Plan ratunkowy dla stoczni

Mało które decyzje polskich sądów mają wpływ na przyszłość firmy mającej
pół miliarda złotych na koncie, a której likwidacja może doprowadzić do upadku
setek innych zakładów oraz utraty kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy. Takie
właśnie decyzje podjęły w tym roku dwa różne sądy. Stoczniowcy czekają jeszcze
na postanowienie Sądu Okręgowego w Szczecinie w sprawie przyszłości Stoczni
Szczecińskiej Porta Holding SA w upadłości. W maju sąd okręgowy odmówił wydania
zgody na zawarcie przez stocznię ugody z wierzycielami. Jednak pełnomocnik
zarządu SSPH złożył przed kilkoma dniami kolejne zażalenie w tej sprawie. Zarząd
chce dzięki porozumieniu z wierzycielami wykorzystać prawie pół miliarda złotych
zdeponowanych na koncie syndyka do wznowienia działalności na bazie majątku
obecnej Stoczni Szczecińskiej Nowa.

Bardzo ważne dla stoczniowców jest też inne postanowienie, tym razem Sądu
Apelacyjnego w Warszawie ze stycznia tego roku. Po kilku latach uchylił on
wcześniejszą decyzję stołecznego sądu okręgowego w sprawie umowy, na podstawie
której Skarb Państwa przejął kontrolę nad szczecińskim przedsiębiorstwem i
utworzył Stocznię Szczecińską Nowa. To właśnie jej majątek usiłuje właśnie
zlicytować zarządca kompensacji na wniosek Skarbu Państwa.
Co to oznacza? Zdaniem ekspertów, co najmniej to, że Skarb Państwa licytuje
majątek firmy, która do niego nie należy…

Państwo licytuje nie swoją firmę?
Sąd apelacyjny podał bowiem w wątpliwość to, czy zobowiązania finansowe
towarzyszące operacji przejęcia przez Skarb Państwa udziałów w firmie Allround
Ship Service, która w 2002 r. dysponowała najważniejszymi składnikami majątku
Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA, stanowiły wystarczający ekwiwalent za
przejęcie 100 proc. udziałów w Allround Ship Service. "Sąd Okręgowy na skutek
nie dość analitycznej oceny pochopnie nadał charakter ekwiwalentności
świadczeniu kupującego" – wskazał sąd apelacyjny w uzasadnieniu postanowienia,
które dopiero niedawno dotarło do stoczniowców.
Zdaniem Krzysztofa Piotrowskiego, prezesa Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA
w upadłości, warszawski sąd podzielił w ten sposób wątpliwości co do tego, czy
Ministerstwo Skarbu Państwa ma prawo dysponowania majątkiem stoczni, który
przejął w 2002 roku.

Jeden majątek, dwie stocznie
Wtedy właśnie rząd Leszka Millera doprowadził do upadłości prywatnej spółki,
której – co również jest sprawą dyskusyjną – miał ok. 9 proc. akcji na
okaziciela. W dodatku akcje te zgubił. – Na jakiej więc podstawie teraz zarządca
kompensacji dokonuje licytacji majątku stoczni na wniosek Ministerstwa Skarbu
Państwa? – dziwią się stoczniowcy. – W ten sposób zrujnowano firmę, która w dniu
ogłoszenia upadłości miała prawie pół miliarda złotych na koncie, płaciła
podatki, przynosiła zyski i nie korzystała ani z pomocy, ani z gwarancji
państwowych – mówi Andrzej Strzeboński, wiceprezes Stoczni Szczecińskiej Porta
Holding SA w upadłości.
To ewenement na skalę europejską. Podobny jak funkcjonowanie nowo utworzonego
podmiotu – Stoczni Szczecińskiej Nowa, zarządzanego już przez nowy zarząd i –
jak się okazało – na nowych warunkach.
Według różnych ocen, w Stocznię Szczecińską Nowa wpompowano ok. 5 mld zł ze
środków publicznych. Mimo to w sytuacji światowej koniunktury produkowała
kilkakrotnie mniej statków niż jej poprzedniczka i przynosiła straty. Zdaniem
stoczniowców, sprawą powinna się zainteresować prokuratura.

Bezprawna licytacja
Zdaniem przedstawicieli Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego w
Polsce, jedynym podmiotem uprawnionym do dysponowania majątkiem stoczni jest
Stocznia Szczecińska Porta Holding SA w upadłości.
Także senator Krzysztof Zaremba, który z powodu sporu o traktowanie polskich
stoczni porzucił legitymację Platformy Obywatelskiej, uważa, że Skarb Państwa
nie ma już tytułu do dysponowania majątkiem szczecińskiej stoczni. W jego
opinii, potwierdził to właśnie wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Jak uważa
były senator PO, właśnie dlatego Agencja Rozwoju Przemysłu nie odważyła się
stanąć do wtorkowego przetargu, by kupić majątek szczecińskiej stoczni.
Tymczasem to właśnie agencja i MSP mamili stoczniowców planami wznowienia
działalności produkcyjnej dzięki znalezieniu inwestora i włączeniu stoczni do
Specjalnej Strefy Ekonomicznej Euro Park Mielec.
To zaś oznacza, że wtorkowy przetarg na majątek Stoczni Szczecińskiej Nowa
został przeprowadzony niezgodnie z prawem. Sprzeczny z prawem będzie także
kolejny przetarg zaplanowany na wrzesień. Taką opinię podziela prof. Artur
Śliwiński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, który w przeszłości pełnił
funkcję syndyka. – Jeśli państwo nabyło majątek stoczni z pogwałceniem prawa,
dziś zarządca kompensacji nie może również organizować licytacji. Za takie
działania można dostać wyrok nawet wieloletniego więzienia – ocenia prof.
Śliwiński.
Do kogo w takim razie należy majątek stoczni? Zdaniem Stowarzyszenia Obrony
Stoczni i Przemysłu Okrętowego w Polsce, do wierzycieli stoczni. Zwracają oni
uwagę, że wyrok sądu apelacyjnego potwierdza to stanowisko.

Przyszłość stoczni w rękach sądu…
Lista wierzycieli Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA obejmuje głównie firmy
kooperujące wcześniej ze stocznią, przede wszystkim zakłady Hipolit Cegielski
Poznań SA i niektóre banki. Choć jest niemal kompletna, Sąd Okręgowy w
Szczecinie po 8 latach dociekań uznał niedawno, że brakuje jeszcze niektórych
danych. Na tej podstawie odmówił zgody na wszczęcie postępowania układowego z
wierzycielami.
Jednak pełnomocnik zarządu Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA w upadłości
złożył przed kilkoma dniami kolejne już zażalenie na tę decyzję. Stoczniowcy nie
ukrywają, że liczą również na to, iż decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie
będzie bardzo pomocna w walce o ratowanie stoczni.
Uporządkowanie sytuacji prawnej stoczni może jednak potrwać. Dlatego zarząd SSPH
SA zaproponował Skarbowi Państwa nawet odkupienie udziałów, mimo że państwo
najprawdopodobniej nie ma żadnych praw do majątku stoczni. Wszystko po to, by
zapobiec rozbiciu jej majątku i wznowić wreszcie produkcję. Zdarzały się bowiem
już przypadki kradzieży mienia stoczni, które – jak alarmują stoczniowcy –
praktycznie nie jest zabezpieczone, choć jest to obowiązkiem zarządcy
kompensacji. – Złożę doniesienie w tej sprawie do prokuratury – zapowiada
senator Zaremba.

…i rządu
– Jedyną szansą na odbudowę przemysłu stoczniowego w Szczecinie jest restytucja
firmy Stocznia Szczecińska Porta Holding – uważa szczeciński senator. Jego
opinię podziela Krzysztof Grocki z Międzyzakładowej Organizacji Wolnego Związku
Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej "Stoczniowiec" ze Szczecina.
Zaznacza, że zwolnieni pracownicy są w stanie szybko wrócić do pracy. –
Pracownicy są. Niektórzy pracują sezonowo albo na czarno, bo obecnie nie ma
legalnej pracy. Wystarczyłby sygnał i ludzie by wrócili! – wskazuje.
Plan zarządu SSPH SA firmowany przez prezesa Krzysztofa Piotrowskiego, który w
latach 90. już raz postawił stocznię szczecińską na nogi, podziela także Andrzej
Jaworski, były prezes Stoczni Gdańsk SA. – Myślę, że prezes Krzysztof Piotrowski
ze swoim doświadczeniem jest w stanie wykorzystać potencjał stoczni i uruchomić
w niej produkcję szybko, sprawnie i dobrze – zaznacza. – Każdy normalny rząd
powołałby zespół do opracowania warunków wsparcia dla inwestora, który chciałby
przejąć stocznię i zapewnić jej rozwój. Niestety, tego rządu nie stać na to –
zauważa z żalem Jaworski.
Wskazuje ponadto, że właśnie teraz jest dobry czas na wznowienie produkcji,
ponieważ znów poprawiła się koniunktura na rynku stoczniowym. Z kolei prezes
Strzeboński dodaje, że stocznia już dziś miałaby zamówienia na statki, gdyby
tylko udało się wznowić produkcję.
Jednak plany te wciąż blokuje stanowisko sądu i… obecny rząd, a ściślej MSP,
które – jak mówi były polityk PO, – zachowuje się w sposób skandaliczny.
– W ubiegłym roku polski rząd poświadczył nieprawdę, występując przed Komisją
Europejską i stwierdzając, że w 2001 r. Stocznia Szczecińska Porta Holding SA
była firmą państwową i otrzymała pomoc publiczną. Ani nie była państwowa, bo
była spółką prywatną, ani nie otrzymała wsparcia ze strony państwa. Zbudowała
161 statków bez złotówki pomocy ze strony państwa – podkreśla oburzony senator.
Jak zaznacza – teraz rząd ma szansę się zrehabilitować, zgadzając się na jedyny
realny plan ratowania stoczni.

Polsce nie potrzeba stoczni?
Senator Zaremba dziwi się stanowisku obecnego rządu. – Dziś stocznie niemieckie,
ustami jednego z prezesów, przyznają, że w procesie ich restrukturyzacji bardzo
pomogło to, iż nie mają konkurencji ze strony Stoczni Szczecińskiej – wskazuje
były polityk PO. – Z budżetu niemieckiego udzielono dwóm niemieckim stoczniom
326 mln euro pomocy w formie gwarancji państwowych – dodaje, podkreślając, że
Niemcy uznali, że przemysł stoczniowy jest jednym z filarów ich gospodarki, a
przecież jest ona o wiele lepiej rozwinięta niż polska.
W ten sposób, blokując wznowienie produkcji stoczniowej, rząd polski działa na
korzyść niemieckich firm! – Los stoczni jest teraz w rękach sądu i Ministerstwa
Skarbu Państwa, które musi wyrazić zgodę na postępowanie ugodowe z
wierzycielami. Ani władze PO, ani rząd tego nie czynią. Uważam takie zaniechanie
za szkodę dla polskiego interesu gospodarczego – mówi wprost senator Zaremba.
Z kolei wiceprezes SSPH SA Andrzej Strzeboński dziwi się stanowisku rządu, tym
bardziej że właśnie propozycja zarządu spółki jest odpowiedzią na większość
problemów ze szczecińską stocznią – zgadzając się na plan zarządu, Skarb Państwa
pozbywa się problemu, nie dopłacając ani złotówki. Mało tego, dzięki wpływom z
wykupu swoich wątpliwych udziałów, daje szansę na wznowienie produkcji
największego zakładu w regionie i zatrudnienie co najmniej tysiąca zwolnionych
pracowników!
Wiceprezes Strzeboński podkreśla, że wznowienie działalności stoczni to także
sposób na podtrzymanie produkcji w kilkuset firmach w kraju kooperujących ze
stocznią i zatrudnienie ok. 80 tys. Polaków.
– Statki są ostatnim wysoko przetworzonym polskim produktem eksportowym, wyrazem
polskiej myśli technicznej, wytworzonym w oparciu o sprzedaż polskich
materiałów, i to bardzo wysokiej jakości. Mówiąc językiem motoryzacyjnym,
stocznia budowała jednostki klasy Ferrari – dodaje z kolei senator Zaremba.
Eksperci bardzo dobrze wiedzą, że na światowych rynkach zarabia się najlepiej na
sprzedaży gotowych produktów. Tymczasem polskie firmy do tej pory pracują w
większości jako podwykonawcy lub dostawcy. A przecież sprzedaż każdego statku
"pod klucz", stocznia eksportowała nie tylko swoje produkty i usługi, lecz także
co najmniej kilkuset polskich firm.
 

Mariusz Bober

drukuj