Nord Stream rusza bez zezwoleń
Służby prasowe spółki Nord Stream AG poinformowały, że budowa pierwszej nitki rurociągu przez Bałtyk rozpocznie się w kwietniu 2010 roku. Według założeń, prace mają trwać 18 miesięcy. Jeżeli wierzyć oficjalnym oświadczeniom, konsorcjum zgromadziło już 60-70 proc. niezbędnych materiałów, których dostawcy to rosyjskie i niemieckie firmy. Eksperci podkreślają, że oprócz realizacji celów politycznych Północny Strumień to sposób na napędzenie gospodarek krajów bezpośrednio zaangażowanych w tę inwestycję.
Rury dostarcza niemiecki Europipe – kontrakt na 400 mln euro, zaspokajający 25 proc. zapotrzebowania. Natomiast pozostałe 75 proc. (wartości 1,2 mld euro) zapewnia rosyjski OMK. – Jest to na pewno jakiś sposób dofinansowywania gospodarki rosyjskiej i niemieckiej przez państwo rosyjskie, natomiast wydaje mi się, że ta deklaracja ma wymiar podkreślenia determinacji stron co do realizacji tego projektu, który cały czas napotyka bardzo duże problemy – ocenił Paweł Nierada, ekspert w dziedzinie energetyki z Instytutu Sobieskiego. – Jest bardzo wiele znaków zapytania i jego powodzenie nie jest stuprocentowo pewne. Sądzę jednak, że tego typu demonstrowana deklaracja i determinacja obydwu stron pozwala raczej spodziewać się, że prędzej czy później ten projekt zostanie zrealizowany – dodał.
Rosyjsko-niemieckie konsorcjum do rozpoczęcia realizacji inwestycji potrzebuje – oprócz zgody poszczególnych państw nadbałtyckich – także politycznego i finansowego wsparcia projektu przez Unię Europejską. Ta ostatnia, przyjmując raport Marcina Libickiego dotyczący oddziaływania Gazociągu Północnego na środowisko naturalne, wyraziła sprzeciw wobec inwestycji.
– Nie mamy jeszcze niezbędnych zezwoleń, jednakże jesteśmy w trakcie ich zdobywania – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ulrich Lissek, dyrektor konsorcjum Nord Stream ds. komunikacji. – Niemcy, Rosja, Finlandia, Szwecja i Dania są w fazie negocjowania i omawiania tych zezwoleń – mówi. Jak poinformował, spółka oczekuje ich w ciągu „najbliższych tygodni”. Lissek nie chciał jednak podawać bardziej konkretnych terminów, tłumacząc, że nie chce naciskać na rządy krajów bezpośrednio zainteresowanych tym projektem. – Nie chcę mówić o jakichkolwiek datach, ponieważ mogłoby to zostać odczytane jako próba wywarcia nacisku – powiedział.
Spółka Nord Stream przygotowała już szczegółowe plany budowy gazociągu. Jak się dowiedzieliśmy, czynnikiem, który na obecnym etapie przeszkadza w rozpoczęciu realizacji inwestycji, jest – oprócz braku niezbędnych zezwoleń – problem ze sprzętem posiadanym przez podwykonawców. Ten ostatni wymaga dostosowania do potrzeb tego konkretnego gazociągu. – Rury, które mają być położone na dnie Bałtyku, są nieco mniejsze, zatem należy zmienić wyposażenie. Dysponujemy jednym potężnym statkiem przystosowanym do prac na głębokich wodach oraz innym, wyposażonym w kilka kotwic, który będzie operował na wodach płytszych – mówił rzecznik Lissek. Zapytany o technologie ochrony wód przed katastrofą ekologiczną odpowiedział, iż takich spółka nie posiada, jednak uczyni wszystko, aby zminimalizować zagrożenie. – Tak poprowadzimy korytarz, aby ominąć miejsca, gdzie np. znajdują się podwodne miny czy obszary zarybione – tłumaczył.
Firma zleciła sporządzenie opinii eksperckiej w tej sprawie. Obejmuje ona ponad 10 tys. stron i została przekazana rządom wszystkich bezpośrednio zainteresowanych krajów. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku tych badań i sądzimy, że zagrożenie środowiska możemy sprowadzić do minimum – stwierdził Lissek. Wspomniana ekspertyza nie doczekała się akceptacji UE.
Gazociąg Północny może liczyć na wsparcie ze strony polityków Unii Europejskiej. – Komisja Europejska zawsze była przychylna projektowi Nord Streamu. Wraz z postępem, jaki nastąpił w kwestii tego projektu (…), UE podejmuje znaczące kroki w kierunku zabezpieczenia dostaw energii na przyszłość – mówił w połowie lipca tego roku Andris Piebalgs, komisarz UE ds. polityki energetycznej. – Zawsze mówiliśmy, że uważamy ten projekt za strategiczny i konieczny – wtórowała mu kanclerz Niemiec Angela Merkel. Zakrawa na swoisty paradoks, że jednocześnie w Brukseli stale mówi się o dywersyfikacji źródeł dostaw. W opinii byłego eurodeputowanego PiS Marcina Libickiego, jeżeli Komisja Europejska złamie którykolwiek z punktów sporządzonego przez niego raportu dotyczącego niemiecko-rosyjskiej inwestycji, powinna zostać zdyscyplinowana przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Tymczasem Jerzy Buzek w żaden sposób nie skomentował wypowiedzi szefa unijnej komisji ds. polityki energetycznej.
Sprawa wydaje się tym bardziej poważna, że – na co zwrócił uwagę Paweł Nierada – Rosja nie będzie miała najmniejszych skrupułów, żeby tak zmodyfikować ścieżki dostaw, aby dostarczać gaz jedynie do wybranych klientów. – Wydaje mi się, że Rosja ma dostateczne zasoby gazu, aby zaopatrzyć ten rurociąg. Należy to rozumieć nie tylko w kontekście już uruchomionych i produkujących rezerw, ale także całego potencjału. Nawet jeżeli wystąpiłaby sytuacja, że tego gazu zabrakłoby do zaspokojenia wszystkich klientów Rosji, to w pierwszym rzędzie będą zaopatrywani ci klienci, którzy najlepiej płacą, a takim klientem niewątpliwie są Niemcy – stwierdził Nierada. Należy zatem się spodziewać, iż strona rosyjska nie zawaha się „przykręcić kurka” również w każdej innej sytuacji, jak chociażby w celu wywarcia politycznego nacisku.
Anna Wiejak
Struktura własnościowa Nord Stream:
Gazprom – 51 proc. udziałów
BASF/Wintershall – 20 proc. udziałów
E.ON Ruhrgas – 20 proc. udziałów
Gasunie – 9 proc. udziałów
