Nieludzka medycyna?
Pomimo zgodnego i głośnego medialnego oburzenia wobec faktu niedobrowolnego wysterylizowania w szpitalu w Szamotułach matki wielodzietnej rodziny prokuratura ostatnio umorzyła śledztwo i stanęła po stronie usprawiedliwiających ten czyn lekarzy. Rzekomo nie złamali oni prawa, które zezwala na sterylizację w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia. Lekarze, sterylizując kobietę, jakoby uratowali ją przed śmiercią czy też raczej – jak wyraził się powołany ekspert medyczny – przed śmiercią w przyszłości, czyli o żadnym bezpośrednim zagrożeniu życia nie było mowy. Ekspert medyczny dał jednak słowo honoru, że „jest pewien, iż pani Woźna nie stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki”. Dla odparcia tego przyszłego możliwego zła moralnie usprawiedliwiona miałaby być sterylizacja. Nie zauważył jednak ów ekspert, iż zastosowaną przez siebie argumentacją da się usprawiedliwić prawie każdą (także niedobrowolną) sterylizację, a nawet każdą zbrodnię (np. napad na bank z zabiciem strażników) da się usprawiedliwić szlachetną troską o własne przeżycie (bo np. mafia czeka na oddanie pożyczonych pieniędzy) i dobro swojego potomstwa. Na temat ewentualnego złamania polskiego prawa ekspert od medycyny nie chciał się już wypowiedzieć i pozostawił to prawnikom. Opierając się na tej medycznej ekspertyzie – jak należy wnioskować z materiałów prasowych – prokuratura rejonowa orzekła niezaistnienie przestępstwa.
Drżą zatem pewnie obywatele, przysłuchując się tym wieściom. Jeśli bowiem w tak jasnej sprawie możliwe są takie decyzje prokuratorów, to co dopiero musi się dziać w sytuacjach trudniejszych do rozpoznania?
Prokuratura w tym przypadku stawiła czoła nie tylko wszystkim mediom zgodnie potępiającym czyn lekarza w Szamotułach, dokonany na oczach całego społeczeństwa przyglądającego się od dłuższego czasu bohaterskiemu zmaganiu się pani Woźnej o własne urodzone dziecko z jakąś iście kafkowską machiną państwa. Prokuratorzy występowali także przeciwko utytułowanym znawcom polskiego prawa przepytanym przez media na okoliczność sprawy pani Woźnej. Czyżby prokuratorzy woleli narazić się mediom i profesorom prawa (w tym karnistom), niż wpaść w ręce lekarzy, przed czym nade wszystko ostrzega jedna z ksiąg mądrościowych?
Jeśli w klasycznych Atenach sędziowie wzięci byli z ulicy i ferując wyroki, nie mogli się ze sobą kontaktować ani nie dysponowali żadnymi głosami ekspertów od ówczesnego prawa, to dzisiaj jest inaczej. Z pewnością przywołani prokuratorzy zapoznali się z medialnymi informacjami na temat omawianej sprawy, a za ich pośrednictwem dowiedzieli się – powinni się dowiedzieć – o opiniach superznawców prawa karnego. Były to opinie zgodnie stwierdzające naruszenie polskiego prawa zakazującego sterylizacji, z wyjątkiem bezpośredniego zagrożenia życia. Oprócz tego dokonano gwałtu na rozumności i wolności kobiety, której nie zapytano o zgodę. Nawet pani Wanda Nowicka – kierująca proaborcyjną federacją, na co dzień zagrzewająca do zabójstw dzieci poczętych – odcięła się od sterylizacji dokonanej (czy to jedyny przypadek?) na oddziale ginekologicznym w Szamotułach.
Prokuratorzy wyrazili jednak uznanie dla tych praktyk i nie dopatrzyli się w nich naruszenia prawa. Oczywiście, choć prokurator winien się kierować swoim własnym rozpoznaniem, a nie opinią ekspertów prawnych wyrokujących w mediach, to jednak zaistniała rozbieżność wymaga pilnego zbadania i rozstrzygnięcia, kto ma rację. Jeśli profesorowie prawa karnego się mylili, to trzeba ich jakoby błędne rozpoznania napiętnować. Albo też raczej mylą się prokuratorzy pomimo znajomości opinii prawoznawców z profesorskimi tytułami. Kto ma rację? Trzeba tę kolizję przezwyciężyć i zapytać się o odpowiedzialność za popełniony przez którąś stronę błąd. Inaczej bowiem utrwali się wrażenie, że nie ma obiektywnej prawdy o dobru strzeżonej przez prawo stanowione, a możliwe są tylko zgodne lub niezgodne opinie, prawo zaś to czysta konwencja.
Zarówno lekarze, jak i prokuratura – jakby przesłaniając ewidentne naruszenie prawa – przekonują nas, że dokonane zostało dobro uratowania jakoby zagrożonego (w przyszłości) zdrowia i życia pani Woźnej. Tymczasem łatwo jest pokazać, że nie każde działanie ratujące nasze zdrowie i życie jest tym samym moralnie dobrym działaniem. Chociaż przysłużyłby się stanowi naszego zdrowia np. przeszczep nerki od jakiegoś zdrowego człowieka, to tylko wtedy uznamy to działanie za moralnie chwalebne, jeśli on zechce nam tę nerkę podarować. Wycięcie mu jej przemocą już nie będzie chwalebnym ratowaniem ludzkiego życia i zdrowia. Nawet i wtedy, gdy dawca nerki tego obdarowania sam pragnie, a nie zostaje do niego zmuszony, to ten warunek także nie wystarczy do usprawiedliwienia jego działania. Nie powinniśmy przecież chcieć, aby ktoś nam podarował swoją nerkę czy jeszcze bijące serce, wyskakując z okna. Nie każde zatem ratowanie zdrowia i życia jest już moralnie chwalebnym czynem. Czyżby o tym nie wiedzieli polscy lekarze? Miejmy zatem nadzieję, że usłyszymy o protestach tego środowiska wobec kompromitowania tego zawodu „zaufania publicznego” przez niektóre jednostki uprawiające nieludzką medycynę. Czyżbyśmy nie wyciągnęli dobrej lekcji z nieodległej przeszłości nazistowskiej „biotyranii”? Zbrodniarze wojenni skazani zostali w Norymberdze również za realizację programu sterylizacji „gorszych rasowo”.
Marek Czachorowski
