Początek końca czy koniec początku?

Młyny sprawiedliwości, jak wiadomo, mielą powoli, ale mielą. W ten oto
sposób po 30 latach od wprowadzenia stanu wojennego uzyskaliśmy oficjalne
potwierdzenie, że podejmując uchwałę o stanie wojennym, Rada Państwa złamała
Konstytucję. Nawiasem mówiąc, samo podjęcie tej uchwały wyglądało bardzo
osobliwie, bo – jak opowiadał Ryszard Reiff, jedyny członek Rady Państwa, który
głosował przeciwko – wysłannicy WRON w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku
przywieźli wszystkich do Belwederu i tam padł rozkaz podjęcia uchwały, a
następnie zatwierdzenia dekretu o stanie wojennym.

Jak zauważył w swoim czasie mecenas Jan Olszewski, rozplakatowana uchwała nie
była podpisana przez nikogo, bo kiedy drukowano te obwieszczenia, nie było
wiadomo, kto w momencie ich rozklejania będzie przewodniczącym Rady Państwa. Ta
historia, a przede wszystkim ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego stanowi
dodatkowy argument przemawiający za oskarżeniem, jakie wobec generała
Jaruzelskiego i innych członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wysunął
Instytut Pamięci Narodowej – że brali oni udział w związku przestępczym o
charakterze zbrojnym, w którym generał Jaruzelski sprawował kierownictwo, a
który wśród wielu innych przestępstw dopuścił się również spisku przeciwko
państwu.
Charakterystyczne jest to, że po dość długim namyśle Trybunał wydał wyrok
jednogłośnie, bez żadnego zdania odrębnego, których tyle zdarzało się przy wielu
innych okazjach. Inna rzecz, że uzasadnienie zdania odrębnego w tej sprawie
byłoby nie tylko bardzo trudne, ale chyba również kompromitujące dla prawnika,
toteż jeśli nawet któryś z sędziów miał na to ochotę, to na takie ryzyko się nie
odważył. Ta jednomyślność Trybunału daje jednak do myślenia. Wprawdzie wyrok TK
pozwoli osobom poddanym w stanie wojennym represjom na dochodzenie
zadośćuczynienia za swoje krzywdy – i otrzymania takiej satysfakcji. Czy jednak
ta jednomyślność Trybunału nie oznacza aby, że generałowi Jaruzelskiemu i innym
członkom WRON nie spadnie włos z głowy? Bardzo możliwe, że wspomniany tempus
deliberandi, jaki wyznaczył sobie Trybunał, został wykorzystany na poczynienie
jakichś politycznych ustaleń, które umożliwiły Trybunałowi wydanie jednogłośnego
orzeczenia. Być może takie przypuszczenie jest przesadnie podejrzliwe, ale z
drugiej strony trudno nie być podejrzliwym, w sytuacji kiedy właśnie minęło 15
lat od oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Rosji, jakie pod adresem ówczesnego
premiera Józefa Oleksego publicznie wysunął minister spaw wewnętrznych w jego
rządzie Andrzej Milczanowski. Mimo że chodziło przecież o oskarżenie o zdradę
stanu, nikt nie został w tej sprawie pociągnięty do odpowiedzialności, a ktoś
przecież powinien – bo albo Józef Oleksy rzeczywiście był tym szpiegiem, a w
takim razie powinien dożywać swoich dni w więzieniu, albo szpiegiem nie był – a
w takim razie do więzienia powinien trafić Andrzej Milczanowski. Ta sytuacja
pokazuje, że ustanowiona w 1989 roku niepisana konstytucyjna zasada III
Rzeczypospolitej: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych – nadal
obowiązuje, więc nawet gdyby młyny sprawiedliwości obracały się znacznie
szybciej, byłoby tak samo bezpiecznie.

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj