Po prezydenckich wyborach w Rosji

Zwycięstwo Dmitrija Miedwiediewa w wyborach prezydenckich w Rosji było niejako z góry przesądzone. Warto jednak przy tej okazji zastanowić się, w którym kierunku podąża Rosja, a raczej czym ten kraj jest i jakie są jego główne problemy.

Na Rosję patrzymy jako na państwo, w którym nie ma demokracji, w którym rządzi wąska grupa ludzi związana z prezydentem Władimirem Putinem. Tymczasem wielu zapomina, że w czasach prezydenta Borysa Jelcyna, kiedy kwitła tzw. demokracja, władzę w kraju przejęli wielcy oligarchowie, którzy – a jakże, „uczciwie” – dorobili się na majątku państwowym. Chaos wzmagał się coraz bardziej, a mafie rozpleniły się do najniższego piętra życia społecznego. Wielcy oligarchowie, mając nieraz powiązania z kapitałem międzynarodowym, doprowadzili do parcelacji gospodarki rosyjskiej, prowadząc niekiedy bezwzględną politykę na Kremlu. Samą postać Putina „wymyślili” właśnie oligarchowie, w szczególności Borys Bieriezowski, który później przez tegoż samego Putina został oskarżony o korupcję i wyjechał z kraju. Wyjechali też inni, np. Roman Abramowicz; niektórzy zostali pozbawieni wolności, jak np. Michaił Chodorkowski. Idąc krok po kroku, posługując się tradycyjną rosyjską metodą walki politycznej, eliminował Putin kolejnych przeciwników, doprowadzając ostatecznie do przejęcia pełnej kontroli w kraju. Koncentracja władzy w jednych rękach zredukowała może tzw. demokrację, ale z drugiej strony ograniczyła również wpływy mafijne i uporządkowała życie kraju. Korupcja może nie zmalała, ale znalazła swe instytucjonalne ramy, w których różne podmioty „spokojnie” funkcjonują.


Nowe rozdanie w starych dekoracjach


Przejęcie pełnej kontroli przez państwo nad rosyjskimi surowcami dało Rosji olbrzymie możliwości gry na arenie międzynarodowej. Gaz i ropa to podstawowe surowce, dzięki którym wzrasta dobrobyt kraju. Ale są to również surowce, które pozwalają Kremlowi odzyskiwać kawałek po kawałku potęgę na arenie międzynarodowej. Życie polityczne Rosji niepozbawione jest brutalności (zabójstwo Litwinienki, Politkowskiej), ale w porównaniu z dawnymi czasami dzisiejsza dyktatura ma niezwykle łagodny charakter. Rosjanie mają pełny dostęp do świata tak za pośrednictwem internetu, jak i spore możliwości podróży. Władza zatem stara się zachować pozory demokracji, pozory potrzebne tak społeczeństwu rosyjskiemu, jak i obserwatorom zachodnim – z tego więc chyba powodu Władimir Putin oddaje formalnie władzę Miedwiediewowi. Jednakże cały wysiłek jest skierowany na to, aby realny układ się nie zmienił. Zależy na tym nie tylko Kremlowi, ale i zwykłym obywatelom. Wszyscy wiedzą, że w cywilizacji turańskiej, w jakiej ukształtowana jest Rosja, gdyby osłabła władza centralna, doszłoby do niebywale brutalnej walki o władzę i do chaosu, który pogrążyłby kraj.

Ocena sytuacji politycznej Rosji z punktu widzenia liberalizmu zachodniego jest mało sensowna. Pamiętajmy, że amerykańska gra na Bliskim Wschodzie, mająca na celu eksport „demokracji” do Iraku, zakończyła się niewyobrażalną klęską. Kraj został wepchnięty w nieustanną wojnę domową, w chaos, mordy i biedę dawno nieobecne na tym terenie. Wydaje się, że wprowadzenie zachodniej demokracji w Rosji mogłoby się zakończyć tym samym. Zmian cywilizacyjnych można tam dokonywać tylko stopniowo. Oczywiście Rosja oparta na jedynowładztwie ma swoją siłę, jednakże jest to też jej słabość. Siłę – bo mamy do czynienia z bardzo sprawną władzą. Wyobraźmy sobie jednak, co by się stało, gdyby np. przed kilku miesiącami zmarł prezydent Rosji. Najprawdopodobniej wszystkie biznesowe i militarne klany rzuciłyby się sobie do gardła i zaczęłoby się coś na kształt wojny domowej. Kraj popadłby w wielką smutę.


Syberia dla Chińczyków?


Pozostaje pytanie o ocenę polityki zagranicznej Moskwy, o nasze z nią relacje. Aby dobrze tę sytuację opisać, warto sięgnąć do numeru czasopisma „Myśl.pl” („Myśl.pl”, nr 7, 2007). Treści tam zawarte odbiegają od histerycznych antyrosyjskich schematów polskiej prasy prawicowej. Wręcz przeciwnie, mamy tam do czynienia z bardzo racjonalną oceną problemów, przed którymi stoi ten wielki kraj.

Otóż Rosja od dłuższego czasu wyludnia się, mając niezwykle zdegenerowane życie rodzinne na skutek zdemoralizowania społeczeństwa przez ateistyczny system komunistyczny. To z kolei grozi w przyszłości zmianami demograficznymi – w szczególności na Syberii – które mogą ten olbrzymi obszar przesunąć w kierunku panowania chińskiego. Państwo Środka to w perspektywie niezwykle silny przeciwnik Rosji w Azji, z którym Moskwa może sobie nie poradzić. Lech Hajdukiewicz pisze: „Chiny nie będą musiały używać całej potęgi swej armii, być może wystarczy im polityka 'wojny demograficznej’ i wpływów gospodarczych, aby przyparta do muru Rosja zdecydowała się na niewyobrażalne jeszcze dziś cesje na rzecz Państwa Środka” (L. Hajdukiewicz, (Nie)wielka Europejska Ruś, „Myśl.pl” nr 7, 2007, s. 22).

Kolejnym zagrożeniem jest odradzające się imperium perskie (Iran). Na skutek rozpadu Iraku Teheran dąży bardzo szybko nie tylko do wytworzenia broni nuklearnej, ale i do ekspansji poprzez eksport fundamentalistycznej ideologii, coraz bardziej popularnej nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w całym świecie islamskim. To z kolei uderza m.in. w interesy rosyjskie, szczególnie w byłych republikach sowieckich, takich jak np. Kazachstan. Rosja przy postępującej zapaści demograficznej może nie sprostać i temu zagrożeniu. Dlatego kręgi przywódcze Rosji zwracają się w kierunku prawosławia, aby ratować tkankę społeczną, by ratować siłę państwa. W tym sensie nacjonaliści rosyjscy niechętnie spoglądają na libertyńskie trendy idące do Rosji z Zachodu, a powodujące osłabienie kraju.


Trzeba rozmawiać


Biorąc to wszystko pod uwagę, musimy zdefiniować polską politykę zagraniczną w stosunku do wschodniego sąsiada. Jak już zaznaczyłem, należy bezwzględnie pozbyć się histerycznej demagogii, w sposób uproszczony podchodzącej do historii i na bazie histerycznie budowanych tez historycznych (czasy sowieckie): „Polska przeciwko Rosji”. Należy zrobić wszystko, aby uniezależnić naszą energetykę od dominacji rosyjskiej. Należy uniezależnić naszą politykę i ekonomię. Ale nie można twierdzić, że od Rosji musimy się odciąć. Jeśli ktoś tak twierdzi, niech się przyjrzy wszystkim innym krajom, począwszy od Niemiec, poprzez Francję, Włochy, Wielką Brytanię, a kończąc na USA. Wszystkim tym, którzy ową histerię w Polsce kreują, radzę trochę realizmu dla ochłody. Faktem jest, że Rosja odbudowuje swą potęgę imperialną. Ale czy nie można tak samo nazwać polityki amerykańskiej w Europie i Azji (Kosowo, Afganistan, Irak)? Istnienie państw środkowoeuropejskich po rozpadzie Związku Sowieckiego, w szczególności Ukrainy, daje nam możliwości bezpiecznego oddalenia się od Rosji i szukania próby porozumienia. Należy w tym przede wszystkim szukać polskiego interesu. Wszak cywilizacyjnie jesteśmy od nich daleko, ale pamiętajmy, że popadająca w liberalną degrengoladę Unia również nie jest cywilizacyjnie atrakcyjna. Ateistyczne państwo UE nijak się ma do chrześcijańskiego dziedzictwa Europy. Eksport relatywizmu o wiele bardziej do nas płynie z Zachodu, a nie ze Wschodu.

Rosji należy się bać, ale należy również robić z nią interesy. Zrozumieli to doskonale Węgrzy, którzy ostatnio podpisali zgodę na zbudowanie na swoim terytorium rosyjskiego Gazociągu Południowego. Przez ich kraj mogą więc przebiegać tak gazociąg rosyjski, jak i alternatywny w stosunku do Rosji gazociąg Nabucco. Wprawdzie działanie Węgrów idzie w poprzek tzw. europejskiej solidarności, ale Budapeszt doskonale wie, że owa solidarność to czysty mit. Skoro ani Niemcy, ani Francuzi, ani Włosi, ani Grecy czy Bułgarzy jej nie przestrzegają, dlaczego mieliby tego przestrzegać Węgrzy. Myślą o zabezpieczeniu swoich interesów. To w Warszawie powstała teoria o rzekomym istnieniu solidarności energetycznej. W imię tej solidarności nie chcieliśmy przed laty zbudowania drugiej nitki gazociągu jamalskiego, by ratować interesy Ukrainy. Dziś wydaje się niektórym, że są w stanie zmusić Unię Europejską do zbudowania wspólnej polityki energetycznej. Zapomniano wszakże, że istnieje czynnik, który rządzi Unią (Niemcy, Francja), a który nie życzy sobie takiej wspólnej polityki. Z mitologii politycznej warto więc zejść na ziemię i próbować zadbać o swój interes. Interes ten zaś jest definiowany prosto: Polska musi zdywersyfikować dostawy ropy i gazu; Polska jednak powinna wszelkimi siłami dążyć do uporządkowania stosunków z Rosją, pomimo że proces ten będzie bardzo trudny i obfitujący w olbrzymią liczbę przejściowych konfliktów.


Mieczysław Ryba
drukuj