Ciemna strona TVN

Przedstawiciel TVN nadesłał do „Naszego Dziennika” pismo oprotestowujące moje bardzo krytyczne uwagi o funkcjonowaniu tej komercyjnej stacji telewizyjnej. Przedstawiciel TVN uskarża się na krytyczne jej potraktowanie. Nie zdaje sobie najwyraźniej sprawy z tego, że nie żyjemy już w PRL-u, kiedy tak wielkie wpływy miał twórca TVN pan Mariusz Walter.

Szokujące wprost jest wystąpienie przedstawiciela TVN zmierzające do ograniczenia wolności słowa w Polsce poprzez zamknięcie ust krytykom metod działania i programów jego stacji telewizyjnej. Wyjaśnię więc jeszcze raz przedstawicielowi TVN, dlaczego jestem krytyczny wobec jego stacji telewizyjnej marnującej doskonały, arcynowoczesny sprzęt w imię bardzo niedobrych i szkodliwych, jątrzących celów. TVN od dawna jest stacją telewizyjną o bardzo tendencyjnym charakterze, co udowodnię w dalszej części mego tekstu przez przywołanie opinii z odległych od linii „Naszego Dziennika” gazet, takich jak „Rzeczpospolita” i „Dziennik”. Tendencyjność TVN 24 polega przede wszystkim na wyraźnym jednostronnym nagłaśnianiu opinii uderzających w rządy PiS i program IV Rzeczypospolitej, starannym doborze takich interlokutorów, którzy zapewniliby dominację głosów lewackiej i liberalnej opozycji. Kiedy niespodziewanie dla redaktorów program TVN wymyka się spod kontroli i zaczynają w nim dominować wypowiedzi „niepoprawne politycznie” z punktu widzenia TVN, to program się pośpiesznie przerywa, nie dając dokończyć bardzo ważnej wypowiedzi osoby inaczej myślącej. Tak się stało dwa tygodnie temu, kiedy prof. Bogusław Wolniewicz, ku zaskoczeniu redaktora TVN, wyraźnie zatriumfował intelektualnie w toku programu i nagłaśniał bardzo skutecznie rzeczy niewygodne dla TVN (m.in. o maczudze, jaką jest straszak antysemityzmu, i o fatalnej roli mediów z obcym kapitałem). Program pośpiesznie przerwano, nie dając profesorowi Wolniewiczowi dokończyć bardzo ważnej wypowiedzi.

Jątrzenie przeciw Radiu Maryja
Jedną z głównych spraw szczególnie mocno kompromitujących metody działania TVN jest jątrzący, nienawistny sposób, w jaki przedstawia się w tej stacji telewizyjnej Radio Maryja i dyrektora tego Radia Ojca Tadeusza Rydzyka. Czy naprawdę trzeba przypominać redaktorom TVN, w jak niegodziwy, całkowicie sprzeczny z etyką dziennikarską sposób zachowywali się niejednokrotnie w przeszłości wobec Radia Maryja? Pozwolę sobie tu przypomnieć tylko jakże wymowne fragmenty listu o. Jacka Cydzika z 5 lipca 2005 r., w imieniu dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka odmawiającego udzielenia wywiadu TVN. W liście tym, skierowanym do dziennikarza telewizji TVN Grzegorza Kuczka, o. Jacek Cydzik pisał m.in.: ” Zarówno TVN, jak i Pan osobiście, niejednokrotnie „wsławiliście się” stosowaniem wobec Radia Maryja metod urągających zasadom etyki dziennikarskiej, a także temu, co zwykliśmy w Europie i w całym cywilizowanym świecie uważać za postawy kultury i dobrego wychowania. W naszym środowisku wywiadów zwykliśmy udzielać ludziom i mediom wiarygodnym. Jednak TVN, jak również Pan, niejednokrotnie w brutalny i podstępny sposób łamaliście nasze prawo do dobrego imienia oraz wiele razy podżegaliście przeciwko nam opinię publiczną. Manipulacja, kłamstwo czy oszczerstwo to tylko niektóre z całego arsenału brudnych środków, jakimi TVN i Pan posługiwaliście się i w dalszym ciągu posługujecie wobec Radia Maryja. Podszywanie się pod fikcyjne osoby, bezprawne wtargnięcie na teren prywatny, podstępne posługiwanie się ukrytą kamerą, filmowanie i nagrywanie bez uprzedniej zgody rozmówcy, publikacja zarejestrowanych z pogwałceniem prawa prasowego wypowiedzi bez autoryzacji – oto środki, przy użyciu których zarówno Pan, jak i stacja TVN dopuściliście się podeptania wolności osobistej niejednego z pracowników lub słuchaczy Radia Maryja. Niestety, krzywdy wyrządzone nam przez Pana i reprezentowaną przez Pana stację TVN nigdy nie zostały naprawione” (cyt. za: „Nasz Dziennik” z 5 lipca 2005 r.).
Mówiąc i pisząc o zafałszowaniach TVN 24 w odniesieniu do Radia Maryja i jego dyrektora o. Tadeusza Rydzyka, akcentowałem: „Twierdzi się w TVN 24, i to pokazuje się na napisach, że ojciec Tadeusz Rydzyk rzekomo powiedział o prezydencie Lechu Kaczyńskim: „Kaczyński to oszust ulegający Żydom”. Otóż nigdzie w domniemanych fragmentach tekstu wypowiedzi ojca Rydzyka, przytoczonych we „Wprost” nie ma nazwania prezydenta Kaczyńskiego oszustem. Jest stwierdzenie, że Lech Kaczyński oszukał w jakiejś jednej sprawie. A więc jest to wyraźne deformowanie tekstu”. Jeśli redaktorzy TVN nawet teraz starają się zaprzeczyć temu, że wyraźnie zdeformowali i zafałszowali wypowiedź Ojca Dyrektora w stosunku do tekstu podanego we „Wprost”, to jest to najwyraźniejszy dowód, że mają kłopoty z opanowaniem sensu różnych wyrazów w języku polskim i powinni jak najszybciej pójść na przyśpieszony kurs do jakiegoś profesora polonistyki. To, że ktoś oszukał w jakiejś pojedynczej sprawie, np. złamał tę czy inną obietnicę wyborczą, w żadnym razie nie oznacza jeszcze tego samego, co nazwanie go oszustem. W języku polskim oszustem nazywamy wyłącznie tę osobę, która stale i świadomie okłamuje innych, po prostu ma oszustwo zakodowane w genach.
Pisałem również, że „Szczególnie ordynarnym fałszem w TVN 24 jest wypowiadane twierdzenie sugerujące, że ojciec Rydzyk jakoby nazwał prezydentową Kaczyńską czarownicą i sugerował, by poddała się eutanazji. Z tekstu „Wprost” wynika coś diametralnie odmiennego, że chodzi o Magdalenę Środę”. Redaktorom TVN radzę uważnie, ale to bardzo uważnie przeczytać cały tekst we „Wprost”. Otóż nie znajdą tam żadnych uwag o. Rydzyka krytykujących prezydentową Marię Kaczyńską za propagowanie eutanazji, bo prezydentowa Kaczyńska nigdy eutanazji nie propagowała. Znajdą natomiast wyraźną krytykę pani Środy za propagowanie eutanazji, stąd i zwrot „Ty eutanazjo” może się odnosić tylko i wyłącznie do pani Środy.
Po dziś dzień powtarza się praktyka, że TVN świadomie powtarza o Radiu Maryja i jego dyrektorze wiadomości całkowicie niesprawdzone, całkowicie wyssane z palca. By odwołać się choćby do przykładu z ostatnich dni, gdy TVN powtarzała kłamliwe informacje o rzekomym spotkaniu o. Rydzyka z Andrzejem Lepperem i Romanen Giertychem na Jasnej Górze. Spotkaniu, które rzekomo miało się odbyć akurat w dniu, gdy o. T. Rydzyk jechał do Rzymu na audiencję do Ojca Świętego.

Po stronie lewactwa
Godząca w rządy PiS i generalnie w prawicę tendencyjność TVN pochodzi z jej wyraźnych skłonności lewicowych, widocznych choćby w szczególnym promowaniu przez lata byłego prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego i jego małżonki, jej fundacji etc. oraz innych postaci z postkomunistycznej łączki. Rozmiarami tendencyjności programów TVN 24 w ich skoncentrowaniu się na nagłaśnianiu i promowaniu osób z kręgów postkomunistycznych niejednokrotnie zadziwiali się przeróżni obserwatorzy polskiej sceny medialnej. Na przykład we „Wprost” z 24 lipca 2005 r. (na s. 37) pisano o szczególnych rozmiarach manipulacji na rzecz kandydatury Włodzimierza Cimoszewicza jako „ostatniej nadziei obrońców III RP”: „Oto przykład z ostatniego tygodnia – lista gości głównego, prawie półgodzinnego wywiadu TVN 24, emitowanego o dziewiątej rano i powtarzanego później: Włodzimierz Cimoszewicz, Katarzyna Piekarska (szefowa jego sztabu wyborczego), Tomasz Nałęcz (jeden z najbardziej sprzyjających Cimoszewiczowi polityków SLD) i Marek Siwiec, szef Ordynackiej, która zgłaszała Cimoszewicza”.
Życzliwości dla postkomunistycznej lewicy w TVN towarzyszyła równie wyraźna nieżyczliwość wobec patriotycznej prawicy i rządu obecnej koalicji. Jakże bardzo TVN zależało na tym, by ta koalicja upadła. Czy mam przypomnieć rozliczne programy, w których redaktorzy TVN, zatracając status obiektywnego dziennikarstwa, dosłownie wychodzili z siebie, by przekonać Leppera i innych polityków Samoobrony, że powinni jak najszybciej wyjść z koalicji, w której nie są odpowiednio dobrze traktowani. Ileż to razy podjudzano polityków z innych partii rządzącej koalicji, pytając się ich, jak długo wytrzymają „nierówne” traktowanie ich przez PiS i premiera Jarosława Kaczyńskiego. Zapytam: co tego rodzaju praktyki redaktorów TVN miały wspólnego z obiektywnym dziennikarstwem? Dodajmy do tego jakże częste malowanie w przeróżnych ujęciach czarnego obrazu Polski rządzonej przez Kaczyńskich, lansowanie przeciw nim swoistej „propagandy klęski”.
Przedstawiciel TVN oburzył się na użyte w moim tekście stwierdzenie, że „TVN robiła wszystko, by przyczynić się do rozszerzenia strajku (pielęgniarek) przez jego maksymalne i jednostronne nagłośnienie”. Zdaniem przedstawiciela TVN takie moje twierdzenie jest nieprawdziwe i obciąża TVN oskarżeniami o wywoływanie w Polsce kryzysu. Strasznie zdumiewa mnie tak krótka pamięć szefów i redaktorów TVN. Radzę im, by zajrzeli do swoich programów z czasów strajku pielęgniarek i starannie policzyli, jak często pokazywali w TVN zdjęcia z bębniącymi w butelki pielęgniarkami. Były to dosłownie setki ujęć pokazywanych aż do maksymalnego znudzenia telewidzów. Szły one w parze z wyraźnie jednostronnym doborem materiału o strajku pielęgniarek, zdominowanym przez różnorakie głosy poparcia dla tego strajku. To ciągłe reklamowanie strajku pielęgniarek łączyło się z równoczesnym unikaniem informacji o tym, kto go wykorzystuje do celów politycznych, jakie są powiązania polityczne przywódczyń strajku. Na szczęście wszelkie reklamowanie i nagłaśnianie tego wydarzenia nic nie pomogło, skończył się on zasłużonym fiaskiem, zasłużonym, bo nie chodziło o faktyczne załatwienie problemów pielęgniarek, a o osłabianie rządu.
TVN budzi bardzo mocne zastrzeżenia również tendencyjnością swego stosunku do Kościoła (szczególnie widoczną w nagonkach na Radio Maryja i o. T. Rydzyka) oraz polskiego patriotyzmu, jednostronnością w przedstawianiu stosunków polsko-żydowskich (choćby w nagłaśnianiu czołowego polakożercy J.T. Grossa). Warto w tym kontekście wspomnieć również o wielokrotnie okazywanej tak rażącej obojętności TVN wobec rocznic drogich dla wszystkich czujących i myślących po polsku. Niejednokrotnie zauważałem skandaliczny wręcz brak odpowiedniego zaakcentowania znaczenia tych rocznic w takie dni, jak 3 maja, 15 sierpnia czy 11 listopada. Komercja komercją, ale telewizyjna stacja, nawet komercyjna, powinna dużo bardziej liczyć się z patriotycznymi uczuciami polskich telewidzów.

Przekroczenie granic dziennikarstwa w programie TVN
Powszechnie wiadomo, jaką rolę odegrali dziennikarze TVN Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski w przygotowaniu podsłuchu Renaty Beger wobec związanych z PiS polityków i zmontowaniu osławionych taśm Renaty Beger. Przypomnę, jak ostro potępiła te manipulacje dziennikarskie znana dziennikarka radiowa Janina Jankowska, przewodnicząca rady programowej TVP. W artykule „Czwarta władza wkracza do polityki” („Rzeczpospolita” z 2 października 2006 r.) Jankowska pisała m.in.: „W programie Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego granice dopuszczalne w medialnym show zostały przekroczone . Nie ma chyba lepszego przykładu na siłę medialnego przekazu, niż wyemitowany w programie „Teraz My” materiał dziennikarski zarejestrowany w hotelu sejmowym – demaskatorskie dzieło spółki autorskiej Andrzeja Morozowskiego i Renaty Beger. Wkład tej ostatniej był znaczący, współautorstwo scenariusza i perfekcyjne wykonanie. Razem stworzyli prawdziwe dziełko audiowizualne. Polityczny Big Brother Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski rozszerzają gamę środków pozyskiwania informacji o szczególne prowokacje . Na czym polega naruszenie etyki zawodowej w materiale zaprezentowanym w programie „Teraz My”? Tu dziennikarze na wstępie weszli w porozumienie z jedną stroną konfliktu międzypartyjnego. Zwrócili się do Samoobrony, by upokarzać drugą stronę. A przecież PiS i Samoobrona to byli partnerzy, do których dziennikarz powinien podejść z jednakowym dystansem. Tymczasem prominentny aktywista samoobrony, poseł Maksymiuk, przyjął funkcję kierownika produkcji materiału dziennikarskiego, wyznaczył posłankę Renatę, która jeszcze niedawno na łamach prasy publicznie sygnalizowała swoje rozterki związane z wyjściem z Samoobrony. Teraz miała dowieść partyjnej lojalności. Skąd taka zmiana – to dziennikarzy TVN nie interesuje. Nastawieni są na zapolowanie na PiS, tworzą, można rzec, zespół realizacyjny z politykami Samoobrony. Narada, miejsce zdjęć, z jakiego planu, gdzie ukryć kamerę. Pełna współpraca między politykami Samoobrony a dziennikarzami TVN . Posłanka Renata doskonale gra swoją rolę, pyta o wszystko, co może maksymalnie skompromitować rozmówcę. Po każdej sesji nagraniowej rozpiera ją duma – dzwoni z relacjami do redaktorów, otrzymuje pochwały, cały trzydniowy okres zdjęciowy na gorącej linii.
Gratuluję kolegom z TVN zawodowych osiągnięć i wyjątkowego fartu. Nieczęsto materiał dziennikarski wstrząsa milionami. To niewątpliwy sukces. Czy mają jednak odrobinę świadomości, że przy okazji wykreowali nowy symbol odnowy moralnej – osobę skazaną za oszustwo? Reasumując, to był przykład pozyskania materiału w sposób naruszający normy zawodowe, ponieważ powstał w wyniku porozumienia dziennikarzy z politykami jednej strony konfliktu. Bardzo niebezpieczna metoda, prowadząca niezauważalnie na manowce. Można stać się więźniem ludzi, których traktuje się jako narzędzie. – „Beger była narzędziem” – zatytułował „Przekrój” wywiad z autorami „Teraz My”. Czyżby? Może dla niej i Samoobrony TVN była narzędziem? W tej akcji dziennikarze TVN stracili niezależność, wchodząc w porozumienie z jedną stroną konfliktu. Od pewnego już czasu spora część dziennikarzy bierze na siebie obowiązki opozycji. Czy w tym przypadku autorami kierowała osobista antypatia, szczególnie Andrzeja Morozowskiego do PiS-u i generalnie prawicy, czy chęć osiągnięcia sukcesu, jakiego nie miała jeszcze żadna stacja telewizyjna?”.

„Tendencyjne dziennikarstwo najgorszego sortu”
Niedługo potem w centrowej „Rzeczpospolitej” ukazało się inne, bardzo ostre oskarżenie tendencyjności wspomnianych dwóch dziennikarzy TVN: A. Morozowskiego i T. Sekielskiego. Oto, co pisał w tej sprawie Marek Magierowski w tekście „Dziennikarz krzyczy na polityka” („Rzeczpospolita” z 4 października 2006 r.): „Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski urządzili wczoraj wieczorem pokaz tendencyjnego dziennikarstwa najgorszego sortu. W swoim programie „Teraz My” dokonali publicznej egzekucji posła PiS Jacka Kurskiego. Poniżyli go i wdeptali w ziemię, przy gromkim aplauzie publiczności”. Magierowski pisał, że dziennikarze TVN potraktowali posła J. Kurskiego „w sposób chamski, jakby chcieli pokazać milionom Polaków, że uważają go za śmiecia Nie ma usprawiedliwienia dla Morozowskiego i Sekielskiego: gdy dziennikarz zaczyna krzyczeć na polityka, oznacza to, że powinien jak najszybciej zmienić zawód”.
Znamienny był również opublikowany kilka dni później komentarz innej gazety codziennej – „Dziennika”, w numerze z 9 października 2006 roku. Publicysta „Dziennika” Igor Zalewski pisał w komentarzu zatytułowanym „Krótka historia niebieskości”: „Ostatnie programy Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego rzeczywiście balansowały na granicy dziennikarstwa. Nie potępiam, tylko zachęcam do refleksji. Czy wchodzenie w sojusze z jednymi politykami, żeby wrobić innych, nie jest przekraczaniem dziennikarskiego Rubikonu? Tym, którzy uważają, że nie, przypomnę poprzednią próbę takiej prowokacji: Jana Artymowskiego wyposażono w kamery i posłano na kongres PO. Wtedy wzbudziło to powszechny niesmak, a sam Artymowski przeprosił za tę akcję”.
Obu dziennikarzy TVN ostro skrytykowała prezes SDP Krystyna Mokrosińska, akcentując: „Dziennikarz nie ma prawa zachowywać się w ten sposób” (por. „PiS bojkotuje „Teraz My”. Wojna z TVN”, „Dziennik” z 6 czerwca 2006 r.). Pod wpływem powszechnej krytyki obaj dziennikarze TVN: Morozowski i Sekielski, zmuszeni byli przeprosić widzów za swoje zachowanie w czasie audycji z Kurskim w odpowiedzi na „niegodne” potraktowanie go. W czasie programu posłowie PiS postanowili zbojkotować program TVN „Teraz My” prowadzony przez Morozowskiego i Sekielskiego (por. jw.).

„Świństwo” Andrzeja Morozowskiego
Zastanawiając się nad działaniami A. Morozowskiego jako dziennikarza TVN, warto przypomnieć wcześniejszą o dziewięć lat historię z jego życia. Według „Dziennika” z 18 października 2006 r. „Jan Pospieszalski, gospodarz programu „Warto rozmawiać” w TVP, opisując sprawę taśm Renaty Beger, zarzucił w swoim blogu Andrzejowi Morozowskiemu i Tomaszowi Sekielskiemu, że „bardziej bawi ich robienie polityki, niż jej opisywanie”. – W przypadku Morozowskiego nic w tym dziwnego – napisał w swoim blogu Pospieszalski. „Ambicje wpływania na bieg wydarzeń dały o sobie znać już 9 lat temu podczas przygotowywania przez Jacka Łęckiego i Rafała Kasparowa artykułu „Wakacje z agentem”, gdy tylko Andrzej Morozowski dowiedział się, że „Życie” szykuje ten materiał, pobiegł do ministra Siemiątkowskiego i doniósł, co trzeba”.
Chodzi o słynne publikacje „Życia” dotyczące spotkań Aleksandra Kwaśniewskiego z rosyjskim agentem Władimirem Ałganowem. W tym czasie Siemiątkowski był koordynatorem służb specjalnych. W rozmowie z nami Pospieszalski przyznał, że użycie słowa „donos” w blogu było błędem. Jednakże twardo obstaje, że kontakty Morozowskiego z szefem służb specjalnych w sprawie materiałów, które zbierają inni dziennikarze, są „mocno podejrzane”” (por. M. Pietkiewicz: „Skąd służby wiedziały o „Wakacjach z agentem”, „Dziennik” z 18 października 2006 r.).
Oskarżony tak mocno przez J. Pospieszalskiego A. Morozowski próbował zanegować jego oskarżenia. W rozmowie z dziennikarką „Dziennika” Morozowski stwierdził: „Zaprzeczam kategorycznie, to jest nieprawda. Nie pamiętam, by w trakcie procesu, który prezydent Kwaśniewski wytoczył dziennikarzom „Życia” za pomówienia, pojawił się zarzut pod moim adresem. Czekam, aż mnie pan Pospieszalski oskarży, że to, co robiłem, robiłem na zlecenie Mossadu, bo przecież nie ukrywam, że mam żydowskie pochodzenie” (cyt. za M. Pietkiewicz, op.cit.). Z kolei Jacek Łęski w rozmowie z „Dziennikiem” stwierdził: „Podczas procesu chcieliśmy udowodnić, że Kancelaria Prezydenta unikała rozmowy z nami, bo wiedziała, że szykujemy artykuł o kontaktach Kwaśniewskiego z agentem Ałganowem. Osobiście uważam, że rozmowy Morozowskiego z Siemiątkowskim na temat „Wakacji z agentem” to było świństwo” (cyt. za M. Pietkiewicz, op.cit.).

Inne tendencyjne programy TVN
Bardzo wiele zastrzeżeń swoją skrajną tendencyjnością wywołuje wciąż inny sztandarowy program TVN „Szkło kontaktowe”. Redaktorzy tego programu odznaczają się niezwykłą grubiańskością ataków na rządzącą koalicję czy Radio Maryja. Ze szczególnym zadowoleniem podsycają przy tym swymi komentarzami co bardziej chamskie odzywki telewidzów, uderzające w najwyraźniej znienawidzonych przez nich polityków rządzących. Warto przypomnieć w tym kontekście jakże wymowny komentarz wicepremiera Ludwika Dorna w wywiadzie dla „Dziennika” z 26-27 sierpnia 2006 r.: „najbardziej agresywna i widoczna jest specyficzna grupka, do której konkretnie adresuję określenie „wykształciuchy”. Dla przykładu, od czasu do czasu, nie bez wewnętrznej satysfakcji, przez dziesięć, piętnaście minut oglądam w TVN 24 program „natargetowany” na grupę wykształciuchów. Otóż w wypowiedziach telewidzów poziom niechęci, agresji, braku taktu i kultury jest taki, że gdyby z innym znakiem towarowym pojawiały się i były dopuszczane w Radiu Maryja albo w TV Trwam, to rozległby się wrzask na całą Polskę i trzy czwarte Europy” (por. L. Dorn: „Dzięki nam Polska znowu ruszyła do przodu”, „Dziennik” z 26-27 sierpnia 2006 r.).
Innym sztandarowym programem TVN, a zarazem wzorcem skrajnej tendencyjności jest program Moniki Olejnik „Kropka nad i”. O jakże jednostronnej, łamiącej podstawowe zasady obiektywnego dziennikarstwa publicystce M. Olejnik pisałem już parę miesięcy temu w „Naszym Dzienniku” i nie chciałbym teraz tracić na nią miejsca. Przypomnę tu tylko niektóre elementy występów telewizyjnych M. Olejnik: wyraźną, nachalnie okazywaną niechęć do polityków rządzącej koalicji i programu IV Rzeczypospolitej oraz próby dzielenia członków rządzącej koalicji, podjudzania jednych przeciw drugim, zajadłą niechęć do lustracji, poparcie dla lewactwa obyczajowego, wyraźnie okazywaną skrajną fobię do Radia Maryja, skłonność do tropienia domniemanego „polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu”, która popchnęła Olejnik w swoim czasie do panegirycznego nagłaśniania haniebnego polakożercy J.T. Grossa.

Skandal z agentem Milanem Suboticiem
W początkach października 2006 r. wybuchła prawdziwa bomba informacyjna. W mediach pojawiła się wiadomość, że jeden z czołowych dziennikarzy TVN, zastępca dyrektora programowego tej stacji telewizyjnej Milan Subotić był związany ze służbami specjalnymi PRL.
Subotić odrzucił wszystkie oskarżenia o agenturalną przeszłość. W specjalnym oświadczeniu stwierdził, że nigdy nie był agentem WSI, a wysuwane przeciwko niemu zarzuty są „bezczelnym kłamstwem”. Początkowo w swych zaprzeczeniach miał zdecydowane poparcie TVN. W „Dzienniku” z 7-8 października 2006 r. ukazało się oświadczenie Jarosława Potasza, członka zarządu TVN i dyrektora ds. produkcji, stwierdzające m.in.: „Znam przeszłość zawodową Milana Suboticia związaną z pracą w telewizji, te dane są w dziale kadr TVN. Nie znałem natomiast i do dzisiaj nie znam żadnych faktów potwierdzających jego rzekomą agenturalną przeszłość” (por. J. Potasz: „Nic nie wiem o rzekomo agenturalnej przeszłości Suboticia”, „Dziennik” z 7-8 października 2006 r.). Również sam prezes TVN 24 i członek zarządu TVN Adam Pieczyński mówił na antenie TVN: „Musimy mu [Suboticiowi – J.R.N.] wierzyć, dopóki nie dostaniemy od władzy dokumentów. Wzywamy do ich ujawnienia” (cyt. za A. Kublik, W. Czuchnowski „Zemsta Prawa i Sprawiedliwości na TVN”, „Gazeta Wyborcza” z 4 października 2006 r.).
Usilne zaprzeczenia Suboticia nic nie pomogły i wkrótce zostały obalone przez twarde fakty. IPN na wniosek MON odtajnił dokumenty dotyczące Suboticia. Wynikało z nich aż nadto jednoznacznie, że Subotić podpisał w 1984 r. lojalkę zobowiązującą do współpracy z wywiadem wojskowym. Zadaniem Suboticia, „miało być rozpracowywanie ludzi, zatrudnionych w Telewizji Polskiej, której Subotić był dziennikarzem” (wg APA: „Sprawa Suboticia”, „Przekrój” z 26 października 2006 r.). Skonsternowana dziennikarka TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska przyznała w rozmowie z dziennikarzem „Dziennika”, że dziennikarze TVN byli zaskoczeni i zdruzgotani informacją o współpracy Suboticia ze służbami. „Jest mi strasznie przykro. Zawiodłam się. Gdy przeczytałam tę lojalkę, poraziło mnie” – powiedziała Kolenda-Zaleska (wg M. Sosnowskiego: „Człowiek od informacji”, „Dziennik” z 23 października 2006 r.).
Od 1997 r. zaczyna się kariera Suboticia w TVN. Początkowo współtworzył tam „Fakty”. Już po roku dzięki poparciu obecnego dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka został najpierw sekretarzem programowym TVN, a następnie zastępcą dyrektora programowego TVN, tegoż Miszczaka. Razem z nim kolaudował, czyli recenzował i zatwierdzał do emisji programy, głównie publicystyczne i śledcze, pomagał w układaniu ramówki.
Według publikowanego w „Dzienniku” tekstu, koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann sugerował, że „przeszłość Suboticia mogła mieć wpływ na program TVN”. Nazwał tę stację „dziwną firmą”. „Jeśli popatrzeć, jak relacjonuje przebieg życia publicznego, to można dojść do wniosku, że to strona politycznego sporu” – uzasadniał Wassermann (por. pg, PAP: „Dlaczego go nie zwolnili”, „Dziennik” z 23 października 2006 r.). Pomimo opublikowania dokumentów kompromitujących Suboticia jako byłego agenta wywiadu, TVN nie zwolniła go z pracy w tej stacji. Członkowie zarządu TVN napisali w specjalnym oświadczeniu, iż „Nigdy nie odnotowaliśmy, by jego [Suboticia – J.R.N.] przeszłość miała jakikolwiek wpływ na pracę w naszej stacji” (por. tamże). Został jednak przeniesiony ze stanowiska wicedyrektora programowego TVN na stanowisko koordynatora emisji w dziale techniki. Według tekstu Luizy Zalewskiej w „Dzienniku” z 11 sierpnia 2007 r., obecnie Subotić „Pilnuje, czy materiały są gotowe do wyemitowania, mają odpowiednią jakość, wymagany czas, itd. Czasem dziennikarze stacji żartują sobie na korytarzu, że dział techniki Suboticia to dział techniki operacyjnej i zajmuje się zakładaniem podsłuchów” (por. L. Zalewska: „Agenci bezpieki – niezaplanowane scenariusze”, „Dziennik” z 11-12 sierpnia 2007).

Prof. Jerzy Robert Nowak


drukuj