Palikot na ratunek

Gdy po tragedii pod Smoleńskiem zamilkł wiceprzewodniczący klubu
Platformy Obywatelskiej Janusz Palikot, pojawiało się pytanie nie „czy”, ale
„kiedy” poseł ponownie włączy się do kampanii. Jeszcze przed tygodniem premier
Donald Tusk, komentując usunięcie w cień Janusza Palikota mocno angażującego się
we wsparcie kandydatury Bronisława Komorowskiego, stwierdził, iż docenia
wycofanie się partyjnego kolegi, który „grał na emocjach, które nie przystoją
dzisiejszej sytuacji”. Przekonywał przy tym, iż Palikot to „inteligentny
człowiek i ma także instynkt samozachowawczy”.

Sytuacja jest jednak dynamiczna. Po tygodniu wypowiedź szefa rządu na
aktualności straciła, a Janusz Palikot wrócił do gry. Trudno się temu dziwić.
Platforma Obywatelska, zdobywająca popularność przede wszystkim w wyniku
straszenia największym politycznym konkurentem i wyśmiewaniem politycznych
przeciwników, w kampanii wyborczej, która po katastrofie prezydenckiego samolotu
nie polegała już na rozmowie za pomocą inwektyw, wyraźnie się pogubiła. A
Bronisław Komorowski zaczął trwonić przewagę nad Jarosławem Kaczyńskim, notowaną
w zawsze tak sprzyjających Platformie Obywatelskiej sondażach. Jedynym ratunkiem
w tej sytuacji może być dla PO ponowne doprowadzenie do ostrych starć z Prawem i
Sprawiedliwością.
Zapewne w tym celu sięgnięto po ostatnie koło ratunkowe –
niezawodnego Janusza Palikota, który już zapowiedział, że w kampanii będzie
aktywny. Palikot, znany przede wszystkim z wymachiwania sztucznym penisem,
pistoletem czy też zakrwawionym świńskim łbem, jak również ze spożywania w
miejscu publicznym alkoholu z „małpek”, zapowiedział jednak, że się zmienił. –
Janusz Palikot, którego państwo znacie, zginął z Lechem Kaczyńskim 10 kwietnia.
Teraz jest nowy Janusz Palikot – powiedział o sobie. I rzeczywiście. Palikot nie
wygląda jak dotychczas znany Palikot. Zmienił fryzurę, ufarbował włosy, a na nos
założył okulary w grubej oprawie. Być może zmiany wyglądu, w mniemaniu posła
Platformy, wymagała zmiana obiektu jego zainteresowania? Z prezydenta Lecha
Kaczyńskiego szydził już nie będzie, a zajmie się teraz Jarosławem Kaczyńskim,
co zresztą już czyni na swoim internetowym blogu.

Artur Kowalski

drukuj