Oni już stamtąd nie wrócą

Z Jadwigą i Janem Gosiewskimi, rodzicami śp. Przemysława Gosiewskiego,
który zginął w katastrofie samolotu rządowego pod Smoleńskiem, rozmawia Adam
Białous

Dlaczego nie wzięli Państwo udziału w wyjeździe rodzin do Smoleńska wraz z
panią prezydentową?

Jadwiga Gosiewska: – Ogólnie jestem zdania, że każda forma – także i ta –
uczczenia pamięci ofiar katastrofy jest dobra. Jednak w tej pielgrzymce nie
wzięłam udziału, ponieważ uważam, że nie powinna ona odbywać się pod
przewodnictwem pani prezydentowej. Wiem, że ona w żaden sposób nie zawiniła w
związku z katastrofą smoleńską, ale reprezentuje prezydenta i opcję polityczną,
z którą on jest związany. Sądzę, i to pokazują fakty, że oni zawinili. Trzeba
więc koniecznie pewne rzeczy rozgraniczyć.

Jak Państwo oceniają zaangażowanie rządu w wyjaśnienie przyczyn katastrofy, w
której zginął Państwa syn?

Jadwiga Gosiewska: – Uważam, że powinniśmy naciskać na rządzących, żeby w
końcu poważnie zajęli się tym tematem. Chcę się odwołać do wszystkich
organizacji pozarządowych, by podjęły wszelkie możliwe kroki w celu zachęcenia
osób i instytucji naszego rządu do większej pracy nad wyjaśnieniem zdarzeń,
które doprowadziły do katastrofy smoleńskiej. Moim zdaniem, potrzebna jest
presja światowej opinii społecznej, która obudzi rządzących naszym krajem,
skłoni ich, aby doprowadzili w końcu do przesłuchań przez polskich prokuratorów
osób mających wiedzę na temat okoliczności tej tragedii. Nie możemy opierać się
jedynie na tym, co ustalą rosyjscy śledczy. To dla mnie i dla wielu Polaków po
prostu nie jest wiarygodne. Jeśli chodzi o śledztwo w sprawie katastrofy, to
zauważam, że jest ono szeregiem błędów i niejasności. Im dłużej jest ono
prowadzone, tym obraz okoliczności, w których doszło do tragedii smoleńskiej,
jest coraz bardziej mglisty, ciemniejszy. To, moim zdaniem, wskazuje, że nie był
to wypadek. Im więcej faktów wychodzi na światło dzienne, tym lepiej widzę, że
zarówno przygotowania wizyty delegacji prezydenckiej w Smoleńsku, jak i śledztwo
po katastrofie są przykładem złej woli.

Jan Gosiewski: – To nie są żadne starania, tylko zwykłe mydlenie oczu.
Ludzie prości widzą to najlepiej. W miejscowości Kołaki Kościelne w województwie
podlaskim, skąd pochodzi nasza rodzina, mamy z żoną dom letniskowy i jeździmy
tam odpocząć. Ostatnio spotkałem prostą kobietę, która pasła krowy i powiedziała
do mnie wprost: "Panie Gosiewski, to nie był żaden wypadek, ale ktoś ten samolot
celowo strącił, to widać jak na dłoni". Ale dla rządzących sprawa jest jasna, że
to był tylko wypadek. To prosta kobieta, która nie ma żadnego wykształcenia,
potrafi skojarzyć fakty, te, które są już znane, a wykształceni ministrowie nie?
Powiem panu o jeszcze innej podobnej sytuacji, która miała miejsce w Kołakach
Kościelnych. W czwartek przed katastrofą przyszedł prosty rolnik do sklepu.
Mówię mu, że jestem dumny z syna, że planuje lecieć z prezydentem, by oddać
cześć ofiarom Katynia, a ten do mnie: "Oni już stamtąd nie wrócą". Mnie
zamurowało, ale myślę – coś plecie. A on miał rację. Więc zwykły chłop potrafił
ocenić, jak ta podróż może się skończyć, jak może być niebezpieczna, a wszyscy
rządowi specjaliści niczego złego się nie spodziewali?

Dlaczego tak sceptycznie podchodzą Państwo do zaangażowania rządzących w
wyjaśnienie przyczyn tej katastrofy?

Jan Gosiewski: – Uważam rządzących za ludzi dwulicowych. Co innego mam
myśleć o człowieku, który do czasu smoleńskiej tragedii, kiedy jeszcze był
marszałkiem Sejmu, prześladował mojego syna? Wielokrotnie w obronie Przemka
pisałem do niego listy, na żaden nie raczył odpowiedzieć, a dziś, kiedy jest
prezydentem, ciągle mówi o miłości. Albo pan minister Sikorski. Za czasów rządów
PiS, kiedy był związany z tą partią, po prostu wielbił Jarosława Kaczyńskiego, a
teraz oskarża go o najnikczemniejsze sprawy, więc jakie jest jego prawdziwe
oblicze? Pamiętam taką sytuację, kiedy decydowało się, czy ministrem obrony w
rządzie premiera Kaczyńskiego będzie mój syn czy Radosław Sikorski. Został nim,
jak wiemy, Sikorski. Był cały w skowronkach. Mojemu synowi, którego wówczas
nazywał "przyjacielem", ofiarował obraz pt. "Gosiewski na koniu". Mam ten obraz
z podpisem Radosława Sikorskiego. Więc dziś poproszę go: Namaluj obraz
"Gosiewski na Powązkach". Przemek, kiedy się urodził, ważył tylko 1,9 kilograma.
Prosiłem: "Matko Najświętsza, ocal go, nie zabieraj tak szybko, on się przyda
Ojczyźnie". Ona wówczas wysłuchała naszej prośby. Żył 46 lat i w tym czasie
wypełnił swoją służbę Ojczyźnie, jak należy. Tak jak jego przodkowie, którzy
przez stulecia wiernie służyli Polsce, jak hetman polny litewski Wincenty
Aleksander Gosiewski, który w roku 1656 pod Prostkami rozgromił wojska
szwedzkie. Dzisiaj znów Polska jest rozdarta, jak podczas potopu szwedzkiego, i
trzeba się opowiedzieć: czy poprzeć tych, dla których w życiu liczy się tylko
władza i pieniądze, czy tych, którzy w sercach mają miłość do Boga i Ojczyzny.
Ta walka po katastrofie smoleńskiej nabrała większej dynamiki. Jedni krzyż
znieważają, inni go bronią. Ja bym chciał, żeby Polską rządzili ci drudzy,
którzy przestrzegają Dziesięciu Przykazań Bożych, dopiero w takim kraju będę
czuł się bezpieczny.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj