O nieistnieniu
Kiedy tylko JE ks. abp Józef Michalik w liście pasterskim napisał, że
Kościół jest atakowany m.in. przez masonów, zaraz przodująca w pracy operacyjnej
oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym red. Katarzyna Wiśniewska z "Gazety
Wyborczej" poszła do prof. Tadeusza Cegielskiego, wielkiego mistrza Wielkiej
Loży Narodowej, w nadziei, że profesor da Ekscelencji stosowny odpór. No a
profesor, jak to profesor – nie tylko dał stosowny odpór Ekscelencji, ale w
dodatku udzielił instrukcji czytelnikom "Gazety Wyborczej". Instrukcja odwołuje
się do ich snobizmu, co przynosi zaszczyt spostrzegawczości i umiejętnościom
socjotechnicznym prof. Cegielskiego. Bo trzeba nam wiedzieć, że znakomitą
większość czytelników "GW" stanowią półinteligenci, będący zresztą plagą
współczesnego świata, a naszego nieszczęśliwego kraju w szczególności. Są to
ludzie inteligentni i spostrzegawczy, w każdym razie na tyle, by zdawać sobie
sprawę, że są półinteligentami – czego bardzo się wstydzą i co za wszelką cenę
pragną ukryć.
Najlepszą metodą jest unikanie prezentowania własnych poglądów, których
zresztą półinteligent przezornie nie posiada, tylko identyfikowanie się z
poglądami stadnymi. Na tym fundamencie zasadza się pozycja red. Michnika oraz
innych autorytetów moralnych. Oznajmiają oni półinteligentom, co mają myśleć. No
i ci zaraz nie tylko skwapliwie to właśnie myślą, ale nawzajem sobie to
komunikują i w ten sposób tworzy się opinia publiczna. Tedy prof. Cegielski dał
red. Wiśniewskiej do zrozumienia, że masonów "nie ma", zaś przekonanie o ich
istnieniu dowodzi hołdowania teorii spiskowej, zaś hołdowanie teorii spiskowej
jest znakiem rozpoznawczym półinteligenta. Jestem pewien, że wobec tak poważnej
zastawki ze strony prof. Cegielskiego żaden czytelnik "Wyborczej" nie odważy się
przyznać do wiary w teorię spiskową – chyba że red. Michnik ogłosi czasową
dyspensę, jak podczas słynnego nieporozumienia w klubie gangsterów nazwanego
"aferą Rywina". Wtedy nie tylko było można, ale nawet powinno się gorąco wierzyć
w straszliwy spisek przeciwko "Agorze" – ale normalnie spisków "nie ma".
W ten sposób lista rzeczy nieistniejących wydłużyła się o jeszcze jedną
pozycję. Jak pamiętamy, w początkach lat 90. red. Michnik twierdził, że w Polsce
"nie ma" Żydów. Możemy sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby "byli". W
1992 r. okazało się, że "nie ma" też konfidentów – tylko "ofiary systemu" z
generałem Jaruzelskim na czele. Spisków to w ogóle nigdy nie było, więc szkoda
każdego słowa, tym bardziej że od 2006 roku "nie ma" też Wojskowych Służb
Informacyjnych, które wraz z "lewicą laicką" przygotowały, przeprowadziły i
nadzorowały transformację ustrojową, w której chodzi o to, by dokonać takich
zmian, aby wszystko albo prawie wszystko zostało po staremu. No a teraz okazuje
się, że "nie ma" również masonów. To bardzo ciekawe, bo w początkach lat 90.
było u nas około 600 masonów, co skłania do podejrzeń, iż do masonerii wstąpić
mógł nawet cały batalion Służby Bezpieczeństwa. Masoni twierdzą, że uprawiają
"sztukę królewską". O co tu chodzi? Kiedyś chodziło o sztukę architektoniczną –
ale dzisiaj tej sztuki naucza się całkiem jawnie na wszystkich politechnikach
świata. Czym zatem jest "sztuka królewska" dzisiaj? Snop światła na tę sprawę
rzuca operacja "czyste ręce" we Włoszech, podczas której przy każdej aferze
korupcyjnej trafiano na masońską lożę Propaganda Due. Wygląda na to, że owa
"sztuka" oznacza dzisiaj umiejętność skrytego manipulowania wielkimi masami
ludzi – no i korumpowania się przy okazji, bo właściwie – dlaczego nie? Jest to
tym łatwiejsze, że Wielki Wschód utajnia członkostwo. Czego się wstydzą?
Przecież chyba nie otchłannych egzegez, z wyciąganiem pierwiastka kwadratowego z
wymiarów świątyni Salomona? To może być zresztą świetny kamuflaż dla penetracji
wywiadowczej – ale to już ociera się o teorię spiskową, a półinteligentom w
takie rzeczy prof. Tadeusz Cegielski właśnie zabronił wierzyć. Kiedyś prof.
Tadeusz Kotarbiński twierdził, że "nieistnienie jest atrybutem zaszczytnym". Być
może, ale również – jakże wygodnym!
