Żyję dzięki delegalizacji aborcji

Z Rebeccą Kiessling, rzecznikiem amerykańskiej organizacji Prawo do Życia,
autorką wielu publikacji, w tym niezwykłej książki "Poczęta w wyniku gwałtu,
historia nadziei", doradcą ośrodka wsparcia dla kobiet w trudnej sytuacji, które
spodziewają się dziecka, rozmawia Mariusz Bober

Jest Pani przykładem tego, że prawo może ocalić dziecko poczęte w wyniku
gwałtu. Mówi Pani o tym otwarcie i głośno, działając w organizacjach obrony
życia. Jak odbierane jest to niezwykłe świadectwo?

– Moje słowa zmieniły postrzeganie problemu aborcji u wielu osób. Większość z
nich nie zetknęła się bezpośrednio z takim przypadkiem i uważa, że jedynym
wyrazem współczucia dla zgwałconej kobiety jest zaoferowanie jej aborcji.
Zapominają o poczętym w wyniku gwałtu dziecku. Tymczasem to nie ono – jak się
najczęściej uważa – jest najgorszym skutkiem gwałtu, ale właśnie aborcja. To
właśnie zabicie dziecka jest najbardziej traumatycznym przeżyciem dla kobiety,
co potwierdzają badania dr. Davida Reardona, dyrektora Elliot Institute.
Niektóre kobiety mówią wprost, że dokonanie aborcji było dla nich gorszym
przeżyciem niż sam gwałt. Aborcja często wywołuje u nich depresję, zwiększa
ryzyko uzależnień, samobójstwa itd. Sprawia, że znajdują się one w gorszej
sytuacji niż przed aborcją. Tak więc nie jest to prawdziwy wyraz współczucia dla
zgwałconych kobiet… Jeśli naprawdę chce się okazać troskę ofiarom gwałtu, to
trzeba pomóc im, by urodziły dziecko.

Kobiety w takich sytuacjach mogą przecież oddać dziecko do adopcji, jeśli nie
chcą nim się zajmować. W taki właśnie sposób postąpiła Pani biologiczna matka…

– Tak. Choć najpierw chciała dokonać aborcji. Takie jest też nastawienie wielu
osób, nawet tych, które z gruntu są przeciwne temu procederowi, ale w tym
przypadku robią wyjątek. Ludzie popierający aborcję w przypadku gwałtu zwykle
opierają się na trzech błędnych założeniach: że ofiara gwałtu chce aborcji, że
lepiej ułoży sobie życie, jeśli jej dokona, oraz że życie dziecka nie jest warte
tego, by matka donosiła je do samego porodu. Mam nadzieję, że moja historia oraz
świadectwa innych osób, które poczęły się w wyniku gwałtu (można je znaleźć na
mojej stronie internetowej: www.rebeccakiessling.com), pomogą obalić te błędne
przekonania. Dopiero gdy ludzie stykają się osobiście z osobami takimi jak ja, z
żywą historią człowieka poczętego w wyniku gwałtu, zaczynają inaczej patrzeć na
problem aborcji. Wtedy współczują tym osobom.

Opowiadając niezwykłą historię swojego życia, podkreśla Pani, że zawdzięcza
je tak naprawdę prawu, które zakazywało aborcji. Zatem to przepisy stanowią
podstawę ochrony życia człowieka od poczęcia?

– Tak, żyję dziś dzięki temu, że grupa ludzi doprowadziła do tego, iż aborcja [w
stanie Michigan – red.] była w tym czasie całkowicie nielegalna. Wiele osób
chciało mnie zbyć, mówiąc: "Po prostu miałaś szczęście". Ale rzecz w tym, że ja
wcale nie szczęściu zawdzięczam życie, ale właśnie prawu! To bardzo ważne, bo
dzięki temu prawu nie tylko ja zostałam ocalona. Moja biologiczna matka chciała
dokonać aborcji. Opowiedziała mi o tym bezpośrednio, gdy już jako 18-letnia
dziewczyna odwiedziłam ją. Ucieszyła się ze spotkania ze mną. Przyznała, że
została zmuszona do tego, by mnie ocalić.

Jak odebrała Pani prawdę o początkach swojego życia?
– Na początku poczułam się jak śmieć, bo byli tacy ludzie, którzy w ten sposób
mówili o dzieciach poczętych w wyniku gwałtu… Mówili, że w takich przypadkach
dzieci nie powinny być chronione i że kobiety powinny dokonać aborcji. Poczułam
się, jakbym musiała bronić wartości mojego życia… Jakbym musiała dowodzić, że
moje istnienie jest wartościowe… Dziś już rozumiem, że nie muszę tego robić,
że moje życie ma wartość. Modlę się i wiem, że dla Boga jestem bardzo ważna.
Dziś mogę już dzielić się moim doświadczeniem z innymi ludźmi, wiedząc, że to
może pomóc komuś w jego własnym życiu. Podczas czytania Biblii bardzo poruszyła
mnie historia Józefa sprzedanego przez własnych braci i wywiezionego do Egiptu.
Wiara bardzo mi pomaga. Dziś mogę dzielić się swoją historią z innymi, bo
rozumiem, że to może pomóc ocalić choć niektóre poczęte dzieci.

Czy rodzice adopcyjni od razu znali prawdę o okolicznościach Pani poczęcia?
– Nie, byli zaskoczeni podobnie jak ja. Dowiedzieli się o tym ode mnie, gdy
wróciłam ze spotkania z moją biologiczną matką.

Pani historia jest odpowiedzią na argumenty w rodzaju: mam prawo do
decydowania o moim własnym ciele. Pani również zapewne styka się z nimi?

– Oczywiście kobiety mają prawo do decydowania o własnym ciele. Ale to nie jest
prawo absolutne. Ograniczają je prawa innych osób. Życie innego człowieka jest
ważniejsze. Dlatego gdy czasami niektórzy pytają mnie, czy to nie ekstremizm
domagać się od zgwałconych kobiet, by urodziły poczęte w ten sposób dzieci,
odpowiadam: "To osoby, które samowolnie decydują o życiu innych, np. dzieci
poczętych w wyniku gwałtu są ekstremistami. Namawiając do aborcji, nie zważają
na prawa żyjących w łonie kobiet dzieci, samowolnie kwalifikują je jako niewarte
urodzenia. A przecież ja również mam prawo do życia!". Tak naprawdę na świecie
kobiety coraz mniej mają do powiedzenia. Wielu z nich bowiem po prostu nie
pozwolono żyć… Dlatego chcę podkreślić, że popieranie praw kobiet oznacza
także popieranie praw człowieka!

Także tego jeszcze nienarodzonego…
– Łatwiej się zabija, gdy odbierze się wrogowi człowieczeństwo. Ta zasada często
jest stosowana podczas wojen. Dlatego zwolennicy aborcji nie chcą mówić o
poczętych dzieciach jako o ludziach ani jako o dzieciach. Gdy opowiadałam swoją
historię podczas różnych spotkań, przychodziły do mnie kobiety, które dokonały
aborcji. Wiele z nich płakało, a niektóre prosiły mnie o wybaczenie… Uważały,
że jeśli ktoś, kto uniknął aborcji, wybaczy im, zrobią to również ich nieżyjące
już dzieci… To pokazuje, że wiele jest osób, które chcą podzielić się swoim
traumatycznym doświadczeniem po dokonanej aborcji. Kobietom tym starałam się
uświadomić, że to nie do mnie należy udzielanie przebaczenia, ale powinny
poprosić o to Boga. Nie opowiadam swojej historii, by kogoś oskarżać, ale po to,
by pomagać. Dzielę się swoją wiarą.

To dramatyczna historia początków Pani życia sprawiła, że zaangażowała się
Pani w działalność pro-life?

– Tak. Poczułam, że skoro moje życie zostało oszczędzone, bo zadbali o to inni
ludzie, ja również nie mogę pozostawać bierna i powinnam starać się pomagać
innym.

Jaka będzie przyszłość przepisów aborcyjnych w USA? Administracja prezydenta
Baracka Obamy chce jeszcze bardziej je zliberalizować…

– Prawo do życia jest zagwarantowane przez amerykańską konstytucję, np. przez
14. poprawkę. Jeśli wreszcie będzie respektowana prawda, że poczęte dziecko jest
człowiekiem, sprawa zostanie przesądzona! A nie da się już na dłuższą metę temu
zaprzeczać. W USA rocznie ginie w wyniku aborcji ponad milion poczętych dzieci.
Mam nadzieję, że organizacje obrony życia w Stanach Zjednoczonych zmienią tę
sytuację. Dlatego działam w jednej z nich.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj