Niemcy nie godzą się na unijny podatek
W Niemczech wybuchła fala sprzeciwu wobec propozycji komisarza ds. budżetu
Unii Europejskiej Janusza Lewandowskiego dotyczącej wprowadzenia dodatkowych
unijnych podatków. Politycy w Berlinie podkreślają, że strategia fiskalna
pozostaje w gestii poszczególnych państw UE.
Janusz Lewandowski na łamach "Financial Times Deutschland" zapowiedział
wprowadzenie tzw. podatku europejskiego, czyli stworzenia wielu nowych unijnych
podatków, m.in.: od podróży lotniczych, transakcji finansowych, paliw czy od
obrotu emisjami CO2. Zdecydowana większość niemieckich polityków natychmiast
stanowczo sprzeciwiła się takim pomysłom. Rzecznik prasowy niemieckiego rządu
stwierdził, że rząd jednoznacznie odrzuca takie propozycje. Jak napisał w
komentarzu na ten temat hamburski tygodnik "Der Spiegel", politycy unijni,
liberałowie, ale także socjaldemokracji, zieloni i lewica nie chcą nic wiedzieć
o propozycjach wprowadzenia jakiegoś europejskiego podatku. Specjalista frakcji
CDU w Bundestagu ds. finansowych Leo Dautzenberg powiedział, że nie widzi
żadnych przesłanek do wprowadzenia dodatkowego systemu opłat. Podobnego zdania
jest jego kolega z frakcji FDP Frank Schaeffler. Ekspert finansowy z partii SPD
Joachim Poss również nie dostrzega obecnie konieczności podobnych działań.
Natomiast minister ds. europejskich w Badenii-Wirtembergii Wolfgang Rainhert
przypomniał Januszowi Lewandowskiemu, że ustalanie podatków leży w gestii
poszczególnych krajów należących do Unii Europejskiej, i jak dotąd nie znajduje
się w rękach brukselskich biurokratów. Zaprotestował także bawarski minister
finansów Georg Fahrenschon, który oświadczył, że wprowadzenie podatku
europejskiego w świetle przepisów obowiązujących teraz w UE jest niemożliwe. –
Własne podatki mają prawo wprowadzać jedynie samodzielnie narodowe kraje –
przypomniał Fahrenschon.
A może jednak dobre rozwiązanie?
Nieoczekiwanie europoseł CDU Elmar Brok w jednym z wywiadów poparł ideę
Lewandowskiego dotyczącą wprowadzenia dodatkowego "europejskiego podatku". Brok
uważa propozycje polskiego komisarza za słuszne i możliwe do zaakceptowania pod
pewnymi warunkami. Po pierwsze, musi zostać zagwarantowane, że po wprowadzaniu
takiej opłaty po zbilansowaniu podatnik wyjdzie na zero. Innymi słowy, jeżeli
obywatel odda część swoich dochodów do Brukseli, to musi się o taką samą kwotę
zmniejszyć jego obciążenie w jego własnym kraju. Oznacza to mniej wpływów
podatkowych do krajowych budżetów kosztem kasy brukselskiej. Zdaniem Elmara
Broka, takie rozwiązanie byłoby możliwe jedynie przy jednogłośnej zgodzie
wszystkich członków.
Waldemar Maszewski, Hamburg
