Oblicza zakłamania
Media, politycy i tzw. autorytety bardzo często kwestionują możliwość poznania prawdy. Chcą, byśmy uznali, że w państwie demokratycznym każdy punkt widzenia jest równoważny i może zostać uznany za prawdę. Na dodatek nawet samo pojęcie prawdy jest coraz częściej wykluczane z dyskursu publicznego. Prawdę zastąpić ma bowiem odpowiednio sterowany głos opinii publicznej, który w myśl koncepcji umowy społecznej jest forsowany jako ostatecznie wiążący.
Lansujący kult efektywności widoczny w makiawelistycznej koncepcji polityki nie biorą pod uwagę tego, że konsekwencje odrzucenia prawdy, a tym samym zgody na zakłamanie, bywają dla społeczeństw bardzo kosztowne. Z powodu kłamstwa dochodzi bowiem do zaburzenia ładu społecznego, a nawet do rozpadu struktur społecznych. W zakłamanym systemie, w którym nie ma miejsca dla Boga i prawa naturalnego, brakuje również troski o dobro wspólne. Wówczas jedynym czynnikiem podtrzymującym trwanie struktur staje się przemoc. Już zakłamanie samej prawdy o człowieku sprowadza daleko idące, szkodliwe konsekwencje. Należy pamiętać, że nie tylko wielkie totalitaryzmy XX w. – nazizm i komunizm były w tym względzie wrogie człowiekowi, ale również liczne perspektywy, jakimi łudzi współczesny liberalizm, nie służą naszemu rozwojowi.
Powielanie fałszu przez media
Widoczne w mediach nieustanne redukowanie życia ludzkiego do aspektu czysto biologicznego jest perfidnym kłamstwem i poważnym uderzeniem w godność człowieka.
Powielane w społeczeństwie kłamstwo sprzyja rozrostowi manipulacji. Jak podaje ks. bp Adam Lepa: „manipulacja jest to celowe i skryte działanie, przez które narzuca się jednostce lub grupie ludzi fałszywy obraz pewnej rzeczywistości”. Sączenie fałszu, głównie za pomocą mediów, powoduje ukształtowanie odbiorców na podobieństwo bezwolnej masy pozbawionej własnego rozeznania, gdzie triumfy święci tak wygodna dla manipulatorów ignorancja. Profesor Eric McLuhan podczas II Międzynarodowego Kongresu „Media katolickie na świecie i w Polsce – szanse i zagrożenia”, który odbył się w ubiegłym roku w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, stwierdził, że masowego audytorium nie cechuje racjonalność, a pod wpływem działania mediów następuje nie tylko zablokowanie rozwoju, ale wręcz regres. „Oferta współczesnych mediów to przede wszystkim informacje. W tej nowej sytuacji gubimy gdzieś przywiązanie do poszukiwania sensu, a głównym zajęciem czynimy polowanie na informacje. Żeglowanie i polowanie to są podstawowe umiejętności nomadów. Podobnie jak ich paleolityczni przodkowie, tak i współcześni neonomadowie podążają w formie elektronicznej tam, gdzie można znaleźć 'zwierzynę’. Innymi słowy, środowisko informacji elektronicznej uznaje epokę neolityczną za własną i próbuje zamienić nas wszystkich w 'nomadycznych myśliwych'”. Nawiązuje on w swym wykładzie do nieocenionego w zakresie funkcjonowania mediów dorobku swojego ojca Marshalla McLuhana, a zaproponowane przez niego pojęcie „globalnej wioski” już wskazuje na kulturowe cofnięcie się współczesnego człowieka do okresu plemiennego. Trudno bowiem nie zgodzić się z tezą, że znacznym zubożeniem współczesnej kultury staje się porzucenie słowa pisanego i koncentracja na obrazach w postaci np. przekazów telewizyjnych. Dlatego też, jak podkreśla ks. bp Adam Lepa, jednym z podstawowych środków, które chronią człowieka przed szkodliwą dominacją obrazu i manipulacją, jest tworzenie oraz rozwijanie środowiska słowa. Istotne znaczenie ma w tym zakresie dobra lektura – tudzież osobiste spotkania z mistrzami, jak chociażby te mające miejsce podczas sympozjów naukowych.
Dziennikarz ma szukać prawdy
Społeczny regres wywołują zatem niejednokrotnie dziennikarze, którzy odwróciwszy się od prawdy, sprzeniewierzyli się swojemu powołaniu. Dla nich nieważna jest realizacja dobra wspólnego, ponieważ drugi człowiek, w tym odbiorca mediów, jawi się im jako bezosobowy target, mający jedynie umożliwić realizację założonych celów, wśród których prym wiedzie maksymalizacja zysków. Aby sprzedać więcej egzemplarzy gazety, zdobyć kolejnych widzów czy słuchaczy, zwodzi się odbiorców na wszelkie sposoby, a nawet wprowadza w stan podobny do hipnozy, próbując uzależnić od przekazywanych treści. Dziennikarze, którzy porzucają służbę prawdzie, automatycznie zdradzają swoich odbiorców, za których nie tylko przestają się czuć odpowiedzialni, ale wręcz nimi manipulują, wyrządzając w ten sposób realne zło społeczne. Jak zauważa prof. dr hab. Krystyna Czuba, wykładowca etyki dziennikarskiej w WSKSiM: „dziennikarstwo, jako zawód zaufania społecznego, zobowiązuje przedstawicieli mediów do nawiązania z odbiorcą, który musi być dla nich najważniejszy, rzeczywistego kontaktu poprzez prawdę, dobro i piękno. Dziennikarz musi mieć szacunek dla człowieka i dlatego nie powinien jedynie posługiwać się prawdą, ale służyć prawdzie. Jest to najważniejszy wymóg zawodu dziennikarskiego, który przekłada się na rzeczywiste zaufanie społeczne. Dziennikarz musi pamiętać, że kłamstwo nigdy się nie opłaca, gdyż niszczy samego kłamcę, tworzy relacje pełne szczelin, które trudno naprawić”. Rozsiane zło niestety rozplenia się niczym zabójczy chwast. Ludzie, dostrzegając podawane do naśladowania złe wzorce, mogą stracić zdolność odróżniania dobra od zła, zwłaszcza gdy wśród czołowych polityków, naukowców, pisarzy czy też artystów dochodzi do znieczulenia na przejawy zakłamania. Taki stan sprzyja z kolei wielu patologiom. Niewątpliwie życie w zakłamaniu niektórych przedstawicieli tzw. elit politycznych leży u podstaw licznych obecnie afer. W dużym stopniu wielu z tych ludzi wyrosło w zakłamaniu, i teraz niezmiernie trudno im jest zmienić postępowanie. Raz podjęta gra polegająca na oszukiwaniu społeczeństwa, skłania ich do ciągłego zacierania śladów poprzednio dokonanych manipulacji i brnięcia w coraz głębsze pokłady zakłamania.
Zaakceptowano stan zakłamania
Jak się okazuje, brak rozliczenia z przeszłością w myśl przyjętej w 1989 r. polityki „grubej kreski”, co zaakceptowane zostało przez liberalne media, wiąże się również z utrzymywaniem w naszej Ojczyźnie stanu zakłamania. Dlatego w obserwowanym obecnie dyskursie społecznym, którego głównym zadaniem staje się sterowanie masami, a nie rozumowe przekonywanie jednostek do określonych rozwiązań, dominują sofistyczne chwyty, zafałszowane sondaże czy też nawet prymitywne treści bazujące jedynie na instynktach. W ten sposób próbuje się za wszelką cenę odwrócić uwagę społeczeństwa od spraw istotnych i nim kierować. Jak wyjaśnia dr Józef Szaniawski, wykładowca dziennikarstwa w WSKSiM: „wielokrotnie dziennikarze informacje mało istotne, pięciorzędne wyolbrzymiają do gigantycznych rozmiarów, natomiast sprawy pryncypialne dla polskiej racji stanu pomijają milczeniem. Odbiorcom mediów trudno sobie wyobrazić, iż niektórzy liberalni politycy mogą być ludźmi aż tak bardzo zakłamanymi. Lecz by sprawnie eliminować z życia publicznego ewidentnych oszustów, dziennikarze muszą należycie spełniać swoje obowiązki, co w Polsce jest niezmiernie utrudnione ze względu na fatalną strukturę własnościową mediów”.
Niestety, możemy obserwować, że skłania się Polaków nie tylko do przyjęcia fałszywego obrazu rzeczywistości, ale też coraz częściej nie zezwala się im na samodzielne poszukiwanie prawdy, karząc tych, którzy chcą ją poznać chociażby poprzez ostracyzm środowiskowy. Trzeba również zauważyć, że zakłamanie mające swe źródło na zewnątrz człowieka, w mediach czy zdemoralizowanej władzy bardzo często prowadzi do automanipulacji. A wówczas uwolnienie z kajdan kłamstwa jest bardzo trudne. Dlatego tak ważne jest nieustanne dążenie do prawdy, zwalczanie wszelkich przejawów zakłamania oraz wspieranie tych, którzy służą prawdzie.
Paweł Pasionek
