Pielgrzymka to początek drogi

Z dr Paulą Olearnik, absolwentką uniwersytetów: Gregorianum, Cambridge i
Georgetown w Waszyngtonie, wykładowcą w Wyższej Szkole
Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie, rozmawia Mariusz Bober

Brała Pani udział zarówno w pielgrzymkach młodych słuchaczy Radia Maryja, jak
i w Światowych Dniach Młodzieży z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Na jednym ze
znanych wideoklipów widzieliśmy Pani wzruszające spotkanie i rozmowę z Papieżem.
Co dziś, w XXI wieku młodzi mogą odkryć podczas pielgrzymek?

– Światowe Dni Młodzieży były bardzo ważne w moim życiu. Jednak ważne były także
inne pielgrzymki, w tym te organizowane przez Rodzinę Radia Maryja. Włączałam
się również w ruch lednicki. Pielgrzymki są doskonałą okazją do formacji
młodzieży. Grupy młodych ludzi zwykle spotykają się wcześniej z kapłanem i
przygotowują się do pielgrzymki. Potem często tworzą grupy zaprzyjaźnionych
osób, które chcą kontynuować spotkania. Ważne jest, by dzięki pielgrzymkom
młodzi ludzie poczuli, że mają rówieśników, którzy myślą podobnie jak oni, z
którymi mogą porozmawiać o przeżywaniu wiary i związanych z tym problemach itd.
Ważne jest również, by mogli zobaczyć, ilu ich jest, "policzyć się" i
doświadczyć wspólnotowej modlitwy w świecie, w którym panuje anonimowość oraz
przekonanie, że młodzi nie chodzą do kościoła itd. Niesłychanie ważne jest też
samo wyruszanie w drogę, w podróż. Jest to doświadczenie szczególnie ważne dla
młodzieży, przed którą otwierają się drogi życia, która musi podejmować decyzje
w sprawie swojego powołania. Wyruszanie na pielgrzymkę pomaga młodym właśnie
zastanowić się nad tym, jaką drogę w życiu wybrać. Pielgrzymka jest też pewnym
pokonywaniem swoich słabości, napotykanych trudności, zmęczenia itd.

Takie doświadczenie miała Pani także podczas pielgrzymek młodych słuchaczy
Radia Maryja?

– Tak. Młodzi Polacy nie mają zbyt wielu okazji, by spotkać np. swoich
rówieśników z innych rejonów kraju. Ważne jest też miejsce, do którego młodzi
pielgrzymują. Pielgrzymki na Jasną Górę, która tak wiele miejsca zajmuje w
naszej historii, w naszym osobistym życiu, która pomaga kształtować naszą
narodową tożsamość, mogą owocować na przyszłość. Ci młodzi, którzy teraz będą
pielgrzymować do Matki Bożej Jasnogórskiej, w przyszłości zapewne pojadą także
na Światowe Dni Młodzieży. W moim świadectwie przekazanym podczas ŚDM w Rzymie
opowiedziałam Ojcu Świętemu, że gdy w 1991 r. ŚDM odbywały się w Częstochowie,
wraz z rodzicami oglądałam w telewizji relację z przygotowań i bardzo chciałam
tam pojechać. Przebywaliśmy wtedy w Krakowie. Ale ojciec powiedział mi, że
jestem za mała. Poradził jednak, abym modliła się do Matki Bożej, by moje
pragnienie się spełniło. Tak się też stało w 2000 r., gdy jako młoda dziewczyna
pojechałam na ŚDM do Rzymu. Te pierwsze pielgrzymki do Matki Bożej mogą otworzyć
młodych ludzi na wielkie pragnienia i przyszłe wyjazdy, może poza granice
naszego kraju, mogą otworzyć młodych na działające u nas, w Polsce ruchy
kościelne. Tam, w Częstochowie, u stóp naszej Matki, możemy przemodlić nasze
pragnienia.

Od dziecka słucha Pani Radia Maryja. Jaką rolę odgrywa ono w Pani życiu?
– Radio Maryja, Telewizja Trwam i "Nasz Dziennik" są bardzo ważne dla wielu
Polaków mieszkających poza granicami kraju. W mojej rodzinie media te zawsze
były obecne, gdyż stanowiły element polskości i wiary w naszym domu. Radio
Maryja pozwala też łączyć się z rodakami, którzy mają te same przekonania.
Pomaga włączać się w życie religijne i podejmować patriotyczne działania.
Wytworzona w ten sposób rodzinna więź jest bardzo potrzebna, zwłaszcza rodakom
mieszkającym poza Polską. Dlatego Radio Maryja jest bardzo ważne dla wszystkich
Polaków na obczyźnie. W 1981 r. moi rodzice na stałe osiedlili się w Wielkiej
Brytanii. Ja urodziłam się już na Wyspach. Studiowałam natomiast we Włoszech, a
w listopadzie ubiegłego roku zakończyłam studia doktoranckie w Stanach
Zjednoczonych.

Ale teraz wróciła Pani do Polski. Na stałe?
– W Polsce mieszkam od grudnia ubiegłego roku. Pracuję jako wykładowca w Wyższej
Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie. Myślę, że także decyzja
o powrocie wynikała z poczucia więzi z Polską, którą kształtowało Radio Maryja.
Słuchając bowiem tej stacji, wciąż miałam kontakt z Ojczyzną.

Dziś także słucha Pani Radia Maryja? Czy wpływa ono pozytywnie na Pani życie,
aktywność, czy może być dla dzisiejszej młodzieży zachętą do rozwoju i
aktywności?

– Po przyjeździe do Polski mam znacznie mniej czasu na to, by śledzić media.
Myślę jednak, że Radio Maryja, podobnie jak inne media katolickie, może mieć
bardzo ważny wpływ na osoby młode, na ich zaangażowanie w różne inicjatywy. W
naszym kraju również zmienia się sytuacja społeczna. Młodych próbuje się
odciągać od Kościoła, przekonując, że nie jest im potrzebny, że mają wiele
innych "ważniejszych" spraw itd. Wpaja im się przekonanie, że nawet jeśli ktoś
chce uczestniczyć w Mszach Świętych, to nie powinien nic więcej robić. Tymczasem
Radio Maryja, Telewizja Trwam i "Nasz Dziennik" próbują robić coś więcej. Te i
inne katolickie media próbują przekonać ludzi, że wiara nie może się ograniczać
tylko do kościoła i zakrystii, że wszyscy powinni żyć tą wiarą na co dzień,
podejmować ważne inicjatywy, budować katolicką i patriotyczną kulturę. Dlatego
tworzenie okazji do spotkań z innymi ludźmi, myślącymi podobnie, m.in. poprzez
pielgrzymki, ale też takie programy jak np. "Rozmowy niedokończone", jest bardzo
ważne. W dzisiejszym świecie bowiem ludzie nie mają wiele okazji, aby otworzyć
się na dialog, na spotkania z innymi, żeby tworzyć coś razem. Zamiast tego
lansuje się indywidualizm, stwarza warunki do tego, by ludzie byli zamknięci w
swoim prywatnym świecie. Dzięki takim inicjatywom jak pielgrzymka i programy w
Radiu Maryja także młodzi ludzie otwierają się na innych.

W Polsce często bezrefleksyjnie przyjmuje się styl życia panujący na
Zachodzie. Jak z perspektywy osoby tam wychowanej postrzega Pani w Polsce ten
problem?

– W Polsce przyjmuje się z Zachodu na ogół te najgorsze wzorce, ale oczywiście
są i takie, które można uznać za warte naśladowania. Na przykład w niektórych
krajach zachodnich, zwłaszcza w USA, panuje teraz moda na samoorganizację
społeczeństwa "od dołu", czyli podejmowanie różnych inicjatyw na szczeblu
lokalnym. W Polsce wciąż jeszcze doskwiera nam spuścizna komunistyczna. Komunizm
zepsuł polskie społeczeństwo w tym sensie, że ludzie nie ufają sobie i nie chcą
ze sobą współpracować, jeśli nie widzą w tym własnego interesu. Tymczasem na
Zachodzie ludzie organizują się w małe grupki, by razem coś zrobić, np. utworzyć
park, zagospodarować jakieś wspólne miejsce, wyremontować szkołę. W Polsce
ludzie zniechęcili się do takich działań, uważając, jak w czasach komunizmu, że
wspólne dobro należy do państwa, czyli nie do nich. Myślę, że trzeba zmienić tę
mentalność. W Polsce nadal promuje się też materializm oraz indywidualizm,
oderwany od korzeni chrześcijańskich. Na Zachodzie już widać skutki takiego
myślenia, które bardzo zepsuło społeczeństwo. Państwa takie jak Wielka Brytania
czy Stany Zjednoczone są bardzo zamożne, a ich gospodarki funkcjonują lepiej niż
w Polsce, choć po doświadczeniach światowego kryzysu widać, jak bardzo moralność
ludzi ma wpływ na gospodarkę. Obywatele państw zachodnich mają zaspokojone
potrzeby materialne, mają pieniądze, domy itd., ale… nie są szczęśliwi, nie
widzą sensu życia, szczególnie ludzie młodzi. Trudno to określić, ale można
powiedzieć, że nie wiedzą, dokąd idą, do czego zmierzają. Bardzo często cierpią
na tym relacje rodzinne, ponieważ ludzie są niezdolni do zawierania związków
małżeńskich i wytrwania w nich, do utrzymywania więzi rodzinnych.

Z czego to wynika?
– Utrzymanie takich relacji wymaga poświęcenia, myślenia o innych. Tymczasem
ludzie myślący wyłącznie o sobie często są niezdolni do budowania relacji
społecznych, bo to wymaga przekraczania własnego egoizmu i poświęcenia. Pewnym
wyjątkiem jest tu społeczeństwo Stanów Zjednoczonych, ponieważ w przeciwieństwie
do krajów Europy Zachodniej wiara jest dla Amerykanów bardzo ważna. Co prawda
Kościół katolicki jest w USA tylko jedną z wielu wspólnot religijnych, ale
wartości chrześcijańskie są tam bardziej widoczne w życiu publicznym. To
tłumaczy, dlaczego społeczeństwo amerykańskie jest zdrowsze niż to w Europie
Zachodniej.

Dziś wielu Polaków zauroczonych wizją bogatego Zachodu chce zapomnieć o
swojej wierze, historii, tradycji. Co by im Pani powiedziała, znając
bezpośrednio życie społeczne w krajach zachodnich?

– Młodym Polakom chciałabym powiedzieć, by nie wstydzili się swojej polskości i
wiary. Przyjeżdżający do mnie znajomi z krajów zachodnich, zwłaszcza z USA,
podkreślają, że podoba im się to, iż Polska jest krajem nowoczesnym, w którym na
co dzień widać oznaki wiary chrześcijańskiej. Na ulicach można spotkać osoby
konsekrowane, ubrane w habity, a kościoły pełne są wiernych, którzy się modlą.
Moi znajomi uważają, że to jest piękne i że Polska może być wzorem dla Europy
Zachodniej. Ja również uważam, że Polska – będąc nowoczesnym państwem – może
należeć do rodziny państw europejskich, a jednocześnie nie zapominać o swojej
wierze, historii, tradycji, które przekaże następnym pokoleniom. Polska mimo
wszystko idzie do przodu, wdzięczna za bogactwo tradycji i korzeni
chrześcijańskich, jakie Naród otrzymał na przestrzeni wieków. Polacy potrafią
łączyć tradycję z nowoczesnością. Dlatego młodzi powinni być dumni ze swojej
tożsamości religijnej i patriotycznej. Nie oznacza to jakiejkolwiek niechęci czy
nienawiści wobec innych państw. Oznacza natomiast miłość do własnej Ojczyzny.
Znajomi z innych krajów sami mówili mi, że gdy obserwowali mój patriotyzm, także
w nich budziło się umiłowanie ich rodzinnych krajów. To jest ważne, bo we
współczesnej filozofii politycznej dominują poglądy, że teraz panować ma
kosmopolityzm, że trzeba się wyrzec swojej tożsamości, bo to prowadzi do
nienawiści wobec innych narodów.

To jest częsty argument, którym próbuje się odstraszać, zwłaszcza młodzież,
od Radia Maryja. Dlaczego na Panią ta propaganda nie działa?

– Bo jest to chybiony argument. Jeśli bowiem ktoś kocha swoją rodzinę, to
przecież nie znaczy, że nienawidzi innych rodzin. Właśnie wtedy, gdy człowiek
pozostaje w prawidłowych relacjach z rodziną, umie kochać innych ludzi, jak
braci i siostry. Podobnie jeśli umie kochać własny kraj, może kształtować
właściwe relacje z innymi narodami. Przykładem tego był Ojciec Święty Jan Paweł
II, który bardzo kochał Polskę, czuł się Polakiem, ale organizował podróże
apostolskie do innych krajów. Przybywając do różnych państw, umiał dostrzegać w
nich to, co było dobre i piękne, a wszyscy traktowali go jak "swojego". Dla
Meksykanów był Meksykaninem, dla Włochów – Włochem itd.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj