Niech rozkwita 100 kwiatów?
Najbardziej jaskrawą cechą obecnie upowszechnianych ocen perturbacji politycznych w naszym kraju jest powrót stalinowskiej postawy wobec polityki. Można ją streścić w jednym pytaniu: kto kogo? Co oznacza obecne zamieszanie polityczne dla polskiego społeczeństwa? Co zwiastują niezrozumiałe dla większości posunięcia? Spróbujmy na te pytania odpowiedzieć. Jasne, że byłoby lepiej, gdyby takie pytania stawiały sobie profesjonalne ośrodki analiz społecznych, zamiast zajmować się krytyką przejawów braku „poprawności politycznej”, dołowaniem patriotyzmu i godności narodowej etc.
Warto na początek przypomnieć szczególne wydarzenia rozgrywające się na kilkanaście dni przed wyborami parlamentarnymi w 1997 roku. Wedle ówczesnych sondaży, lider ówczesnej opozycji politycznej, szybko zyskujący popularność Ruch Odbudowy Polski sięgał po dwudziestokilkuprocentowe poparcie wyborców. Niestety, tuż przed wyborami doszło do niewyjaśnionych dotychczas kombinacji, wskutek których elektorat ROP został zdezorientowany i zmarginalizowany. Szło podobno o konflikt wokół obsady list kandydatów na posłów między Janem Olszewskim i Antonim Macierewiczem. Nie ma tutaj miejsca na dochodzenie przyczyn (czy raczej źródeł) tej spektakularnej porażki. Najważniejszy wydaje się efekt: znaczna część polskiego społeczeństwa została po prostu przed wyborami ubezwłasnowolniona. Społeczeństwo polskie zostało spacyfikowane, a w jego imieniu (często wbrew najbardziej nawet żywotnym interesom) nadal występowali polityczni figuranci. O ROP szybko zapomniano, gdyż z tego dobrze zapowiadającego się ruchu politycznego pozostał jedynie ornament.
Dlaczego przypominam te, zdawałoby się już nieistotne, wydarzenia? Otóż charakterystyczny dla owych wydarzeń motyw znowu mamy jak na dłoni. Konflikty wewnątrz koalicji stanowią również dzisiaj preludium przedwyborcze. Tym razem jednak bardziej widoczny jest scenarzysta tych konfliktów. Wychodzą one, czemu trudno zaprzeczyć, od premiera (ale raczej nie warto wywodzić ich ze szczególnych cech jego charakteru). Także jednak nie wiemy, co się za nimi kryje. Efekt rysuje się łudząco podobny: jest to praktycznie unicestwianie koalicji, bezpośrednio zaś Ligi Polskich Rodzin oraz Samoobrony. Jednak przede wszystkim jest to unicestwianie samego Prawa i Sprawiedliwości, a więc najważniejszego ugrupowania ludzi reprezentujących podobną, jak wcześniej ROP, część społeczeństwa. Ciągnąc dalej ową analogię – pacyfikowanie jego elektoratu.
Widać, że projekt jest szerszy. Czuje się jedną rękę w staraniach ubezwłasnowolnienia znacznej części społeczeństwa (przed wyborami!). Tym jedynie można wytłumaczyć usiłowanie, by za wszelką cenę skompromitować koalicjantów, czyli za cenę samounicestwienia lub co najmniej zmarginalizowania PiS. Szkoda tylu porządnych ludzi. Na marginesie warto też zauważyć, że w tej sytuacji tylko głupcy dadzą się przeflancować z LPR czy Samoobrony do PiS. Raczej będziemy świadkami podążania w odwrotnym kierunku albo za Markiem Jurkiem.
Zamysłem ubezwłasnowolnienia społeczeństwa tłumaczyć można również „równoległy”, choć nieudany atak na ojca Tadeusza Rydzyka i Radio Maryja. Bez tego ataku ów projekt pacyfikacyjny byłby zapewne niekonsekwentny i mało obiecujący.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że niezależnie od tego „kto kogo?” jest to bezkompromisowa próba podtrzymania negatywnego status quo, na które żaden kraj i żaden niezawisły rząd w świecie nie zgodziłby się za żadną cenę.
Hasło „Niech rozkwita 100 kwiatów” było hasłem Mao Tse-tunga. Oznaczało ono przyzwolenie na aktywność społeczną i polityczną tłamszonego przez dziesiątki lat społeczeństwa chińskiego, po czym owe „kwiaty” były wyrywane z korzeniami. Ten przebiegły sposób zachowania status quo niewiele różni się od praktyki, która przesyca życie polityczne w Polsce. Jednak nie należy się łudzić, iż można ją ciągnąć bez końca.
