Panowie Klichowie do Senatu

W październikowych wyborach parlamentarnych o mandat senatorski będą się
ubiegać były minister obrony Bogdan Klich i były akredytowany przy rosyjskim
Międzynarodowym Komitecie Lotniczym płk Edmund Klich. Wyborcy ocenią ich w
kontekście katastrofy smoleńskiej.

W czasie czteroletniego zarządzania przez Bogdana Klicha polskimi Siłami
Zbrojnymi wydarzyły się dwie katastrofy lotnicze, są też przykłady złej pracy i
fatalnej organizacji w MON. Bogdan Klich, zdymisjonowany w związku z publikacją
raportu Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego pod
kierownictwem wicepremiera Jerzego Millera z funkcji ministra obrony narodowej,
nie został na lodzie: wystartuje do Senatu z Krakowa jako kandydat Platformy
Obywatelskiej.
Zdaniem dr. Grzegorza Kwaśniaka, oficera rezerwy, byłego pracownika Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego, eksperta w dziedzinie strategicznego zarządzania
bezpieczeństwem narodowym, chęć ulokowania się w Senacie przez Bogdana Klicha to
nic innego jak ucieczka przed odpowiedzialnością. Premier Tusk wprawdzie
zdymisjonował swego ministra, ale jednocześnie chwalił jego rzekome zasługi dla
armii.
– W mojej ocenie, premier Tusk i były minister Klich stanowią nieodłączną parę
sprawców, muszą się trzymać razem i wzajemnie się wspierać, broniąc własnej
skóry. Zresztą ta lista osób, które poprzez swoje zaniedbania przyczyniły się do
katastrofy smoleńskiej, jest dłuższa. Być może gryzie ich sumienie i próbują
uciekać przed odpowiedzialnością, a ucieczka w politykę to jest najprostszy
sposób – uważa dr Kwaśniak.
Zaniedbania w obszarze, za który odpowiadał Bogdan Klich, nie ograniczają się
jednak wyłącznie do katastrofy smoleńskiej, choć już sam ten fakt powinien
przesądzić o jego politycznym niebycie. W czasie czteroletniego zarządzania
Siłami Zbrojnymi wydarzyła się także katastrofa lotnicza samolotu CASA pod
Mirosławcem, gdzie w styczniu 2008 r. zginęło 20 osób, wśród nich najwyżsi rangą
dowódcy polskich Sił Powietrznych. Były też przykłady złej pracy i fatalnej
organizacji w MON. Błędy byłego szefa polskich Sił Zbrojnych wynikają także z
koncepcji, jaką dał sobie narzucić, a która w ocenie wielu ekspertów
doprowadziła do osłabienia polskiej armii. Rządy Platformy Obywatelskiej coraz
częściej oceniane są jako czas stracony dla wojskowości i obronności. –
Koncepcja była prosta: niezależnie od skutków dla bezpieczeństwa Polski zyskiwać
kolejne punkty poparcia społeczeństwa, w tym także młodzieży, m.in. poprzez
likwidację poboru. Dla ekspertów od początku było jasne, że przyniesie to
katastrofalne skutki. I tak niestety się stało – wyjaśnia dr Kwaśniak.

Lans na tupolewie
Jednak nie tylko były szef MON szuka bezpiecznej przystani w senackich ławach.
Immunitet jest potrzebny także Edmundowi Klichowi, szefowi Państwowej Komisji
Badania Wypadków Lotniczych i byłemu polskiemu akredytowanemu przy MAK. Jego
sposób na życie to start z listy "Obywatele do Senatu", firmowanej przez
prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Jak sam stwierdził, będzie kandydował,
bo w ostatnim czasie stał się… popularny. Mówi, że chce walczyć o "prawdę
smoleńską". Za tło na afiszu ze swoim zdjęciem, którym zachęca do spotkań, służy
upadający na ziemię tupolew.
– Na pewno na niego nie zagłosuję. Ten człowiek nie ma żadnego wstydu – mówi
"Naszemu Dziennikowi" pani Aleksandra G.
Według dr. Kwaśniaka, to wyjątkowo niesmaczny chwyt. Ponadto człowiek, który
chciał uchodzić za autorytet w dziedzinie lotnictwa, jako kandydat traci
autorytet "niezależnego eksperta". – Rola Edmunda Klicha w wyjaśnianiu
katastrofy smoleńskiej i w tym, co się potem działo, była co najmniej
dwuznaczna, a jego zachowanie było bardzo dziwne. Podobnie jak dziwi fakt
kandydowania, który nie przyszedł mu do głowy wcześniej, przed katastrofą, a
teraz próbuje to wykorzystać – ocenia nasz ekspert.
Osobiście nie przypuszcza, że Edmund Klich naprawdę będzie walczył o "prawdę
smoleńską". – Niekiedy wręcz wewnętrznie sprzeczne opinie płk. Klicha
popierające rosyjską czy prorządową ocenę katastrofy podają w wątpliwość jego
deklaracje, a wręcz świadczą o tym, że nie mówił on prawdy i nie zamierza mówić,
a być może wie coś więcej, ale to ukrywa – uważa dr Kwaśniak.
Kandydowaniem obu panów Klichów do Senatu zbulwersowane są także rodziny
smoleńskie. – Kiedy słyszę, że "bohaterowie" związani z katastrofą smoleńską
otrzymują przepustkę do dalszej kariery politycznej – a w przypadku byłego szefa
MON w pakiecie z dymisją – to jest to dla mnie niezrozumiałe i bulwersujące –
mówi wdowa po senatorze Stanisławie Zającu, senator Alicja Zając. Jej zdaniem,
osoby te nigdy nie uwolnią się od związku z katastrofą smoleńską – jeden jako
szef resortu obrony narodowej, a drugi jako ekspert, co do którego były liczne
zastrzeżenie. – Podziwiam odwagę tych panów, którzy nie do końca mieli odwagę
stanąć twarzą w twarz przed rodzinami smoleńskimi, a teraz mają odwagę stanąć
przed całym polskim społeczeństwem. Mam nadzieję, że ich postawa zostanie
właściwie oceniona – dodaje Alicja Zając.
Ocena dokonań obu kandydatów K. jest w rękach wyborców. Pozostaje mieć nadzieję,
że nawet gdyby znaleźli się w Senacie, to będą się trzymać jak najdalej od
komisji obrony.
 

Mariusz Kamieniecki

drukuj