„Oburzeni” profanują kościół

Inspirowana protestami "Oburzonych" na nowojorskiej Wall Street
demonstracja w Rzymie przeciwko niszczeniu światowej gospodarki przez bankierów
i polityków przerodziła się w starcia z oddziałami policji. W czasie zamieszek w
stolicy Włoch doszło także do licznych aktów wandalizmu. Zdemolowano jeden z
zabytkowych kościołów w centrum stolicy.

Nie wiadomo, w jaki sposób protest w związku z globalnym kryzysem finansowym
przerodził się najpierw w starcia z policją, a później – co już zupełnie
niezrozumiałe – w brutalne akty nienawiści wobec Kościoła. Włoskie telewizje
pokazały nagranie sceny, gdy banda wandali wtargnęła do jednej z rzymskich
parafii i rozbiła o ziemię figurę Matki Bożej. Incydent miał miejsce w kościele
świętych Marcelina i Piotra przy Via Lubicana na Lateranie, a więc w rejonie,
gdzie doszło do najpoważniejszych aktów przemocy. Dziennikarka gazety "La
Stampa" zarejestrowała telefonem komórkowym scenę, podczas której chuligan z
twarzą częściowo zakrytą kapturem wbiega do sali przy kościele i wynosi z niej
gipsową statuę Matki Bożej z Lourdes, a następnie rozbija ją o ziemię. Proboszcz
parafii ksiądz Pino Ciucci powiedział, że wandale zniszczyli także salę
katechetyczną i połamali wielki krzyż. – Zniszczyli wszystko – powiedział
kapłan. Akt profanacji potępił rzecznik Stolicy Apostolskiej ks. Federico
Lombardi, podkreślając, że jest to również dla niego całkowicie niezrozumiałe. –
Potępiamy niczym nieuzasadnioną przemoc i akty obrazy pod adresem wierzących
dokonane wczoraj – powiedział. – Zostały ciężko znieważone wrażliwość i uczucia
wiernych – podkreślił Lombardi. Oburzenie profanacją kościoła wyraził też
papieski wikariusz dla diecezji rzymskiej kardynał Agostino Vallini. Burmistrz
Wiecznego Miasta Gianni Alemanno oświadczył zaś: – Wyrażam pełną solidarność z
kardynałem Vallinim w reakcji na niesłychaną profanację kościoła pod wezwaniem
świętych Marcelina i Piotra. Bilans sobotnich starć w Rzymie to ponad 70 rannych
policjantów i uczestników zajść oraz 12 aresztowanych. Straty szacowane są na
miliony euro.

W Europie spokojnie
Zdecydowanie bardziej pokojowy przebieg miały demonstracje w innych krajach
Starego Kontynentu. Na przykład w Brukseli ok. 500 protestujących spędziło noc w
parku w dzielnicy Koekelberg. Wcześniej policja usunęła "Oburzonych" z budynku
uniwersytetu w brukselskiej dzielnicy, który manifestujący okupowali przez
tydzień. Niestety, podobnie jak w Rzymie, w stolicy Belgii manifestanci byli
dalecy od demonstracji pokojowych postaw. Jak wyjaśnił burmistrz Koekelbergu
Philippe Pivin, powodem usunięcia protestujących są zniszczenia, do których
doszło na terenie kampusu. Wewnątrz wymalowano m.in. graffiti, naruszona została
także instalacja wodna. Większych zniszczeń nie odnotowano w Londynie, gdzie
kilkaset osób spędziło noc. Z kolei w Berlinie siły bezpieczeństwa usunęły ok.
200 protestujących sprzed budynku Bundestagu. Tam także obyło się bez większych
incydentów. Przed oczyszczeniem placu policja poinformowała, że będzie zbierać
dane osób, które wbrew zakazowi będą chciały spędzić noc przed budynkiem
parlamentu. Akcję "Oburzonych" zapoczątkowano w Nowym Jorku, jednak liczba osób
biorących udział w demonstracjach związanych z tą inicjatywą była niewielka.
Frekwencja rzadko przekraczała 5 tys. osób. Mimo to akcja zyskała poparcie na
całym świecie.

 

Łukasz Sianożęcki,
Reuters

drukuj