Ostatnia szychta
– Pokolenie "Solidarności" jest coraz starsze, a ci, którzy urodzili się w
1981 roku, niewiele wiedzą o tamtych czasach. Przez takie wydarzenia chcemy
przypomnieć młodym ludziom, co robili ich dziadkowie, żeby oni mogli żyć w
wolnym kraju – mówi Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej NSZZ
"Solidarność".
Dlatego też obchody 30. rocznicy pacyfikacji kopalni "Wujek" pod znajdującym
się tam pomnikiem-krzyżem musiały być wyjątkowe. Przygotowano inscenizację,
widowisko multimedialne. Na telebimie ustawionym naprzeciw kopalni wyświetlane
były materiały archiwalne z czasu pacyfikacji. Uczestnicy uroczystości
otrzymywali także specjalnie przygotowane na tę okazję broszury będące
przewodnikiem po wydarzeniach z 1981 roku. Wokół kopalni widać było również
historyczne grupy rekonstrukcyjne, wozy opancerzone, czołgi. Nie mogło też
zabraknąć dźwięku syren i górników stających naprzeciw komunistycznej władzy.
Obchodom towarzyszą również inne wydarzenia, takie jak koncerty, przeglądy
filmów, wystawy czy prelekcje. Jednak główne elementy uroczystości pozostały
niezmienne. To wspólna modlitwa z udziałem rodzin pomordowanych górników i
związkowców oraz uroczysty apel pod pomnikiem-krzyżem wzniesionym ku pamięci
pomordowanych.
Uroczystej Mszy św. przewodniczył ks. abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki.
Jak zaznaczył, ofiara pomordowanych górników i wszystkich prześladowanych przez
komunizm jest wezwaniem dla tych, którzy ocaleli, do dawania świadectwa wiary,
miłości i solidarności. – W mroźną zimową noc z 12 na 13 grudnia zaczęto deptać
i gasić płomyki wolności. Zaczęto niszczyć heroldów wolności. Ten trudny system
swoją postępującą niemoc przeoblekł w bezlitosną przemoc. Rozpoczęła się wojna
władzy z Narodem, jej najbardziej dramatycznym momentem była pacyfikacja kopalni
"Wujek" – mówił ks. abp Skworc. Jak zauważył, nie jest w ludzkiej mocy pełne
wyrównanie strat poniesionych w tamtych czasach, a tam, "gdzie ludzie zawodzą,
tam wyraźnie objawia się prawda, że tylko Bóg potrafi być w pełni ludzki".
Metropolita katowicki podkreślił również znaczenie krzyża, do którego ludzie w
trudnych chwilach zawsze się uciekali i który wrósł w Polskę. – Ten krzyż przy
kopalni "Wujek" jest znakiem rzeczywistości silniejszej niż przemijanie,
mocniejszej niż śmierć. Krzyż jest przede wszystkim znakiem i zapisem miłości
Boga, jest zapisem solidarności Boga z cierpiącym i upokarzanym człowiekiem –
podkreślił ks. abp Wiktor Skworc. Metropolita przypomniał także o dotąd
nieustawionych krzyżach ofiar powojennej deportacji mieszkańców Górnego Śląska.
– Świadomi ofiar, z jakich zrodziła się wolna Rzeczpospolita, starajmy się dalej
urządzać nasz ojczysty dom po Bożemu, na fundamencie ewangelicznych wartości.
Jesteśmy to winni naszym rodakom prześladowanym przez komunizm – mówił.
O pielęgnowanie pamięci o ofierze górników i poszanowanie krzyża apelował też
Piotr Duda, przewodniczący NSZZ "Solidarność". W swoim wystąpieniu ostro
skrytykował cynizm i hipokryzję polityków, którzy czynią starania, by z
przestrzeni publicznej usunąć krzyż, a następnego dnia składają wiązanki pod
pomnikiem-krzyżem. – Jak można nazwać to, że przedstawiciele partii, którzy
walczą z krzyżem w przestrzeni publicznej w naszej Ojczyźnie, 13 grudnia
składają kwiaty pod pomnikiem, symbolem? – pytał. Jak zaznaczył Piotr Duda, dla
tych ideałów kryjących się pod znakiem krzyża zginęli górnicy, dlatego wszyscy
politycy twierdzący, iż wywodzą się z "S", muszą jasno powiedzieć, nie
zasłaniając się ekspertyzami prawnymi, że "krzyż był, jest i będzie, bo Kościół
i krzyż zawsze był z "Solidarnością" w tych najtrudniejszych momentach".
Szef "S" upominał się też o sprawiedliwość dla poszkodowanych podczas strajków
oraz rozliczenie – nie tylko historyczne – autorów stanu wojennego. – Dlaczego
przez 21 lat wolnej Polski nie możemy usłyszeć słowa "sprawiedliwość"? Dlaczego
nie można powiedzieć, że zbrodnia jest zbrodnią, a mordercy są mordercami? –
pytał. Jak zaznaczył, wielką porażką rządów wywodzących się z nurtu
solidarnościowego jest brak rozliczenia zbrodni komunistycznych. – Dziś oprawcy
mają wysokie emerytury, a górnicy, internowani, którzy w 1981 roku byli na
pierwszej linii, niejednokrotnie dzisiaj schorowani, pozostają w samotności –
mówił. Duda zwrócił się do prezydenta Bronisława Komorowskiego, by ten poczynił
starania o zadośćuczynienie tym, którzy "w 1981 roku walczyli o to, że dzisiaj
możemy żyć w wolnym i demokratycznym kraju".
Prezydent ten apel pominął jednak milczeniem. W swoim wystąpieniu zauważył, że
przelana krew górników i innych ofiar stanu wojennego przygotowały drogę do
polskiej wolności. Podkreślił też, iż obecnie "myśl o wolności musi trwać i iść
przez pokolenia". Dlatego istotną rolę w przekazywaniu tej pamięci ma pełnić
powołane do istnienia Śląskie Centrum Wolności i Solidarności. – To jest wielki
krok do przodu, abyśmy utrwalili pamięć o naszej wspólnej walce o wolność, która
stale jest polskim wyzwaniem – zaznaczył prezydent. Komorowski oraz towarzyszący
mu przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek nie spotkali się z
ciepłym przyjęciem. Ich wystąpienia były zakłócane gwizdami i buczeniem
publiczności zgromadzonej przed kopalnią.
W ocenie organizatorów obchodów, rozmach, z jakim przygotowano uroczystości
rocznicowe, to także odpowiedź na coraz mniejsze zainteresowanie
uroczystościami, nie tylko wśród młodych. Podniosłe apele nie przynosiły
oczekiwanego skutku; nie zwracały wystarczającej uwagi na wydarzenia, jakie
rozegrały się w "Wujku" 16 grudnia 1981 roku, i ich sens. Przez to lekcja
historii nie była wystarczająco skuteczna.
Patronat nad tegorocznymi obchodami objął Bronisław Komorowski. Prezydent
spotkał się wczoraj z rodzinami zamordowanych górników oraz towarzyszył im w
czasie dalszych uroczystości [do weryfikacji czy przyjechał, ew. do wyciecia]
W trakcie pacyfikacji kopalni "Wujek" 16 grudnia 1981 roku ZOMO zastrzeliło
dziewięciu górników protestujących przeciw wprowadzeniu stanu wojennego,
kilkudziesięciu zostało rannych. Dla Józefa Czekalskiego, Krzysztofa Gizy,
Ryszarda Gzika, Bogusława Kopczaka, Zenona Zająca, Zbigniewa Wilka, Andrzeja
Pełki, Jana Stawisińskiego i Joachima Gnidy była to ostatnia szychta. Dzień
wcześniej podczas pacyfikacji kopalni "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu-Zdroju
postrzelonych zostało czterech górników. W czerwcu 2008 roku Sąd Apelacyjny w
Katowicach prawomocnie skazał członków plutonu specjalnego ZOMO, którzy
strzelali do protestujących. Były dowódca plutonu specjalnego ZOMO Romuald
Cieślak został skazany na 6 lat więzienia, dwaj jego podwładni na 4 lata, a 11
innych na 3,5 roku więzienia.
Mimo upływu 30 lat za pacyfikację nie odpowiedział żaden z mocodawców, choć
czynione są starania, by doprowadzić do skazania byłego szefa Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych Czesława Kiszczaka. Zdaniem prokuratury, to właśnie jego szyfrogram
z 1981 roku otworzył drogę do użycia broni w kopalni. Dla sądów sprawa nie jest
jak dotąd oczywista, a sprawa będzie rozpatrywana od początku już po raz piąty.
Wczoraj problem ten podkreśliła Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność", która
zaznaczyła m. in., że "13 grudnia 1981 roku Rada Państwa PRL uchwaliła haniebny
Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego na terenie Polskiej Rzeczypospolitej
Ludowej". Jak podkreślono, dekret nie miał żadnego umocowania "nawet w ówczesnym
systemie prawnym, którego jedynym podłożem była chęć utrzymania władzy i
zniszczenia rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego". Jak zauważono, mimo
upływu 30 lat od zamachu reżimu komunistycznego na niepodległościowe dążenia
Polaków "nadal nie doczekaliśmy się sprawiedliwego osądzenia autorów stanu
wojennego, którzy wypowiedzieli wojnę swojemu narodowi". "Brak rzetelnego
rozliczenia tych tragicznych wydarzeń stanowi bolesne piętno na najnowszej
historii naszej Ojczyzny. Wołanie o sprawiedliwość, pamięć i zadośćuczynienie
dla Ofiar stanu wojennego jest niewielką cząstką tego, co jesteśmy Im winni" –
zaznaczyła "S".
Marcin Austyn Katowice
