Nigdy się nie poddam
Z Jadwigą Gosiewską, matką wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, który
zginął pod Smoleńskiem, rozmawia Marta Ziarnik
Co Pani czuła, czytając list otwarty Polonii amerykańskiej?
– Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. O to mi chodziło, żeby poczuć, iż nie
jesteśmy sami w tej chęci wyjaśnienia prawdy na temat katastrofy z 10 kwietnia
2010 roku. Że nie jesteśmy zostawieni sami sobie w tym gąszczu kłamstw,
niedomówień i chęci ukrycia prawdy. Gdy czytałam ten piękny list, poczułam, że
są ludzie – i to znaczący, bo przecież Polonia to nie są pojedynczy i
przypadkowi ludzie – którzy czują się Polakami i leży im na sercu dobro naszego
kraju. Wielomilionowa Polonia wie, że 16 miesięcy temu pod Smoleńskiem stała się
naszemu Narodowi olbrzymia krzywda i wielka niesprawiedliwość. Nasi rodacy na
obczyźnie zdają sobie sprawę z tego, że wszyscy musimy walczyć o honor naszej
Ojczyzny, który został podeptany. Dlatego też ten list odebrałam z wielką ulgą.
I jeżeli w mojej sytuacji można się jeszcze z czegokolwiek cieszyć, to właśnie z
takich gestów.
Jednak w liście nie ma konkretnych obietnic działań, o które Pani zwracała
się w swoim apelu.
– Zdaję sobie sprawę, że to nie jest jeszcze taka odpowiedź, jakiej bym sobie
życzyła. Ale uważam, że dzięki odpowiedzi Polonii wkroczyliśmy na pewną drogę –
mam nadzieję, że nie długoterminową – która jest pierwszym etapem ku naszemu
celowi. I teraz, po tym liście, nawiążę kolejny, jednak już bardziej konkretny
kontakt z Polonią, która interesuje się naszą wspólną stratą.
Jakiego rodzaju kontakt ma Pani na myśli?
– W pierwszej kolejności oczywiście chcę naszym rodakom mieszkającym w USA
podziękować za ten piękny i podtrzymujący na duchu list i chcę im powiedzieć o
moich odczuciach po jego przeczytaniu. A ponieważ jestem człowiekiem czynu, mam
nadzieję, że uda mi się także zawrzeć wspólne porozumienie z Polonią i
wchodzącymi w jej skład politykami i ekspertami, by poradzili mi konkretnie, co
należy robić i jak, żeby ta sprawa uległa przyspieszeniu. Dlatego wierzę, że ten
list jest pierwszym etapem w zapoczątkowanym procesie.
List z podobną prośbą skierowała Pani także do prezydenta USA Baracka Obamy.
Biały Dom zareagował?
– Niestety, nie. Ale nie poddam się i tak jak już pani mówiłam podczas naszej
ostatniej rozmowy, za jakiś czas ponownie napiszę do prezydenta Obamy. Liczę na
to, że do tego listu dołączą się jeszcze inni. I tym razem napiszemy już list, w
którym konkretnie opiszemy, o co nam chodzi i dlaczego. W następnym piśmie już
zawrzemy, w którym miejscu dokładnie oczekujemy pomocy amerykańskiego Kongresu i
jakiej. Bo najbardziej zależy nam na międzynarodowej komisji, na amerykańskich
zdjęciach satelitarnych z miejsca katastrofy i na zwróceniu nam przez Rosję
podstawowych dowodów. Jestem optymistką i mam nadzieję, że ten cel, który sobie
postawiłam, uda mi się osiągnąć.
Dziękuję za rozmowę.
