Oni woleli stan wojenny

Nieznani sprawcy zniszczyli popiersie płk. Ryszarda Kuklińskiego w
Parku im. Jordana w Krakowie. Mieli czelność napisać, że to wyraz sprzeciwu
wobec "kultu zdrajcy, który sprzeniewierzył się złożonej przysiędze wojskowej".

Popiersie płk. Kuklińskiego zostało pomalowane czerwoną farbą (lewe ramię i tył
popiersia). Ponadto na cokole zamalowano napis "pułkownik" i czarną farbą
dopisano pod nazwiskiem słowo "zdrajca" oraz "śmierć USA". Do zdarzenia doszło w
nocy z 12 na 13 grudnia, dokładnie w czasie, gdy 30 lat temu w Polsce
wprowadzony został stan wojenny. W e-mailu rozesłanym do krakowskich redakcji
sprawcy chwalili się, że akcja była "wyrazem sprzeciwu wobec kultu zdrajcy",
który "sprzeniewierzył się złożonej przysiędze wojskowej dla własnych korzyści,
zagrażając Państwu i Narodowi".
Na miejscu zdarzenia policja zabezpieczyła ślady, trwają poszukiwania sprawców.
Pomóc ma w tym weryfikacja nadawcy e-maila. Pomnik wczoraj czyszczono, ale
zniszczenia były duże. Niewykluczone, że aby doprowadzić monument do stanu
świetności, nie wystarczą woda i chemikalia i konieczne będzie piaskowanie.
– Takiego aktu wandalizmu w parku, jeśli chodzi o pomalowanie pomnika, nie
pamiętam. Owszem, pojawiały mniejsze malunki autorstwa np. kibiców, ale nigdy
też nie dotyczyło to tych siedemnastu nowych pomników – zaznacza Kazimierz
Cholewa, prezes Towarzystwa Parku im. dr. Jordana. Jak zauważa, upamiętnione w
panteonie postaci dotąd nie wzbudzały tylu negatywnych emocji, co osoba płk.
Kuklińskiego.
Sprawą zbulwersowany jest dr Jerzy Bukowski, niegdyś asystent prasowy płk.
Kuklińskiego w Polsce i rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i
Niepodległościowych w Krakowie. – Jest to barbarzyństwo ludzi, którzy po prostu
nie rozumieją tego, co płk Ryszard Kukliński zrobił dla Polski i dla uratowania
światowego pokoju. To właśnie on, a nie generał Wojciech Jaruzelski zrozumiał
polską rację stanu – zaznacza.
Bukowski przypomina, że w ostatnich dniach POKiN zwróciło się do marszałek Sejmu
Ewy Kopacz i przewodniczących klubów parlamentarnych o uhonorowanie Kuklińskiego
jednozdaniową uchwałą Sejmu o treści: "Pułkownik Ryszard Kukliński dobrze
zasłużył się Rzeczypospolitej Polskiej".

 

Marcin Austyn

***

 

ZOMO w akcji

Na ulice Warszawy wrócił strach. Niebieskie milicyjne suki,
radiowozy, zomowcy w kaskach z pałkami tłumiący demonstrację oraz oddziały
wojskowe z bronią automatyczną – takie sceny można było zobaczyć wczoraj na pl.
Zamkowym. Dziś to tylko rekonstrukcja, ale przechodnie przyznają, że trzydzieści
lat temu, kiedy wprowadzono stan wojenny, wcale nie było im do śmiechu.

Milicyjne nysy, radiowozy marki Polonez oraz Fiat 125p, umundurowani
funkcjonariusze ZOMO z tarczami przyciągały wczoraj uwagę warszawiaków. Wśród
części z nich, pamiętających wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.,
inscenizacja przygotowana przez Fundację Odpowiedzialność Obywatelska,
przywoływała niemiłe wspomnienia z przeszłości. – To jest zrobione dla osób
dosyć młodych, bo ja osobiście pamiętam ten dzień – mówi pani Teresa. –
Mieszkałem wtedy na Bródnie. Wstałem rano i patrzę, że nic nie działa, nie ma
telewizji. Pomyślałem, że coś się dzieje. Wyjrzałem przez okno i widzę, że
ludzie czytają jakieś ogłoszenia. Poszedłem zobaczyć, a to informacja o
wprowadzeniu stanu wojennego – wspomina pan Aleksander. Podkreśla, że warto
przypominać Polakom o tym wydarzeniu. Wskazuje, że stan wojenny był złem, a
władze nie powinny tak postąpić i dławić wolnościowego zrywu. Potwierdza, że
funkcjonariusze ZOMO budzili wówczas lęk. – Pamiętam, jak jeździli po
Marszałkowskiej i walili pałami ludzi. To było zastraszanie. Trzeba było
uciekać. Zamknęli wtedy mojego kolegę, który schował się za drzewko. Podlecieli
i wrzucili go do suki. Jeden do drugiego mówił: "dopiep… mu" i walili pałą.
Siedział w więzieniu miesiąc tylko dlatego, że się schował za drzewo – mówi nasz
rozmówca. Zaznacza, że było widać po zomowcach, że czymś ich odurzano. – Oczy
mieli zamglone, strach było patrzeć, jak walili tymi wielkimi szturmowymi pałami
– dodaje.
Ludzie, korzystając z okazji inscenizacji wydarzeń stanu wojennego na pl.
Zamkowym, robili sobie zdjęcia z rekonstruktorami. Jeden z nich prezentował
oryginalne umundurowanie z tego okresu. – Ambicją każdego członka naszej grupy
rekonstrukcyjnej jest, by taki sprzęt zebrać. Można to uzyskać z różnych źródeł.
Głównym są aukcje internetowe – opowiada Tomasz Starosolski, członek grupy
rekonstrukcyjnej Milicja.waw.pl. Nysy są oryginalne milicyjne, mają przesuwane
drzwi z obu stron.
Jednak pokazy to tylko część akcji "Młodzi pamiętają" zorganizowanej przez
Fundację Odpowiedzialność Obywatelska. Pod kolumną Zygmunta zapłonęły znicze. –
Staramy się pokazać warszawiakom, że stan wojenny to nie tylko te pojazdy.
Każdy, kto zobaczy znicze, przypomni sobie, że oznaczał przede wszystkim ofiary
i ogromną stratę Narodu Polskiego. W momencie, kiedy Polacy byli najbardziej
zjednoczeni, bo aż 10 mln osób wspierało "Solidarność", panowała wielka euforia
i chęć zmian, przychodzi grudniowa noc i gen. Wojciech Jaruzelski ucina wszelkie
nadzieje – mówi Maciej Górski, rzecznik Fundacji.

 

Jacek Dytkowski

drukuj