O miłości najpiękniejszej
Myślę, że już tylko w tak elitarnej
sztuce jak pantomima, miłość jako temat nie została (jeszcze!) zdeprecjonowana,
zwulgaryzowana, zinstrumentalizowana…
Zachowała
tam swoją wartość i swoją wysoką, zaszczytną pozycję przynależną jej choćby
z tego tytułu, że jest przecież najpiękniejszym i największym darem, jaki
człowiek
otrzymał od Pana Boga. To właśnie miłość jest namacalnym świadectwem naszego
człowieczeństwa w tym najważniejszym znaczeniu. Zresztą, w każdym znaczeniu.
I z miłości będziemy rozliczani kiedyś, gdy przyjdzie na to pora.
Te i podobne refleksje towarzyszyły mi przy oglądaniu pierwszych spektakli
prezentowanych w ramach VI Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Mimu, który jak
co roku odbywa się w Teatrze na Woli. Festiwal zainaugurowała piękna, wzruszająca
opowieść o miłości, o której marzy para tytułowych bohaterów, Pierre i Jeanne.
O miłości, która jest wręcz na wyciągnięcie ręki, lecz bohaterowie jej nie
dostrzegają, bo ich uwaga skupiona jest na czym innym, na jakichś drobnych,
codziennych sprawach, które zajmują im czas. I nawet, gdy zupełnie przypadkowo
znajdą się obok siebie na ulicy wśród przechodniów czy w tramwaju, autobusie,
a nawet w tym samym pokoju, to rozproszenie spowodowane współczesną cywilizacją
oferującą nam dziś tak wiele nowinek technicznych i natłok informacyjny (aż
do ogłupienia) powodują, że Pierre i Jeanne nie dostrzegają siebie, mimo że
trzymają się za ręce i tęsknią za sobą. Sporo czasu musi upłynąć, by odnaleźli
siebie i wspólnie podjęli to piękne, ale jakże odpowiedzialne i niełatwe wyzwanie,
jakim jest założenie rodziny, wychowywanie dzieci i trwanie w tej wspólnocie
rodzinnej na dobre i na złe.
Znakomicie pomyślany finał – oboje, załadowawszy cały dobytek na rozłożonym
prześcieradle (które pełni tu kilka funkcji, może być też obrusem), ciągną
go wspólnie przez całą przestrzeń sceny, której podłoga stawia wyraźny opór,
jakby chciała powiedzieć: życie nie jest łatwe, ale razem ten ciężar udźwigniecie.
Ta finałowa scena, której ciszę "zakłóca" jedynie szum ocierającego
się o podłogę bagażu powoli ciągniętego przez Pierre’a i Jeanne w stronę kulis,
ma charakter symboliczny. Jest nadzwyczaj czytelna zarówno w detalu, jak i
w swym uniwersalizmie.
"
Pierre et Jeanne" to spektakl pokazany przez francuski teatr "Monsieur
et Madame O" w reżyserii Violaine Clarnet i Laurenta Claireta. Oboje wykonawcy,
Anlo Piquet (grająca Jeanne) i Laurent Clairet (rola Pierre’a), reprezentują
szkołę pantomimy wielkiego francuskiego mima Marcela Marceau. To widać zarówno
w środkach wyrazu, sposobie ekspresji, jak i w samej konstrukcji przedstawienia,
gdzie tradycyjnie mamy ekspozycję (trochę za długą, niestety), rozwinięcie
akcji i finał. Wszystko wyraźne, czytelne, spójne artystycznie, sceny wzajemnie
z siebie wynikające i logicznie umotywowane. Realizatorzy spektaklu i wykonawcy
doświadczenia wyniesione ze szkoły Marcela Marceau poszerzyli tu o własne środki
wyrazu, sięgając do elementów filmowej burleski, cyrkowych popisów, tańca i
teatru dramatycznego. Klimatu spektaklowi dodaje też bardzo piękna muzyka m.in.
z "Peer Gynta" Griega, "Madame Butterfly" Pucciniego (z
głosem – jeśli się nie mylę – samej wielkiej Marii Callas), jest także fragment "Requiem" Mozarta.
Aby obejrzeć kolejny świetny, również kontynuujący tradycyjne podejście do
pantomimy spektakl "Only you", pokazany przez polski Teatr Formy
z Wrocławia, trzeba było złożyć daninę w postaci cierpliwości widza. Takiej
właśnie cierpliwości wymagał występ Moveo Teatro z Hiszpanii, który pokazał "gimnastyczne" przedstawienie "Marelle" o
jednej pani, która miała dwóch zalotników i problem, którego z nich wybrać.
Nieładnie wskazywać palcem, kto przespał na fotelu ten nudny, bezsensowny,
zagadany, a raczej zakrzyczany spektakl (bo na tym festiwalu pantomimy są też
przedstawienia, w których się mówi). Z moich obserwacji wynika, że chyba jakieś
80 procent widowni spało, łącznie z Jerzym Gruzą, a chwilami nawet z dyrektorem
artystycznym tegoż festiwalu Bartłomiejem Ostapczukiem, który chyba osobiście
układał tenże repertuar.
To całkowite nieporozumienie artystyczne i repertuarowe wynagrodził widzom
(oczywiście tym, którzy cierpliwie dotrwali i nie wyszli w tzw. międzyczasie)
polski zespół. Założony dziesięć lat temu przez Józefa Markockiego Teatr Formy
(wcześniej jako Współczesny Teatr Pantomimy) wyrasta z tradycji takiego teatru
mimu, który stworzył 50 lat temu Henryk Tomaszewski i który to teatr był naszą
chlubą nie tyko w Polsce, ale i na świecie. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych.
Powiedzenie okaże się nieprawdziwe, gdy spojrzymy wstecz na wspaniały, niezwykły,
niegdysiejszy teatr Henryka Tomaszewskiego. Po śmierci tego wybitnego artysty
nie znalazł się nikt, kto by na takim poziomie artystycznym i intelektualnym
zbudował teatr mimu.
Niemniej wrocławski Teatr Formy stara się kontynuować w pewnym sensie tę piękną
tradycję. Czerpiąc z bogactwa dorobku i doświadczeń szkoły i tradycji polskiego
mimu zbiorowego, wymyślonego i zrealizowanego przez wybitnego twórcę Henryka
Tomaszewskiego, Józef Markocki dołączył do estetyki pantomimy także inne estetyki
charakterystyczne dla takich form, jak taniec klasyczny, ale i współczesny,
wykorzystał też techniki właściwe teatrowi dramatycznemu. W ten sposób teatr
ten wypracował swój własny, indywidualny styl i własne środki wyrazu artystycznego.
"
Only you" to opowieść o miłości kobiety i mężczyzny ukazanej na tle wydarzeń
społecznych, historycznych na przestrzeni 60 lat. Zaczyna się od dzieciństwa
bohaterów, przez wojnę, naukę w szkole, dorastanie, małżeństwo, dzieci, czas
realnego socjalizmu (łącznie z niespodziewaną wizytą agenta UB), trudne warunki
materialne, odejście męża (z powodu niesprostania trudom życia) i powrót po
latach do jednak wciąż kochanej i wciąż kochającej żony. Ta prosta fabuła,
choć zasadzająca się na konkretnym przykładzie, jest zarazem dość uniwersalna.
Ewelina Ciszewska w roli żony i Józef Markocki jako mąż stworzyli znakomite
kreacje, przemyślane i wyartykułowane ruchem, mimiką, gestem – do perfekcji.
W każdym detalu. A już scena szycia na maszynie należy do najwyższych osiągnięć
w dorobku aktorskim Eweliny Ciszewskiej. Piękny, skłaniający do wielu refleksji
spektakl!
Temida Stankiewicz-Podhorecka
Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu w Teatrze na Woli w Warszawie (ul. Kasprzaka
22), 18-28 sierpnia 2006. Bilety na festiwalowe spektakle są sprzedawane w
cenie 25-35 zł.
