Po głosy do Blidów

Po głosy wyborców lewicy
pojechał wczoraj Bronisław Komorowski na spotkanie z Henrykiem i Jackiem
Blidami, mężem i synem byłej posłanki SLD Barbary Blidy, która w 2007
r. popełniła samobójstwo podczas próby zatrzymania jej przez Agencję
Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Henryk Blida zadeklarował, że poprze
Komorowskiego w drugiej turze wyborów.

Bronisław Komorowski
mówił wcześniej, nie wykluczając spotkania z Henrykiem Blidą, że Barbara
Blida jest ofiarą państwa budowanego przez Prawo i Sprawiedliwość,
kraju lęku, podejrzliwości i strachu. – Ta atmosfera zaowocowała
śmiercią Barbary Blidy – twierdził Komorowski. Według prokuratury, Blida
była zamieszana w aferę węglową i miała pośredniczyć w przekazaniu
łapówki.
Jarosław Kaczyński, tak jak wcześniej Komorowski, był
gościem krajowego zjazdu Kółek i Organizacji Rolniczych. Ostatnie dni
kampanii w znacznej mierze przebiegają bowiem wokół jałowej dyskusji na
temat dopłat z Unii, a także stosunków Polski z Białorusią. Sztabowcy
Komorowskiego, szukając najwyraźniej jakiegoś zastępczego tematu
przykrywającego brak pozytywnej oferty ze strony swojego kandydata,
wymyślili, by kandydat Platformy rozpowiadał, że Jarosław Kaczyński to
zwolennik likwidacji dopłat. Kaczyński natomiast tłumaczy, że tak nie
jest, a na dowód pokazuje program Prawa i Sprawiedliwości przygotowany
specjalnie dla wsi, w którym o likwidacji dopłat nie ma mowy, wręcz
przeciwnie – mówi się w nim o dążeniu do tego, by nasi rolnicy
otrzymywali równie wysokie dopłaty jak rolnicy na zachodzie Europy. –
Zawsze byłem przeciwny likwidacji dopłat dla rolnictwa – mówił wczoraj
Kaczyński. Prezesowi PiS politycy PO zarzucali również, że jego partia
sprzymierzyła się w Parlamencie Europejskim z brytyjskimi
konserwatystami, którzy – zdaniem stronników Komorowskiego – chcą
likwidować dopłaty. Kaczyński przedstawił program brytyjskiej Partii
Konserwatywnej z lutego tego roku. Tłumaczył, że nie ma w nim mowy o
likwidacji Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, ale o jej
ustabilizowaniu.
Marszałek Komorowski, którego wiedza o wsi zdaje się
ograniczać do „konstatacji”, że kobiety z kół gospodyń wiejskich
zajmują się głównie tańcem i pieczeniem ciast – co wynikało z jego
wypowiedzi podczas wczorajszego spotkania z Kółkami Rolniczymi –
zapowiedział m.in. utrzymanie systemu Kasy Rolniczego Ubezpieczenia
Społecznego. Zaznaczył jednak, że najpierw trzeba sprawdzić, czy KRUS
jest „szczelny”. O zakusach na likwidację KRUS można było usłyszeć w
poprzednich latach od polityków Platformy Obywatelskiej.
Europoseł
Prawa i Sprawiedliwości, a kiedyś prezes PSL Janusz Wojciechowski
stwierdził, że Komorowski stracił okazję, żeby w sprawach wsi i
rolnictwa siedzieć cicho, tak jak siedział do tej pory, bo na tych
sprawach się nie zna. – Bronisław Komorowski mówił na przykład o tym, że
traktat akcesyjny gwarantuje polskim rolnikom równe dopłaty po 2013
roku. To oczywista nieprawda, ponieważ traktat akcesyjny niczego takiego
nie gwarantuje. A wręcz przeciwnie. Jeśli nic się nie zmieni, traktat
akcesyjny gwarantuje nierówność polskich rolników – stwierdził
Wojciechowski.
Deputowany ocenił, że jeżeli nie zmienią się zapisy
zawarte w traktacie akcesyjnym, to nasz kraj po 2013 roku znajdzie się
na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o
wysokość dopłat. Według Wojciechowskiego, w takim przypadku polski
rolnik mógłby liczyć na blisko 187 euro dopłaty do hektara, a niemiecki
już 344 euro. – To dopiero trzeba zmienić. A stać to się może w twardej
walce. Dlatego że oczywiście kraje starej Unii chcą bronić swoich
przywilejów, swoich wyższych dopłat. Zależy im na tym, żeby to utrzymać.
Do tego potrzebna jest bardzo silna akcja polityczna wszystkich sił
politycznych w Polsce z prezydentem Rzeczypospolitej na czele. Gdyby
prezydentem Polski został człowiek, który tego nie rozumie, byłby to
dramat dla polskich rolników, bo ta walka musiałaby być przegrana –
mówił Wojciechowski.
O ile sprawę dopłat wymyślili sami sztabowcy
Komorowskiego, o tyle dyskusję wokół Białorusi wywołał sam Kaczyński,
oświadczając podczas niedzielnej debaty, że o Białorusi chciałby jako
prezydent Polski rozmawiać z Rosjanami. Jeszcze kilka lat temu
Komorowski miał chyba jednak inne zdanie niż dzisiaj. Posłowie PiS
przypomnieli wypowiedź kandydata PO z 2006 roku, który stwierdził wtedy,
że „Białoruś pozostaje wyzwaniem dla polskiej polityki zagranicznej.
Sytuacja w tym kraju w znacznej mierze będzie funkcją polityki Rosji
wobec Mińska”. Przypomniano także wypowiedź byłego europosła, a obecnego
ministra obrony Bogdana Klicha, który na forum Parlamentu Europejskiego
stwierdził, że „temat Białorusi należy wprowadzić do agendy kolejnego
szczytu UE – Rosja, bowiem to Rosja dysponuje takimi narzędziami nacisku
politycznego i ekonomicznego, które mogą przyczynić się do złagodzenia
reżimu w Mińsku”. Deputowany PiS Paweł Kowal zauważył, że to w trakcie
tej kampanii prezydenckiej ze stanowiska szefowej związku Polaków na
Białorusi usunięta została Andżelika Borys, z którą reprezentanci PO
teraz nie rozmawiali, chociaż do takich spotkań dochodziło w czasie
poprzednich kampanii.

Artur Kowalski


drukuj