Osądzona przed wyrokiem
Z Andrijem Szkilem, deputowanym do parlamentu ukraińskiego z frakcji Blok
Julii Tymoszenko – Batkiwszczyna, rozmawia Eugeniusz Tuzow-Lubański
Sąd nie zgodził się na zwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Władze w
Kijowie mają jakiś scenariusz dotyczący byłej premier?
– Scenariusz władzy jest jeden – pozbycie się konkurenta politycznego. Jeśli
Tymoszenko wyrokiem sądu będzie pozbawiona wolności, tym samym jej udział w
wyborach parlamentarnych na Ukrainie w 2012 r. zostanie uniemożliwiony. Także w
następnych wyborach prezydenckich w 2015 roku Wiktor Janukowycz nie będzie miał
rywala i zostanie wybrany na drugą kadencję prezydencką. Gdyby był inny
scanariusz, to sąd przychyliłby się do wniosku o zwolnienie Tymoszenko z aresztu
śledczego.
Ale rzecznik praw człowieka Nina Korpaczowa podjęła interwencję w sprawie
zwolnienia Tymoszenko z aresztu.
– Tak, to jest gra polityczna obecnej władzy, bo pani Korpaczowa jest
przedstawicielem rządzącej Partii Regionów Ukrainy.
Ukrainę czeka powtórka z "pomarańczowej rewolucji"?
– "Pomarańczowa rewolucja" nie powtórzy się, bo nie można dwa razy wejść do tej
samej wody. Ale gołym okiem widać, że już teraz ukraińskie społeczeństwo znowu
przechodzi okres próby, to test demokracji. Reakcja Ukraińców na polityczne
prześladowania opozycji jest obecnie testem dojrzałości obywateli.
Ruch aktywnej walki opozycji z reżimem jeszcze się nie rozpoczął. Największe
akcje sprzeciwu wobec antydemokratycznej polityki władz odbędą się 24 sierpnia,
w 20. rocznicę niepodległości Ukrainy. Teraz trudno zebrać wszystkie siły
opozycyjne, bo jest sezon ogórkowy, ale w końcu sierpnia sytuacja się zmieni.
Jak interpretuje Pan oświadczenie Julii Tymoszenko, że nie ma zamiaru
popełnić samobójstwa w więzieniu?
– Gdyby nie było zagrożenia zabójstwa zainscenizowanego jako samobójstwo, to
Tymoszenko nigdy nie wydałaby takiego oświadczenia. Warunki w areszcie śledczym
więzienia łukjanowskiego w Kijowie są ciężkie. Sam byłem pozbawiony wolności i
ponad rok spędziłem w tym więzieniu za akcję "Ukraina bez Kuczmy" – dlatego znam
to z własnego doświadczenia.
To, co teraz dzieje się na Ukrainie, nie jest procesem rewolucyjnym, lecz
ewolucyjnym, bo Ukraińcy powinni zrozumieć, że reżim prezydenta Janukowycza
zagraża wolności, nie tylko Tymoszenko czy Łucenko, lecz w niedalekiej
przyszłości każdemu obywatelowi kraju. A na to jest potrzebny czas.
Są Państwo przygotowani na brutalną konfrontację z władzą?
– Przeciwko przemocy trzeba występować w taki sposób, żeby zwyciężyć. Przemocą
nie da się zwyciężyć 300-tysięcznego aparatu ukraińskiego MSW. Zło trzeba dobrem
zwyciężać. Takie akcje, jak te przeprowadzane obecnie, pokojowe, władzy trudniej
jest likwidować na gruncie prawa.
Teraz świat może zobaczyć, jak naprawdę wyglądają tzw. reformy prezydenta
Janukowycza i jego zaplecza politycznego Partii Regionów Ukrainy. Janukowycz z
premierem Mykołą Azarowem zadeklarował reformę sądownictwa. I teraz widać wyniki
tej reformy sądów, które wykonują wyłącznie zlecenia władz. A niezależność
sądownictwa w kraju to tylko mrzonki dla naiwnych. O jakiej demokracji możemy
mówić, gdy procesy sądowe odbywają się pod dyktando władz? O jakim prawie możemy
mówić na Ukrainie, jeśli podczas procesu sądowego Julii Tymoszenko prokurator
nazwał ją osądzoną jeszcze przed ogłoszeniem wyroku sądu?
Dlaczego, będąc u władzy, nie zmienili Państwo tych struktur, nie
wyeliminowali całych systemowych patologii? Mieli Państwo przecież na to czas.
– Nikt z nas nie ucieka od odpowiedzialności za to, że w kraju nie
przeprowadzono gruntownych reform. Ale Tymoszenko była wtedy premierem 2 lata i
5 miesięcy. Janukowycz w tym okresie był ponad rok premierem. Żeby przeprowadzić
poważne reformy, państwo musi być spokojne i stabilne. A tego nie było podczas
rządów "pomarańczowych", była permanentna wojna na górze między prezydentem a
premierem. Na przykład więziony teraz szef MSW Jurij Łucenko robił wszystko,
żeby zreformować przestępcze ugrupowanie aparatu ministerstwa, ale nie miał
wsparcia ani parlamentu, ani prezydenta Juszczenki, chociaż chciał zrealizować
hasło wyborcze Wiktora Juszczenki, że bandyci mają siedzieć w więzieniu. Reforma
struktur siłowych w kraju nie była zrealizowana, bo Łucenko został
zdymisjonowany i trafił do prokuratorskiego młyna.
Podam panu przykład, jedną z najbardziej skorumpowanych struktur Związku
Sowieckiego była gruzińska milicja. Prezydent Saakaszwili w ciągu krótkiego
czasu rozwiązał milicję i utworzył policję, która funkcjonuje na cywilizowanych
zasadach, nie żyje z łapówek. Do tego potrzeba woli politycznej. Ale w
odróżnieniu od Saakaszwilego obecny reżim Janukowycza tylko udaje, że walczy z
korupcją. Aparat władzy zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji to aparat wzorowany
na komponentach reżimu sowieckiego. I dopóki Ukraińcy nie wyzbędą się
mentalności sowieckiej, dopóty będą dreptać w miejscu, rządzeni przez struktury
kryminalne.
Ale prokuratura postawiła byłej premier poważny zarzut, właśnie korupcji,
uznając, że podpisując w styczniu 2009 roku kontrakty gazowe z rosyjskimi
spółkami, przekroczyła swoje służbowe kompetencje.
– Gdyby ówczesna premier Tymoszenko zyskała w rezultacie podpisania umowy
gazowej z Rosją jakieś korzyści materialne, to tylko wtedy moglibyśmy mówić o
przekroczeniu uprawnień służbowych. Ale tego nie było. W oskarżeniu prokuratury
na temat podpisanej przez Tymoszenko umowy gazowej powiedziano jedynie, że
zawierając kontrakt z Rosjanami, ówczesna premier chciała zwiększyć swoją
popularność wśród wyborców. O czym to świadczy?
Okres rządów "pomarańczowych" zakończył się poważnymi podziałami w obozie
dotychczasowych partnerów.
– Juszczenko odegrał istotną rolę w procesie dochodzenia Janukowycza do
prezydentury. I 15 sierpnia w procesie sądowym przeciwko Tymoszenko będzie
zeznawał właśnie Juszczenko. Reżim Janukowycza chce, żeby Juszczenko został
głównym oskarżycielem. Niedługo zobaczymy, jaka będzie konkretna reakcja Rosji
na proces sądowy. No i nie zapominajmy, że zarówno prezydent Juszczenko, jak i
prezydent Miedwiediew zaakceptowali podpisane wówczas kontrakty gazowe.
Ukraina jest państwem korupcyjnym i niestabilnym – dlatego nie przyciąga
zagranicznych inwestorów. Ale rzecz polega nawet nie na tym, że przy władzy w
kraju jest były kryminalista, a politycy są skłóceni między sobą. Problem polega
przede wszystkim na braku wizji państwa. Ukraina do dziś nie zdefiniowała, jakie
państwo buduje i czego oczekuje od świata. Nie powiedziała, w jakim kierunku
dąży, do UE i NATO czy Rosji. Nie powiedziano także, skąd Ukraina oczekuje
inwestycji. Kiedyś Zbigniew Brzeziński powiedział, że wszystko można zabrać
Ukrainie oprócz jej miejsca geopolitycznego na mapie świata między Wschodem a
Zachodem.
Kiedy Ukraina pozbawi się mitów i zacznie budować państwo europejskie,
zaczynając od prawa i jego egzekucji, i rozbuduje swoją infrastrukturę na wzór
sąsiednich państw europejskich – takich jak Polska, Niemcy lub Francja – to
wtedy ma szansę stać się krajem demokratycznym, do którego sąsiedzi będą mieć
zaufanie i szacunek.
Dziękuję za rozmowę.
