Omijają „Kompasik” szerokim łukiem

Z Dariuszem Zalewskim, publicystą, pedagogiem, autorem książek o
wychowaniu klasycznym, rozmawia Maria S. Jasita

Czym jest „Kompasik”? Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli
zaprzecza, jakoby był to podręcznik, i określa go mianem poradnika do dowolnego
wykorzystywania przez nauczycieli.

– „Kompasik” jest rodzajem
poradnika, który wskazuje na cele, metody, a także treści, jakimi ma posługiwać
się nauczyciel w trakcie prowadzenia zajęć w szkole na temat praw człowieka.
Jeśli przyjmiemy, że podręczniki są książkami pomagającymi uczniom w
przyswajaniu konkretnych treści, to „Kompasik” raczej skierowany jest do
nauczycieli. Dlatego bym używał określenia „poradnik”, a nie „podręcznik”. Choć
spotkałem się z różnym nazewnictwem tej publikacji.

Co Pana najbardziej uderzyło w trakcie lektury tego
opracowania?

– Zdecydowanie ideologizacja tematyki praw człowieka
oraz świat przerabiany na modłę lewicową. Mamy tu propozycję 42 zajęć na różne
„antydyskryminacyjne tematy”. W praktyce są to gotowe konspekty lekcji dla
nauczycieli. Przykładem może być lekcja, której celem jest promowanie równości
płci. Zajęcia polegają na zmianie fabuły znanych bajek tak, by np. księżniczka
stała się księciem, kopciuszek kopciuchem i w ten sposób dziecko zrozumiało,
jakimi to stereotypami na temat ról płci jest karmione w bajkach. W „Kompasiku”
mamy też dział tematyczny, w którym autorzy ogólnie informują i sugerują, jak
prowadzić zajęcia o danej tematyce, np. dyskryminacji czy równości płci.

Bajkami można dowolnie operować?
– Można, ale tutaj mamy
do czynienia z wyraźnym kontekstem propagandowym. Zmienia się bajki, bo są – jak
mniemają autorzy poradnika – np. antyfeministyczne. Tu nie chodzi tylko o zmianę
fabuły bajki, ale o… naprawianie świata. Owo „naprawianie” rozpoczyna się od
dekonstrukcji starych, tradycyjnych kodów kulturowych w kontekście ról
poszczególnych płci. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, że w „Kompasiku”
znajdujemy jedynie edukacyjne odbicie pewnych prądów kulturowych związanych z
obecnie bardzo modną tzw. ideologią gender. Mówi ona o tym, że płeć nie jest
naturalna, tylko uwarunkowana kulturowo. W związku z tym pewne role społeczne i
wzorce odnośnie do roli matki, ojca, żony, męża można regulować kulturowo,
odgórnie, właśnie poprzez narzucanie dzieciom pewnych form i schematów
wychowania. I o to w tym wszystkim chodzi.

Pana zdaniem, nie powinno się poruszać tematyki tzw. równouprawnienia
czy dyskryminacji podczas zajęć w szkole?

– W klasycznym modelu
kształcenia koncentrowano się przede wszystkim na formowaniu charakteru i
rozwijaniu sprawności umysłowych. Chodziło bowiem o to, by młody człowiek nabył
sprawności, które udoskonalą (uświęcą) jego naturę i w ten sposób w pełni
przygotują do dorosłego życia. Na ideologizację nie było tam miejsca.
Prezentowane zaś w omawianej pozycji nauczanie o prawach ucznia jest zaś typowym
przejawem ideologizacji. Czy zatem poruszać tematykę równouprawnienia i
dyskryminacji? Ona zawarta jest w przykazaniu miłości bliźniego. Nauczmy dzieci
przestrzegać tego przykazania, a problem zniknie!

Autorzy opracowania proponują także „alternatywne modele
rodziny”…

– Tak, na przykład nauczyciel przygotowuje dzieciom
ilustracje przedstawiającej różne typy rodzin: klasyczne z matką i ojcem, z
samotnym rodzicem czy z „rodzicami” tej samej płci. Zajęcia polegają na
dyskusjach nad specyfiką każdej rodziny oraz odkrywaniu tego, co w nich
niepowtarzalne. Ich celem jest między innymi zapobieganie dyskryminacji rodzin o
„niezwykłej kompozycji”. Cóż powiedzieć? Typowy przykład propagandy uprawianej
na polu edukacji.

Zatem z punktu widzenia pedagogiki „Kompasik” jest dość
niebezpieczny…

– Jego niebezpieczeństwo polega na tym, że pod
pozorem „obiektywnej nauki” poucza nauczycieli, w jaki sposób mają robić
dzieciom „pranie mózgu”. Ta rzekoma „obiektywność” i „nowoczesność” ujęcia
problemu praw człowieka ma „znieczulać” i dzięki temu łatwiej urabiać zgodnie z
założoną wizją świata.

Mimo to książka ma pełną aprobatę resortu edukacji – wstęp do niej
napisała sama minister edukacji Katarzyna Hall.

– Trzeba się do tego
odnieść bardzo krytycznie. Jest to smutna diagnoza kondycji i jakości polskiej
edukacji, ale niewątpliwie ten poradnik jest zalecany przez ministerstwo. To
bardzo niepokojące, że resort aprobuje swoim autorytetem tak ideologiczną
książkę. Najwyraźniej problematyka tak rozumianych „praw człowieka” dla resortu
minister Hall jest priorytetowa. To wynika z pewnych preferencji politycznych,
za którymi stoi odpowiednia ideologia, a przejawia się tym, że chyłkiem przemyca
się tego typu poradniki, żeby już od najmłodszych lat urabiać społeczeństwo na
swoją modłę.

Jak reagują nauczyciele na ten poradnik? Chętnie z niego korzystają
czy raczej uważają za zbędny, a nawet wychowawczo szkodliwy?


Szczerze mówiąc, to spośród kilkudziesięciu znajomych nauczycieli nie spotkałem
nikogo, kto korzystałby z tego „poradnika”… W rozmowach, zarówno na gruncie
zawodowym, jak i prywatnym, ten temat się w ogóle nie pojawia. Wydaje mi się, że
wielu z nich nawet nie wie, że coś takiego istnieje, i nigdy „Kompasika” w ręku
nie mieli. Natomiast gdzieś tam „na górze” są jakieś ośrodki decyzyjne, które po
prostu próbują tę ideologię przepchnąć za wszelką cenę, i być może są pewne
środowiska nauczycielskie, którym się to podoba. Tu przychodzi mi do głowy
środowiskowy portal monitora edukacji – to są kręgi trochę powiązane z „Krytyką
Polityczną” – i oni szczególnie różne tego typu „kompasikowe” akcenty związane z
promowaniem homoseksualizmu czy właśnie tej ideologii gender przeżywają. Jednak
zdecydowana większość nauczycieli zazwyczaj albo o tym w ogóle nie słyszała,
albo – mówiąc bardzo potocznie – ma to w nosie. Ja to tak widzę ze swojej
perspektywy miasta wojewódzkiego, jakim jest Lublin, i podejrzewam, że w jeszcze
mniejszych miejscowościach jest podobnie.

CODN twierdzi, że nauczyciele są bardzo zainteresowani tym
poradnikiem i chętnie z niego korzystają.

– Powtórzę to, co mówiłem
już wcześniej: wydaje mi się, że tego typu pozycje książkowe cieszą się
zainteresowaniem jedynie wśród pewnych środowisk nauczycielskich, ideologicznie
zainteresowanych tego typu problematyką. Rodzice powinni najpierw sprawdzić, czy
w szkole, do której uczęszcza ich dziecko, poradnik jest wykorzystywany, i
ewentualnie wtedy wyrazić swój sprzeciw na ręce dyrektora szkoły czy organu
prowadzącego (gmina, powiat). Należy jednak podkreślić, że w grę wchodzą tutaj,
niestety, jedynie naciski nieformalne, gdyż książka została przecież
zatwierdzona przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj