PiS gotowe do walki o samorządy
Zdobycie 35-40 procent głosów w listopadowych wyborach samorządowych można
będzie uznać za sukces Prawa i Sprawiedliwości – takie przynajmniej są
oczekiwania w partii. Działacze PiS liczą na powiększenie swojego stanu
posiadania w tych województwach, gdzie partia jest od lat mocna i gdzie ostatnie
wybory prezydenckie wygrał Jarosław Kaczyński. Do ostatniej chwili trwały
rozmowy na temat kandydatów na prezydentów największych miast: w Warszawie PiS
poprze Czesława Bieleckiego, byłego posła AWS, a w Krakowie Andrzeja Dudę,
byłego ministra w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Sporym sukcesem PiS jest
namówienie do startu w Łodzi Witolda Waszczykowskiego, byłego wiceministra spraw
zagranicznych i wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. On z tej trójki ma
największe szanse na zwycięstwo.
Sondaże mówią, że poparcie dla PiS zbliża się do 30 proc., ale jak podkreślają
politycy największej opozycyjnej partii, ich notowania zawsze są zaniżane i
podczas wyborów partia ta osiąga dużo lepsze wyniki. Dlatego do listopadowego
głosowania podchodzą z optymizmem, tym bardziej że – jak podkreśla
przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak – notowania PO mają
tendencję spadkową, a sondaże zawyżają w dodatku poziom poparcia dla partii
rządzącej. PiS ma sprzyjać choćby rosnące niezadowolenie z dokonań gabinetu
Donalda Tuska, zwłaszcza że wyborom będą towarzyszyły liczne manifestacje i
protesty przeciwko polityce rządu.
Rada Polityczna PiS ma podjąć w sobotę decyzję w sprawie kształtu list w
wyborach do sejmików wojewódzkich. Wybory do sejmików będą najbardziej
wiarygodnym probierzem popularności każdej ze startujących partii. Wszak
wystawiają one listy pod własnym szyldem, podczas gdy w wielu gminach tworzone
są, także przy poparciu dużych partii, komitety lokalne. Dlatego także PiS
przywiązuje dużą wagę do głosowań na radnych sejmików – one muszą być ustalone
jak najszybciej.
Mocni na wschodzie i w centrum
W PiS liczą na sukces głównie w tych regionach, gdzie wpływy partii są
tradycyjnie silne, czyli w Polsce Wschodniej i Centralnej, czyli w
województwach: podlaskim, lubelskim, podkarpackim, małopolskim, świętokrzyskim,
łódzkim i mazowieckim. Choć akurat w tym ostatnim, największym województwie, za
partią Jarosława Kaczyńskiego opowiedzą się prawdopodobnie mniejsze ośrodki, a
za PO – Warszawa i okolice. W niektórych regionach PiS będzie mogło rządzić w
sejmikach nawet samodzielnie, w innych osiągnięcie bardzo dobrego wyniku stwarza
temu ugrupowaniu szansę zbudowania silnej i trwałej koalicji.
Osoba z Rady Politycznej PiS podkreśla, że możliwe jest np. nawiązanie
współpracy z PSL, bo choć partia Waldemara Pawlaka jest związana umową
koalicyjną z Platformą, to przecież nie przekłada się ona na samorządy. Tak
zresztą otwarcie mówią również prominentni działacze PSL. – Poza tym część
ludowców z terenu z chęcią dałaby Platformie Obywatelskiej lekkiego prztyczka w
nos za serię upokorzeń, jakie Tusk zaserwował im podczas trzyletnich rządów –
mówi polityk PiS, który od dawna prowadzi "ciche sondażowe negocjacje" z PSL i
zna nastroje panujące wśród ludowców. Na podstawie również tych przesłanek Prawo
i Sprawiedliwość może realnie myśleć także o sukcesie na Mazowszu, gdzie – w jak
wielu innych województwach – rządzi koalicja PO – PSL.
Ludowcom taka zmiana partnera w rządzeniu (zakładając oczywiście, że i oni
zdobędą dobry wynik gwarantujący PSL rolę języczka u wagi przy tworzeniu władz
województw) może odpowiadać także w kontekście przyszłorocznych wyborów
parlamentarnych jako swego rodzaju demonstracja odcięcia się od zadłużającego
państwo i nieradzącego sobie z gospodarką rządu Donalda Tuska. Zresztą Platforma
także wysyła sygnały, że nie musi być skazana na sojusz z PSL, ale ma w zanadrzu
jeszcze lewicę, co otwartym tekstem mówił w tygodniku "Wprost" premier Tusk. Co
prawda był on pytany o wybory parlamentarne, ale koalicji PO – SLD nie można
wykluczyć już za kilka miesięcy w niektórych sejmikach. I w tym kontekście ma
rysować się szansa także dla PiS na umocnienie wpływów w samorządach.
Ważna będzie także walka o objęcie jak największej liczby foteli prezydentów,
burmistrzów i wójtów. Poseł Krzysztof Jurgiel mówi, że dotychczasowi włodarze
miast i gmin z PiS powinni być raczej spokojni o to, że znowu zostaną przez
partię wystawieni w tegorocznych wyborach. – Ale ostateczną decyzję podejmują
statusowe organy działające w powiatach – zastrzega Jurgiel – bo może się
przecież zdarzyć, że ktoś takiej rekomendacji z różnych względów nie dostanie.
Ale na decyzje jest jeszcze czas.
Kto w dużych miastach
Co jednak znamienne, znani parlamentarzyści PiS nie kwapili się do startu w
wyborach na prezydentów niektórych największych miast, jak Warszawa, Wrocław czy
Gdańsk, choć pokonanie urzędujących prezydentów nie jest wykluczone. W
metropoliach uważanych za bastiony PO szansę mają osoby "z nazwiskami",
niekoniecznie nawet należące do PiS. Jeden ze współpracowników prezesa
Kaczyńskiego mówi, że posłowie, których brano pod uwagę przy kandydaturach na
prezydentów dużych miast, często sami rezygnowali, obawiając się porażki. – Za
późno bierzemy się za promocję naszych kandydatów i niektórzy się wycofali,
obawiając się osiągnięcia zbyt niskiego wyniku. To by zaś stanowiło rysę na ich
politycznej biografii – przyznaje samokrytycznie jeden z posłów PiS. – Choć na
pewno przeszkodziły w kampanii przedterminowe wybory prezydenckie, wszak po 10
kwietnia cały kalendarz wyborczy, także samorządowy, praktycznie został
całkowicie odwrócony – dodaje polityk. Dlatego te wybory mają być szansą na
wypromowanie nowych osób.
Szturm na Łódź
W Warszawie PiS wystawia znanego architekta Czesława Bieleckiego, już nieco
zapomnianego byłego posła AWS, który w ten sposób wróci do polityki. Upadła
kandydatura Pawła Poncyljusza, a inni znani działacze nie zgłaszali ambicji
startowania w wyborach. Wcześniej pojawiały się jednak informacje, że start w
wyborach w stolicy rozważa sam Jarosław Kaczyński, co w partii jest dementowane.
– To informacja medialna, nic więcej – komentował kilka dni temu poseł PiS
Jarosław Zieliński. Atutem Bieleckiego w Warszawie ma być to, że nie jest
członkiem PiS, a w kwestiach gospodarczych można go uważać za liberała.
Większe szanse niż Bielecki w Warszawie ma na zwycięstwo w Łodzi Witold
Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych, negocjator umowy z USA w
sprawie tarczy antyrakietowej i były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. W
Łodzi silnego kandydata nie ma ani PO, ani żadne inne ugrupowanie, a
Waszczykowski jest najbardziej z nich znany. Ponadto Łódź to miasto z dużym
prawicowym elektoratem, czego dowodem jest to, że dwa razy wygrywał tam Jerzy
Kropiwnicki.
Duże nadzieje PiS wiąże także ze startem Andrzeja Dudy w wyborach na prezydenta
Krakowa. Jest on utalentowanym prawnikiem, ministrem w Kancelarii Prezydenta
Lecha Kaczyńskiego. Jego atuty to młodość, ale i spore doświadczenie polityczne
oraz obycie z mediami. W Szczecinie dobry wynik może osiągnąć senator Krzysztof
Zaremba, który odszedł z PO i przeszedł do opozycji w proteście przeciwko
zgodzie rządu Donalda Tuska na likwidację polskiego przemysłu stoczniowego. A na
Pomorzu Zachodnim to bardzo ważna kwestia. Na Podkarpaciu z kolei jednym z
głównych zadań dla PiS jest zwłaszcza odzyskanie władzy w Rzeszowie. Na
usprawiedliwienie największej partii opozycyjnej rezygnującej z walki o niektóre
miasta trzeba zaznaczyć, że podobną strategię przyjmuje także PO, która również
niezbyt się kwapiła ze zgłaszaniem kandydatów na prezydenta Wrocławia czy
Poznania. I pozostaje jej poparcie obecnych prezydentów, którzy nie należą do
PO, albo wystawienie mniej znanych pretendentów z małymi czy wręcz nikłymi
szansami na końcowy sukces.
Na 16 października PiS planuje swoją krajową konwencję wyborczą. – Przedstawimy
na niej samorządowy program ogólnopolski i oddzielnie szesnaście programów dla
każdego z województw – mówi poseł Krzysztof Jurgiel. – Do tego czasu powinny
zostać ułożone listy wyborcze i ustalone nazwiska kandydatów na prezydentów,
wójtów i burmistrzów – dodaje. Konwencja ma być początkiem oficjalnej kampanii
wyborczej PiS.
Krzysztof Losz
