Pierwsza Niedziela Adwentu
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.
Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
By serca nie stały się ociężałe
Po co jest Adwent? To pytanie zapewne wielu skwitowałoby wzruszeniem ramion. No właśnie, po co? Żeby przygotować się na Święta Bożego Narodzenia? Niewątpliwie tak, ale to chyba trochę za mało – bo samo „przygotowanie do świąt” można rozumieć bardzo różnie, wręcz sprowadzić je do biegania po sklepach i łapczywego spoglądania na wystawy, przeplatanego z niespokojnym przeliczaniem w myślach zawartości portfela: czy wystarczy?…
Można też przytoczyć katechizmową formułkę, że Adwent to oczekiwanie na przyjście Pana. Ale samo oczekiwanie także może być bardzo różne – są oczekiwania niecierpliwe, pełne nadziei, są te pełne smutku i żalu; są i takie, które są już tylko trwaniem z przyzwyczajenia, bez żadnych widoków na swoje spełnienie. Może być oczekiwanie czujne, wypatrujące najmniejszego znaku – ale może być i uśpione, wręcz na krawędzi zapomnienia. Można czekać z założonymi rękami, a można aktywnie wychodzić naprzeciw temu, co ma nadejść… Można czekać na to, co dobre i piękne – można też czekać na okazję do zemsty, zła i zniszczenia…
Co zatem zrobić, aby nasze oczekiwanie i przygotowanie były tymi właściwymi? Jak nadać im właściwą treść, co uczynić ich źródłem i drogowskazem?
Chrystus daje nam dziś odpowiedź. Odwołując się do budzącego niepokój obrazu swojego przyjścia przy końcu czasów, wzywa do czujności i modlitwy. Ta czujność to czujność serca, które często narażone jest na niebezpieczeństwo ociężałości. Tak jak sportowiec, który zaniedbuje trening, nie może liczyć na sukces, tak też człowiek, który nie zachowuje czujności serca, nie bada nieustannie swego sumienia – narażony jest na utratę więzi z Bogiem, a co za tym idzie – na przegraną swojej wieczności.
Mały Książę – bohater książki A. de Saint-Exuperyego – mieszkał na małej planecie, której największym wrogiem były… baobaby. Te ogromne drzewa, rosnące w Afryce, mogły swymi korzeniami zniszczyć jego maleńką planetę. Stąd też każdego ranka obchodził ją dokoła i wyrywał maleńkie baobaby, zanim jeszcze zdążyły urosnąć i dobrze się ukorzenić.
Ten obraz jest metaforą Adwentu – w wymiarze życia duchowego, pracy nad sobą i postawy czujności, do której Jezus nas dziś wzywa. Pomocą w tym będzie codzienny rachunek sumienia oraz regularne korzystanie z sakramentu pokuty. Ziarna zła, grzechu i wad należy wyrywać z serca, zanim jeszcze zdążą na dobre się w nim zakorzenić. Bo tylko wolność od nałogów, przyzwyczajeń, złudzeń jest w stanie napełnić nasze serce prawdziwą radością i ustrzec je przed niebezpieczeństwem ociężałości. Bo tylko ta wolność sprawi, że Adwent naprawdę będzie czasem radosnego oczekiwania, które zakończy się pełnym radości spotkaniem z Jezusem: najpierw spotkaniem z Dzieciątkiem Jezus, a kiedyś spotkaniem z Jezusem – Władcą i Sędzią.
