Platformie żyje się lepiej

Platforma Obywatelska czciła w sobotę dziesięciolecie istnienia. Podczas
konwencji partii, podsumowując 10 lat, a zwłaszcza jedyną i trwającą kadencję
rządów PO, o sprawach trudnych się nie mówiło. Ewentualne pytania obserwatorów o
drożyznę w sklepach, podwyżkę podatków, skok na pieniądze przyszłych emerytów
czy kolejne inwestycje drogowe, które w obliczu Euro 2012 stanęły pod dużym
znakiem zapytania, miały zasłonić doniesienia o następnych osobach, które
Platformie udało się pozyskać z konkurencyjnych obozów politycznych. Słuchając
wystąpień kolejnych politycznych gwiazd PO, można było z pewnością stwierdzić,
że w sobotę w całym kraju nie sposób byłoby znaleźć zgromadzonych w jednym
miejscu tak wielu pewnych siebie i z siebie zadowolonych ludzi, jak w gdańskiej
Ergo Arenie.

Tysiące działaczy Platformy Obywatelskiej zjechało w sobotę do hali Ergo Arena w
Gdańsku, aby świętować dziesiątą rocznicę powstania tej partii. Życzenia
"sukcesów, odwagi, siły i szczęścia" – nagrane i odtworzone na telebimie –
przekazał zgromadzonym Bronisław Komorowski. Prezydent stwierdził, że "Platforma
Obywatelska jest ciągle potrzebna", a on sam zostawił w niej "kawał serca".
Najważniejszym punktem sobotniej konwencji było wystąpienie przewodniczącego PO,
premiera Donalda Tuska. To jednak uczyniono ostatnim punktem imprezy. Zanim do
swoich działaczy wyszedł szef partii, zgromadzeni oglądali odtwarzane urywki
nagrań z wystąpień polityków PO, m.in. z kampanii wyborczych, pokazujące chwile
chwały tej partii, przerywane wywiadami i wystąpieniami na żywo największych
politycznych gwiazd Platformy.
Nie był to czas, kiedy mówiono o rzeczywistych skutkach ostatnich czterech lat
rządów Donalda Tuska: wysokim bezrobociu, olbrzymim zadłużaniu kraju, drożyźnie
czy podwyższaniu podatków. Gwiazdy PO, m.in. Bogdan Klich, Cezary Grabarczyk,
Jacek Rostowski – przedstawiony jako "pogromca deficytu", Ewa Kopacz, Grzegorz
Schetyna czy Hanna Gronkiewicz-Waltz, opowiadały o swoich sukcesach i o
"optymizmie". Nasuwało się tylko pytanie, czy ci ministrowie i prominentni
politycy PO rzeczywiście rządzą w Polsce i czy mają świadomość tego, co naprawdę
w kraju się dzieje. Jest jednak oczywiste, że ich słowa skierowane były przede
wszystkim do zwykłych działaczy Platformy, którzy do Gdańska zjechali
niejednokrotnie z dalekiej prowincji i którzy doskonale wiedzą, jak naprawdę
żyje się dziś pod rządami ich partii zwykłym ludziom – by nie tracili wiary i
dalej z przekonaniem opowiadali i obiecywali wyborcom, że będzie żyło się
lepiej.

Owacje za brak dróg
Szczególnie doceniana wśród działaczy PO musi być działalność ministra
infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Nie szkodzi, że kolejne obiecywane przez
niego na Euro 2012 odcinki dróg na mistrzostwa Europy nie będą gotowe, nie
zaszkodził też zimowy chaos na kolei – ludzie zmuszani do wsiadania do pociągów
oknami, za co szef resortu infrastruktury ponosi polityczną odpowiedzialność.
Takich owacji jak Grabarczyk – z wyjątkiem premiera Donalda Tuska – nie dostał
podczas sobotniej konwencji nikt inny.
Oczekiwany przez działaczy swojej partii premier Donald Tusk widowiskowo
przesuwał się w stronę mównicy. Długie minuty zajęło przewodniczącemu Platformy
przebycie drogi przez halę wśród zgromadzonych – prowadzony niczym obrońca
mistrzowskiego pasa, wśród tłumu widzów, na zawodowy ring bokserski. Donald Tusk
mówił, iż przed 10 laty Platforma Obywatelska to był "poryw serca". – Ale dziś
nikt nas nie będzie oceniał na podstawie naszych wzruszeń. Dzisiaj wszyscy
Polacy będą oceniać nas za władzę, jaką wykonujemy – mówił premier. Do działaczy
swojej partii zwrócił się, by "uczciwie powiedzieć Polsce, co zrobiliśmy przez
10 lat dla naszej Ojczyzny". – Nie możemy ani przez sekundę zapomnieć, że 40 mln
ludzi, 40 mln Polaków żyjących w samym sercu Europy, że te miliony Polaków mają
bardzo twarde, surowe wymagania wobec tych, którzy ośmielają się prosić o władzę
– mówił przewodniczący PO.

Tusk przed księdzem nie uklęknie
Premier zaznaczył, że Polska potrzebuje dzisiaj wielkiego zrywu, lecz nie
dlatego, że coś nam grozi, ale dlatego, że mamy "nadzwyczajną szansę". –
Jesteśmy o krok od tego, a prezydencja Polski w Europie jest kapitalnym momentem
do tego, żeby powiedzieć: Polska jest jedną z najdumniejszych ojczyzn dla swoich
rodaków, nie tylko na naszym kontynencie. Nie ma już powodu do żadnego wstydu,
do żadnych kompleksów – stwierdził. Jak zaznaczył, jego partia zrobiła wielki
wysiłek, aby "Polacy mogli iść wyprostowani i z dumą patrzeć w oczy innym
nacjom". – Zbudowaliśmy po latach rząd, który – popełniając błędy i mając
sukcesy na koncie – idzie do Polaków wyprostowany i z podniesionym czołem.
Wiecie dlaczego? Ponieważ dzisiaj w Polsce – i pokazały to także te 4 lata
kryzysu – władze publiczne, ci, których wybrali Polacy, dzisiaj nie kłaniają się
nisko tym, którzy mają siłę, dysponują możliwością przemocy, którzy chcą
wykorzystać swoją siłę do tego, aby jedni słabsi stracili, a oni zyskali – mówił
premier Tusk. – Ten rząd dziś i – jeśli wygramy – nasz przyszły rząd nie będzie
się nisko kłaniał ani bankierom, ani związkowcom, nie będziemy klęczeli przed
księdzem, bo do klęczenia jest kościół przed Bogiem, a nie przed księdzem –
dodał. Szef partii zaznaczył, iż ta "wielka obywatelska platforma" uklęknąć może
"przed tymi, którzy dają nam pracę i zlecą robotę do wykonania".
Donald Tusk na podstawie odbytej gospodarskiej wizyty dokonał też diagnozy
sytuacji w kraju. – Wczoraj z premierem Norwegii byłem w gdańskiej stoczni
remontowej i obok, w dawnej północnej, gdzie buduje się znowu statki. Spotkałem
dumnych, szczęśliwych stoczniowców. Chcę wam powiedzieć, że tak jak ze
stoczniami, jak z wieloma innymi sprawami w Polsce my jesteśmy od tego, żeby,
kiedy nawet najostrzej nas krytykują, podejmować twarde decyzje, odważne
decyzje, ale po to, żeby później móc zacząć od nowa robić rzeczy dobre –
stwierdził Tusk, zaznaczając, że teraz stocznie stają na nogi i konkurują ceną.

Teraz polska Barcelona
Nie mniej interesującym punktem sobotniej konwencji PO niż wystąpienie premiera
miało być przedstawienie nowych nabytków Platformy Obywatelskiej, pozyskanych ze
środowiska politycznych konkurentów. Na kilka dni przed konwencją spekulowano,
że Platformę zasilą była szefowa kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego i
szefowa PJN Joanna Kluzik-Rostkowska oraz były europoseł SdPl, były minister
spraw zagranicznych Dariusz Rosati. Oboje na konwencji Platformy zabrali głos.
Podobnie jak pozyskany przed miesiącem z szeregów SLD Bartosz Arłukowicz.
Zapisanie się do Platformy ogłosił też – dotychczas bezpartyjny – marszałek
Senatu Bogdan Borusewicz. Premier Tusk podkreślał, że Platforma jest miejscem
dla tych, którzy chcą Polsce dobrze służyć.
– Niektórzy zadają sobie pytanie: jak to możliwe – Bartosz Arłukowicz, Joanna
Kluzik-Rostkowska, Dariusz Rosati – ale tym wszystkim odpowiedzmy: możecie tak
pytać o każdego z nas na tej sali, o każdego z nas bez wyjątku – mówił szef
rządu, informując, iż Platforma od 10 lat buduje "taką polską Barcelonę". – Ja
tam nie będę mówił, kto Messi, kto Guardiola, kto… i tak dalej, ale po to
budujemy polską Barcelonę, po to chcemy, aby z nami pracowali najlepsi ludzie –
nie pytamy o narodowość, kolor skóry. Pytamy, czy chcą grać, czy chcą wygrywać,
czy chcą walczyć dla swojego klubu. Więc ja was pytam, czy chcecie walczyć o to,
żeby Polska była coraz mocniejsza, żeby Polakom żyło się w Polsce coraz lepiej,
czy chcecie lojalnie dla Ojczyzny działać każdego dnia. Nie odepchniemy nikogo,
nie odrzucimy nikogo. Bo to jest zadanie rzeczywiście dla wszystkich Polaków –
powiedział premier.

Godność Kluzik-Rostkowskiej
Wcześniej, zanim głos zabrały nowe twarze Platformy, o swoich wrażeniach "nowego
w Platformie" opowiadał Radosław Sikorski, który związek z PiS zamienił na PO. –
Stojąc przed wami, pamiętam, że nie byłem tu w dniu narodzin. Przystąpiłem w
2007 roku w Gnieźnie, gdy Platforma Obywatelska dołowała w sondażach. Znajomi
przestrzegali mnie przed błędem: będziesz kwiatkiem do kożucha – mówili. Dziś
mogę powiedzieć: pokażcie mi inną partię, która w ciągu czterech lat powierzy
człowiekowi poważny urząd, da mu szansę w prawyborach, wybierze
wiceprzewodniczącym i zleci koordynowanie prac programowych. Dziękuję ci,
Platformo. A wdzięczność, którą odczuwam, daje mi jednocześnie prawo do
powiedzenia innym: chodźcie z nami – mówił Radosław Sikorski.
Bartoszowi Arłukowiczowi czy Joannie Kluzik-Rostkowskiej mogły się tylko oczy
zaświecić na wieść, na jakie to stanowiska i zaszczyty mogą liczyć, jeśli tylko
gorliwie, jak Sikorski, będą "dorzynać watahy". Arłukowicz, oprócz pierwszego
miejsca na szczecińskiej liście PO do Sejmu, otrzymał już od razu wysoko
wynagradzane stanowisko sekretarza stanu w kancelarii premiera. Tego, że
Kluzik-Rostkowska miałaby startować z pierwszego miejsca na liście PO w Rybniku,
podczas sobotniej konwencji oficjalnie jednak nie ogłoszono.
"Witaj, Joanno" – tym słowami Sławomir Nowak powitał Kluzik-Rostkowską na
konwencji PO. Sama posłanka też dała wyraz temu, jak dobrze czuje się w
otoczeniu Tuska, Schetyny, Grabarczyka, Sikorskiego czy Rostowskiego. – Bardzo
mi się podoba wasze towarzystwo. Jestem tu dzisiaj z wami również dlatego, że
wierzę, że podzielam wasze marzenia, że podzielam marzenia was wszystkich o
wolnej, bogatej i dobrze urządzonej Polsce – mówiła. – Jestem dzisiaj z wami
dlatego, że wierzyłam i wierzę, że Polacy chcą pokoju, nie wojny, że Polacy chcą
miłości, nie nienawiści. Jednym słowem, jestem dzisiaj z wami, ponieważ jest mi
z wami po drodze – zapewniła secesjonistka.
Jarosław Kaczyński czy Donald Tusk, PiS, PJN czy Platforma – różnicy Joannie
Kluzik-Rostkowskiej zdaje się to nie robić. A jeszcze niedawno, gdy pojawiły się
spekulacje, iż może zasilić szeregi Platformy, wypowiadała się stanowczo: –
Uważam to za uwłaczające mojej godności, mojemu honorowi wyobrażanie sobie, że
ja mogę opuścić swój zespół i bez tego zespołu gdzieś sobie pójść – oświadczała
Kluzik-Rostkowska w Sejmie przed telewizyjnymi kamerami i mikrofonami
reporterów.

 

Artur Kowalski

drukuj