Niesiołowski szkodzi powadze Sejmu

Z posłem Eugeniuszem Kłopotkiem (PSL) rozmawia Paulina Jarosińska

Czy po środowym incydencie – niedopuszczeniu do głosu posła Marka Suskiego
podczas debaty nad wotum nieufności dla ministrów Aleksandra Grada i Jacka
Rostowskiego – uważa Pan, że Stefan Niesiołowski powinien być dalej
wicemarszałkiem Sejmu?

– Niewątpliwie Stefan Niesiołowski ma impulsywną osobowość i uważam, że z racji
pełnionej przez siebie poważnej funkcji powinien hamować swoje emocje.
Doświadczenie pokazuje, że jego zachowanie najczęściej powoduje zaognianie
konfliktów i atmosfery nieodpowiedniej dla powagi Sejmu. Mamy bowiem do
czynienia z taktyką "cios za cios", co nie sprzyja potem sprawności prowadzenia
obrad. Na pytanie, czy powinien być, czy nie wicemarszałkiem, odpowiem w ten
sposób: nie do mnie należy ta decyzja. Na pewno powinien przyhamować swoje
emocjonalne reakcje.

Wicemarszałek Niesiołowski kumuluje swój agresywny język, panicznie reagując
właściwie tylko na posłów Prawa i Sprawiedliwości. To już nie pierwsza sytuacja,
w której parlamentarzysta partii opozycyjnej jest blokowany przez
Niesiołowskiego podczas debaty sejmowej.

– Jeśli chodzi akurat o posła Suskiego – mam przyjemność pracować z nim w
Komisji Skarbu Państwa i muszę przyznać, że nie jest to łatwy zawodnik.
Natomiast co do języka, to oczywiście, nie powinien on się tak prezentować.
Powiem w ten sposób: emocjonalnemu posłowi można wybaczyć nieco więcej niż
emocjonalnemu marszałkowi Sejmu. Marszałek – ustawowo – ma bardzo dużą władzę,
którą przecież powierzają mu sami posłowie. Ja już niejednokrotnie podkreślałem
– zwłaszcza kiedy marszałkiem był Bronisław Komorowski – że marszałek nie jest
naszym pracodawcą i przełożonym, ale jest pierwszym wśród równych, tym, którego
my, posłowie, wybraliśmy. Nieraz jednak można odnieść wrażenie, że marszałek
Niesiołowski zbyt instrumentalnie i zbyt emocjonalnie wykorzystuje swoją władzę.
Moim zdaniem, bardzo dobrze ze swoich zadań wywiązuje się pani Ewa Kierzkowska,
która potrafi nawet najbardziej zacietrzewione głowy uspokajać. Natomiast
marszałek Niesiołowski eskaluje spory w Sejmie przez swój kontrowersyjny język.
Oczywiste jest to, że konflikty, ostre spory zdarzają się w Sejmie, marszałek
jednak ma czuwać, aby one się nie zaogniały, a nie włączać się w nie.

Przyzna Pan, że Stefan Niesiołowski wybija się spośród wszystkich marszałków
stylem ocenianym przez opozycję – i nie tylko – często jako skandaliczny…

– Ja bym użył słowa kontrowersyjny. Za jedno trzeba go pochwalić – jest
sprawny…

Panie Pośle, cel uświęca środki? Forma "uspokajania" posłów – najczęściej
Prawa i Sprawiedliwości – nie jest przekroczeniem pewnych elementarnych zasad
kultury i przyzwoitości?

– Ta forma jest – jak powiedziałem – kontrowersyjna i być może warto zastanowić
się, czy w ramach Platformy, a może w ramach Prezydium Sejmu, marszałek Grzegorz
Schetyna nie powinien ze swoim starszym kolegą, wicemarszałkiem, porozmawiać w
sprawie wyhamowania jego impulsywnych reakcji.

Czy, według Pana, zachowanie Niesiołowskiego kwalifikuje się do komisji
etyki?

– Jeśli poseł Marek Suski albo jakiś inny poseł złoży taki wniosek, wówczas
komisja go rozpatrzy.

Generalizując: czy Pana zdaniem, język debaty sejmowej w Polsce jest
właściwy?

– Niestety, nie. Coraz słabiej panujemy nad językiem. To wynika w dużej mierze z
gorączki przedwyborczej, która dopadła już sporą część parlamentarzystów. Im
bliżej wyborów, tym to zjawisko będzie się pogłębiać.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj