym łupem dla PO, gdyż pomimo rozwoju telewizji komercyjnych jest to wciąż potężne medium obejmujące swoimi nadajnikami naziemnymi całą Polskę i nadające poprzez satelitę do wielu zakątków świata. Warto też pamiętać, że telewizja publiczna przez lata swojego istnienia dzięki wsparciu finansowemu państwa i wpływom z abonamentu płaconego przez Polaków wypracowała potężne archiwum filmowe oraz zgromadziła pokaźny majątek w postaci budynków, wyposażenia technicznego i dobrze wyszkolonej kadry. Majątek ten jest własnością wszystkich Polaków i nie może być zawłaszczony przez jedno ugrupowanie czy też rozkradziony przez stacje komercyjne, które chętnie pozbyłyby się konkurenta, przejmując mienie i częstotliwości zwolnione przez telewizję publiczną.
Zaproponowane przez Donalda Tuska zniesienie abonamentu wyraźnie uderza w autonomię instytucjonalną mediów publicznych, które mogą zostać uzależnione od władzy wykonawczej. Jak mówi lider Platformy: „Nie chcę straszyć prywatyzacją, lecz oczekuję od mediów publicznych misji” („Polska”, 31.10 – 1.11.2007, s. 24). Takie zapowiedzi, tuż po wyborach, rodzą obawy, że PO próbuje podporządkować sobie media publiczne, które w pewnej mierze różniły się od wielu mediów komercyjnych w sposobie relacjonowania kampanii wyborczej. Platforma Obywatelska wyraźnie zapomina, iż media publiczne powinny być ważnym elementem budowania systemu demokratycznego. Można odnieść wrażenie, że PO próbuje w swojej koncepcji wrócić do czasów PRL, gdzie telewizja była pod ścisłą kontrolą rządzących. Zniesienie abonamentu musi więc prowadzić do sprywatyzowania mediów publicznych, a więc ich likwidacji, na czym skorzystałyby zwłaszcza Polsat i TVN, które są przychylne dla PO. Może też dojść do sytuacji, iż media publiczne pozbawione abonamentu będą utrzymywane wprost z budżetu czy też przez instytucję kontrolowaną przez rząd.
Misja na sprzedaż
Trzeba przypomnieć, że obecny postulat nie jest pierwszą propozycją zreformowania mediów publicznych przedłożoną przez Platformę Obywatelską. Pod koniec 2004 r. został ogłoszony projekt likwidacji abonamentu opracowany przez Jakuba Bierzyńskiego, Jacka Bochenka i Pawła Dobrowolskiego, który miał być wprowadzony w życie po wyborach parlamentarnych w 2005 roku. Patronat nad tym przedsięwzięciem objął Jana Maria Rokita, typowany wówczas przez PO na premiera. Zaproponowano, by powołać Fundację Misji Publicznej, która dysponowałaby publicznymi funduszami i rozdzielała je między stacje, które zostały wytypowane do realizacji konkretnych programów uznanych za misyjne. Jak argumentował pracujący pod skrzydłami Platformy Jakub Bierzyński, zadania misyjne, w jego rozumieniu, najlepiej realizuje TVN 24 czy „Gazeta Wyborcza” (ma obecnie własny internetowy serwis telewizyjny). Bierzyński, pytany o zdefiniowanie misji mediów publicznych, dał do zrozumienia, że grupa, w której pracuje, pojmuje ją jako… partyjniactwo. Stwierdził, iż definicja misji zależy od wyników wyborów i to rządzący politycy „(…) powinni zdecydować, czy misją są skoki Adama Małysza, programy o edukacji seksualnej czy msze na żywo” („Misja to może być dobry interes”, „Gazeta Wyborcza”, 25-26.09.2004, s. 31). Biorąc pod uwagę liberalne poglądy partii Tuska, nietrudno wywnioskować, co z tych trzech możliwości zostałoby uznane za działalność misyjną.
Obecnie Platforma chce, by po likwidacji abonamentu pieniądze na realizację programów misyjnych rozdzielał minister kultury (na to stanowisko zaproponowano Bogdana Zdrojewskiego z PO). Tak więc względy partyjne decydowałyby o rozdziale pieniędzy, a Tusk zyskałby programy kontrolowane przez jego rząd w wielu stacjach. Beneficjentem tego sposobu podziału publicznych pieniędzy zostałaby zapewne wspomniana już wcześniej TVN 24. Na realizację propozycji Platformy czeka już od dłuższego czasu prezes TVN Piotr Walter, gdyż, jak stwierdził, „(…) już dawno zwracaliśmy uwagę na fakt, że nadawcy komercyjni mają w swoim repertuarze sporo wartościowych pozycji, które mogliby finansować lub współfinansować z abonamentu” (www.dziennik.pl). Warto zadać pytanie, dlaczego w prowadzonej szeroko debacie wśród stacji, które mogłyby uzyskać takie dofinansowanie, nie wymienia się Telewizji Trwam, która poprzez filmy dokumentalne, programy edukacyjne i inne audycje niewątpliwie wspiera rodzimą kulturę i tożsamość narodową oraz działa na rzecz budowania społeczeństwa obywatelskiego, co – według kryteriów uznanych powszechnie w wielu państwach – jest realizacją misji publicznej. Czyżby zatem było prawdą, iż celem tej reformy jest realizacja partykularnych celów PO poprzez dominację w mediach elektronicznych?
Abonament zapewnia niezależność
Znamienny jest też fakt, że Platforma nie bierze pod uwagę, iż podobne koncepcje nie sprawdziły się w innych państwach. Zbliżone rozwiązanie próbowano wprowadzić w Nowej Zelandii. Pod koniec lat 80. ubiegłego wieku w ramach reformy mediów elektronicznych powierzono funduszowi Broadcasting Commission, działającemu pod nazwą New Zealand on Air, czuwanie nad produkcją programów misyjnych emitowanych przez stacje państwowe i prywatne. Fundusz ten był utrzymywany z abonamentu, a po jego likwidacji – z budżetu państwa. Tamtejszej telewizji publicznej TVNZ (Television New Zealand) postawiono za główny cel maksymalizację wpływów finansowych, które miały dawać duże dochody budżetowi państwa. Ta pogoń za zyskiem spowodowała, że zniesiono wymogi w dziedzinie jakości programu oraz udziału produkcji krajowej. Po dekadzie zorientowano się, iż tego typu działanie przyniosło znaczne zubożenie kulturalne. Dlatego też w 1999 r. zaczęto przywracać państwowej telewizji charakter nadawcy publicznego zarówno poprzez reformę programową, jak i zdefiniowanie na nowo struktury organizacyjnej, tak by zbudować telewizję publiczną, która będzie postrzegała odbiorców jako obywateli, a nie konsumentów (zob. szerzej: K. Jakubowicz, Media publiczne, Warszawa 2007, s. 115).
Warto dodać, że media publiczne są obecne w większym czy mniejszym stopniu w wielu państwach, a ich siła i sposób finansowania zawsze mają wpływ na cały rynek mediów. Większość państw finansuje ich działalność jednocześnie ze źródeł publicznych i komercyjnych. Przy czym abonament lub dotacje z budżetu państwa tworzą zazwyczaj ponad połowę wpływów. W Polsce abonament stanowi ok. 32 proc. budżetu telewizji publicznej (przy czym ośrodki regionalne funkcjonują praktycznie tylko dzięki abonamentowi). W Szwecji i Norwegii – ponad 90 proc., w Niemczech – ok. 80 proc., w Wielkiej Brytanii – 75 procent. Finansowanie poprzez abonament zapewnia w dużym stopniu dostęp do programu publicznego wszystkim obywatelom. Pozwala też niezależnie od zmian ekip rządowych utrzymać stabilność zapewniającą sprawną działalność. Media te mogą więc wypełniać nałożone na nie cele społeczne, realizując dobry jakościowo program. Obywatele mają też możliwość większego nacisku na nadawcę w zakresie programu – gdyż to oni go utrzymują (w skrajnych przypadkach może dojść nawet do bojkotu abonamentu).
Płacimy, mamy prawo wymagać
Reforma abonamentu, jeśliby miała mieć miejsce, mogłaby co najwyżej dotyczyć jego demokratyzacji, która dałaby widzom i słuchaczom możliwość podjęcia decyzji, które stacje odgrywające rolę narodową (tylko takie stacje powinny być brane pod uwagę) będą otrzymywać ich pieniądze na realizację misji publicznej. Nie może jednak być tak, że to Platforma Obywatelska arbitralnie zdecyduje o tym za obywateli. Ponadto zadysponowanie majątkiem narodowym, jakim są niewątpliwie media publiczne, może odbyć się tylko za zgodą wszystkich Polaków. Próba wyprowadzenia tego majątku na zewnątrz na wzór prywatyzacji z lat 90. ubiegłego wieku byłaby grabieżą (chociaż trzeba przyznać, że niektórzy z polityków mają w tej dziedzinie wieloletnie doświadczenie).
Polacy mają prawo krytykować media publiczne i żądać od nich respektowania prawa. Mają też prawo wymagać poszanowania środków finansowych, które w znaczącej części pochodzą z abonamentu. Dlatego też na koniec przypomnę zapisy Ustawy o radiofonii i telewizji z 29 grudnia 1992 r., która w art. 21.2 mówi wprost:
„Programy publicznej radiofonii i telewizji powinny:
1) kierować się odpowiedzialnością za słowo i dbać o dobre imię publicznej radiofonii i telewizji,
2) rzetelnie ukazywać całą różnorodność wydarzeń i zjawisk w kraju i za granicą,
3) sprzyjać swobodnemu kształtowaniu się poglądów obywateli oraz formowaniu się opinii publicznej,
4) umożliwiać obywatelom i ich organizacjom uczestniczenie w życiu publicznym poprzez prezentowanie zróżnicowanych poglądów i stanowisk oraz wykonywanie prawa do kontroli i krytyki społecznej,
5) służyć rozwojowi kultury, nauki i oświaty, ze szczególnym uwzględnieniem polskiego dorobku intelektualnego i artystycznego,
6) respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki,
7) służyć umacnianiu rodziny”.
Telewizja Polska przyjęła też specjalny dokument zatytułowany „Misja Telewizji Polskiej S.A. jako nadawcy publicznego”, w którym uszczegółowiono działalność misyjną.
W stosunku do mediów publicznych powinniśmy więc domagać się przestrzegania przyjętego prawa, gdyż media te są własnością całego Narodu, który je utrzymuje, płacąc abonament, ale i oglądając reklamy, których cena uzależniona jest od liczby widowni. Dlatego wszelkie próby przejęcia mediów publicznych przez takie czy inne ugrupowanie lub też ich likwidacji, uwarunkowane partykularnymi celami, powinny budzić powszechny opór.
