Niedostatek polskich nasion
Na skutek katastrofalnych wymarznięć upraw rolnicy są zmuszeni do
ponownego obsiana pól, ale na to brakuje nasion. Przy okazji wyszło na jaw, że
Polska jest zalewana zagranicznym materiałem siewnym, bo ich sprzedaż jest dla
firm nasiennych bardziej opłacalna niż inwestowanie w hodowlę krajowych odmian
zbóż.
Krzysztof Smaczyński, zastępca dyrektora departamentu hodowli i ochrony
roślin, podkreśla, że co prawda w tym roku w ofercie handlowej było nieco więcej
nasion zbóż jarych niż rok temu, ale z powodu wymarznięcia 1,4 mln ha upraw 73
tys. ton nasion, głównie jęczmienia i owsa, to za mało w stosunku do potrzeb. W
dodatku na rynku praktycznie nie ma kwalifikowanego materiału siewnego pszenicy
jarej. – Rolnicy muszą stosować nasiona z ubiegłorocznego zbioru lub obsiewać
pola roślinami strączkowymi i okopowymi – mówi dyrektor Smaczyński.
Jednak jeśli nawet kolejna zima będzie łaskawa i nie dojdzie do wymarznięć,
to i tak będą problemy z zapewnieniem rolnikom materiału siewnego. Kłopoty mogą
pojawić się już jesienią, gdy rolnicy będą siali oziminy. Dlaczego? Otóż mrozy
zniszczyły także tzw. plantacje bazowe, gdzie firmy nasienne prowadzą hodowlę
materiału siewnego. – Będą duże problemy z odtworzeniem hodowli oraz
nasiennictwem, jeżeli chodzi o ziarno ozime na kolejne lata – powiedział podczas
posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa Grzegorz Młynarczyk, dyrektor Zespołu
Nadzoru Właścicielskiego Agencji Nieruchomości Rolnych. – Najgorzej wygląda
sytuacja z jęczmieniem – precyzował dyrektor Młynarczyk. To przysporzy kłopotów
nie tylko rolnikom, ale najpewniej przyczyni się także do pogorszenia sytuacji
firm nasiennych, które dostaną mniej pieniędzy z opłat licencyjnych.
Paradoksalnie problem z kwalifikowanym materiałem siewnym dotyczy tylko
części gospodarstw. GUS szacuje, że takim ziarnem jest obsiewane tylko 12,5
proc. powierzchni upraw. Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa jest
większym optymistą, bo ten wskaźnik szacuje na 14 procent. Ale kwalifikowane
nasiona kupują najwięksi producenci zbóż. Tym niemniej zwiększenie tego
współczynnika byłoby korzystne dla gospodarki rolnej, bo dawałoby gwarancję
zwiększenia plonów zbóż.
Przy okazji opinia publiczna dowiedziała się, że w Polsce spada udział
krajowych odmian zbóż w handlu kwalifikowanym materiałem siewnym. Profesor
Michał Jerzak z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu poinformował, że z
zagranicy pochodzi już większość nasion jęczmienia, pszenicy i żyta, a polska
hodowla opiera się na pszenżycie i owsie. – Spośród 65 zarejestrowanych odmian
pszenicy prawie 70 proc. to odmiany zagraniczne – mówi prof. Jerzak. – Podobna
jest też sytuacja w przypadku jęczmienia jarego i ozimego oraz żyta – dodaje
naukowiec.
Profesor Jerzak podkreśla, że wypieranie krajowych odmian z rynku miało
miejsce od początku poprzedniej dekady. – Z Polski znikają odmiany rodzime,
własne, a wprowadzane są zagraniczne, bo jest to ekonomicznie uzasadnione –
tłumaczy Michał Jerzak. I podaje dane z 2000 roku, gdy na 200 tys. ton nasion
tylko 8 proc. stanowiły odmiany obce. W 2003 r. było to już 18 proc. i ten
wzrost stale postępował, aby osiągnąć obecne wskaźniki. Trudno się jednak tej
tendencji dziwić, skoro na sprzedaży nasion z zagranicznych hodowli można
zarobić trzy razy tyle co na nasionach polskich. Według dyrektora Grzegorza
Włodarczyka, nasz rynek został otwarty po wejściu do UE i tym należy przede
wszystkim tłumaczyć tę sytuację. Według profesora Jerzaka, przyczyniły się do
tego także przekształcenia w państwowych firmach nasiennych. Ale uboczny skutek
jest taki, że rolnicy sieją zagraniczne odmiany zbóż, mniej odporne na mrozy od
rodzimych. Pokazała to tegoroczna zima, którą o wiele lepiej przetrwały uprawy
obsiane krajowym ziarnem.
KL
