Niech Rosja wreszcie powie…

Rozmowa z Witomiłą Wołk-Jezierską,
córką oficera zamordowanego w Katyniu

W jaki sposób Pani i Pani rodzina została dotknięta zbrodnią katyńską?
– Wśród ofiar zbrodni katyńskiej znalazły się cztery osoby z mojej bliskiej
rodziny: ojciec, który zginął w Katyniu, oraz trzej kuzyni. Jeden z nich
został zamordowany w Charkowie, inni w miejscach do dziś nieujawnionych.
Mój ojciec – porucznik Wincenty Wołk, tuż przed wybuchem II wojny światowej
został powołany na wykładowcę nowo powstałej Mazowieckiej Szkoły Podchorążych
Rezerwy Artylerii im. J. Bema w Zambrowie. 6 września wraz z innymi oficerami
tej szkoły wyruszył do Włodzimierza Wołyńskiego, by połączyć się z tamtejszą
szkołą podchorążych. W czasie agresji Armii Czerwonej przebywający w garnizonie
żołnierze przygotowywali się do stawienia oporu wojskom niemieckim. Tymczasem
19 września 1939 roku brygada czołgów 5. Armii pod dowództwem M. Bogomołowa
wtargnęła do Włodzimierza Wołyńskiego i otoczyła teren szkoły podchorążych.
Bogomołow wziął do niewoli 1500 oficerów i 12 tys. szeregowych. Mój ojciec
wysłał kartkę do rodziny z obozu w Kozielsku. Został zamordowany strzałem w
tył głowy 30 kwietnia 1940 roku.

Urodzona trzy miesiące po wybuchu wojny nie miała Pani możliwości osobiście
poznać ojca. Czym dla Pani była ta strata?

– Nie można zdać sobie sprawy z wielkości straty, jaką jest strata ojca. Najboleśniejszy
jest jego brak w dzieciństwie, ale rzutuje to na całe życie człowieka, które
w moim przypadku zapewne potoczyłoby się inaczej. Choć osobiście ojca nie znałam,
jego obraz jako wspaniałego, energicznego, zdecydowanego, a jednocześnie bardzo
ciepłego, serdecznego człowieka powstawał w mojej wyobraźni pod wpływem wspomnień
osób bliskich, szczególnie mojej mamy Ojcumiły.
Miłość, szacunek i tęsknota za nieznanym ojcem sprawiły, że przez długie lata
poszukiwałam wszelkich informacji o okolicznościach jego śmierci. Lektura relacji
z przewozu jeńców sowieckimi wagonami więziennymi, opisów dołów śmierci wypełnionych
ciałami zamordowanych była dla mnie wstrząsającym przeżyciem. Jako artysta
plastyk widziałam w wyobraźni te nieopisane potworności, co pozostawiło we
mnie głęboką skazę. Zrodziła ona we mnie poetycką wizję straty i śmierci, z
czego narodził się cykl mojej osobistej poezji katyńskiej zawartej w zbiorze "Przychodzisz,
gdy myślę Katyń".

Jest Pani również autorką wystawy "Katyń – zapis zbrodni" i książki
pt. "Kulisy zbrodni katyńskiej", które stanowią efekt Pani wieloletnich
poszukiwań, docierania do prawdy, do dokumentów. Czy mogłaby Pani opowiedzieć
o swym zmaganiu się z tematem zbrodni katyńskiej?

– To bardzo bolesny temat. Docieranie do prawdy o zbrodni katyńskiej było jak
operacja bez znieczulenia – na wyobraźni, na uczuciach. Wiele mnie kosztowało
czytanie tego, co przynosiły odtajniane dokumenty, docieranie – często zupełnie
przypadkowo – do relacji z pamiętników znalezionych podczas ekshumacji 1943
roku (gdzie towarzysz jenieckiej niedoli zapisał nazwisko ojca w obozie przejściowym)
i składanie przez lata w logiczną całość historii najpotworniejszej zbrodni
na bezbronnych ludziach. Były to przeżycia wielkie, niezapomniane, które utwierdziły
mnie w postanowieniu, że należy walczyć o honor tych ludzi, których nawet szczątki
zostały sprofanowane, a po dziś dzień też brak pewności, czy tam, w wielkim
oddaleniu ode mnie i Ojczyzny, szczątki mojego ojca jeszcze istnieją.

W swej książce podkreśla Pani, że wymiar zbrodni katyńskiej daleko wykracza
poza sumę cierpień indywidualnych każdego z zamordowanych oraz ich rodzin.
Jakie są jej skutki dla Narodu Polskiego?

– Mówiąc o rozmiarach i konsekwencjach zbrodni katyńskiej, należy uświadomić
sobie, że Związek Sowiecki, gwałcąc prawa Konwencji Genewskiej chroniącej jeńców
wojennych, wymordował 50 proc. polskiej wyszkolonej kadry oficerskiej i 80
proc. elity intelektualnej Polski przedwojennej. Dlatego zbrodnia katyńska
bezpośrednio ugodziła w podstawy bytu naszego Narodu, w naszą przyszłość, w
niepodległość państwa polskiego, bo przecież legli tam najwybitniejsi Polacy,
zawodowi żołnierze, naukowcy, lekarze, nauczyciele, ludzie kultury. Z zimną
krwią, z niewyobrażalnym i nieludzkim wręcz wyrachowaniem zamordowano ludzi,
których wiedza, świadomość narodowa i głęboki patriotyzm były ostoją niepodległej
Rzeczypospolitej.
Do sumy cierpień ofiary i jej rodziny dochodzi zatem strata społeczna – bolesna,
ponieważ wymordowanie elity Narodu pozbawiło go normalnej ochrony przed zagrożeniem,
jakie przyniósł koniec zmagań wojennych, i pozwoliło Związkowi Sowieckiemu
na przekształcenie Polski w państwo całkowicie od siebie zależne. Efekt zniewolenia
odczuła większość Polaków, niekoniecznie zdając sobie sprawę z tego, co się
do niego przyczyniło.

Skoro ofiarami zbrodni katyńskiej byli Polacy ze względu na swą narodowość,
patriotyzm i predyspozycje do pełnienia w Polsce kulturotwórczej czy politycznej
roli, popełniona na nich zbrodnia powinna być sprawą Narodu i jego reprezentantów:
rządu, różnych innych instytucji i organizacji. O ile zrozumiałe jest, że komunistyczne,
wasalne wobec ZSRS rządy PRL-u nie tylko nie podejmowały tematu Katynia, ale
go fałszowały, o tyle po 1989 roku można już było ten temat podejmować. Jak
ocenia Pani postawę kolejnych polskich rządów po 1989 roku w sprawie Katynia?

– Katyń przez 50 lat stanowił symbol kłamstwa i jednej z najbardziej skomplikowanych
tragedii w naszej historii. Mimo iż od zbrodni katyńskiej minęło 66 lat, 17
lat od upadku komunizmu w Polsce, a 15 od rozpadu Związku Sowieckiego – nadal
jest ona krwawiącą raną. Tragedia ta wciąż jest nierozliczona, jej okoliczności
nie do końca są wyjaśnione. Co najbardziej bolesne, nie tylko Rosja unika jej
rozliczenia.
Rządy polskie po 1989 roku nie podjęły działań dążących do rozliczenia masakry
katyńskiej. Polskie śledztwo katyńskie zarządzone przez ministra Jana Piątkowskiego
zostało w roku 1995 unicestwione. Minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego
Buzka, Hanna Suchocka, która głośno krytykowała decyzję o śledztwie katyńskim
ministra Piątkowskiego, w roku 1998, już jako minister sprawiedliwości, akta
zbrodni katyńskiej przekazała do archiwum likwidowanej Głównej Komisji Badania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – było to czytelne torpedowanie sprawy
katyńskiej.
Uchwały podejmowane przez Sejm i Sen at pozostawały pustymi słowami, rzucanymi
z trybun sejmowych dla udowodnienia, że temat katyński interesuje władzę, ale
na słowach się kończyło, nie podejmowano w tym kierunku żadnych działań. Nikt
nigdy, ani Ministerstwo Obrony Narodowej, ani policja, nie uznał za stosowne
otoczyć opieką, wesprzeć wdowy po zamordowanych oficerach i policjantach czy
chociaż pomóc w uzyskaniu należnych im rent po polskich wojskowych. Rządy polskie
przyłączyły się do wielonarodowej, trwającej od 1943 roku, zmowy przemilczeń
katyńskich. Takie postępowanie doprowadziło do nagrodzenia przez Rosję prominentnego
działacza instytucji państwowej Orderem Przyjaźni za Katyń.

Jest Pani pierwszą osobą, która skierowała do Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka w Strasburgu skargę na Rosję za jej bezczynność w sprawie ścigania
osób odpowiedzialnych za mord katyński. Co spowodowało, że zdecydowała się
Pani na ten krok?

– Już dawno postanowiłyśmy wraz z matką podejmować wszystkie możliwe działania,
aby przywrócić honor – nie tylko mojemu ojcu, ale wszystkim 22 tysiącom jeńców
wojennych zamordowanym w Katyniu w 1940 roku. Pierwszy raz wystąpiłyśmy w 1998
roku, za pośrednictwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, do Generalnej Prokuratury
Wojskowej Rosji o rehabilitację ojca – to znaczy o unieważnienie bezprawnej
decyzji z 5 marca 1940 roku o jego rozstrzelaniu.
Gdy Rosja zadecydowała o utajnieniu części akt umorzonego przez nich śledztwa
katyńskiego i nie uznała zbrodni katyńskiej za ludobójstwo, możliwość zaskarżenia
Federacji Rosyjskiej do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w zeszłym roku
na łamach kilku gazet przedstawił specjalista prawa europejskiego prof. Ireneusz
Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. We współpracy z
prof. Kamińskim przygotowaliśmy wniosek do Trybunału przeciwko Rosji. Chciałabym
dodać, że nie jesteśmy same: istnieje grupa kilkudziesięciu osób, które odważyły
się podjąć te starania, uznając, jak my z mamą, że sprawa ta jest głęboko osobista,
a naszym najbliższym winni jesteśmy rozliczenie również z naszych etycznych
i moralnych postaw wobec nich, wobec ich śmierci i wobec obojętności dla niezliczonych
zasług, jakie położyli wobec Ojczyzny.

Jakie są podstawy prawne, na których można było oprzeć skargę wniesioną do
Strasburga? Czy istnieją realne szanse na pozytywne zwieńczenie sprawy?

– Zbrodnia katyńska posiada cechy zbrodni niepodlegającej przedawnieniu, nie
tylko jako zbrodnia przeciwko ludzkości, ale również jako zbrodnia wojenna.
Międzynarodowe Prawo Konfliktów Zbrojnych gwarantowało jeńcom wojennym, a za
takich uznał ich ZSRS, całkowitą ochronę życia. Identyczne w swoim działaniu
było prawo zwyczajowe. Tak więc mord ten był pogwałceniem tych ogólnie znanych
i respektowanych praw.
Władze rosyjskie miały obowiązek wyjaśnienia wszystkich okoliczności zbrodni
i ścigania sprawców. W przypadku zbrodni katyńskiej takich działań brak. Może
to być przyjęte jako złamanie art. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Artykuł ten dotyczy ochrony prawa do życia, to znaczy umyślnego i bezprawnego
zadawania śmierci. Nakazuje on wydawanie i egzekwowanie surowych przepisów
prawnych oraz prowadzenie postępowania w każdym przypadku zabójstwa, gdy istnieje
podejrzenie udziału w nim funkcjonariuszy państwowych.

Wiadomo, że nie będzie można skazać tych, którzy podjęli decyzję o mordzie,
ani tych, których rękami zbrodnia została dokonana – bo ci ludzie już nie żyją.
Jakie znaczenie zatem może mieć cały proces i wyrok wydany przez Trybunał strasburski?

– Pamiętać trzeba, że kaci byli ludźmi młodymi, więc nawet po rozpadzie ZSRS
istniała możliwość ich osądzenia – przynajmniej niektórych z nich. Jeszcze
w roku 1995 cieszył się życiem, podpisany pod "decyzją" o mordzie,
Łazar Moisiejewicz Kaganowicz. Jednak tu najważniejszą rolę odgrywa niechęć
Rosji do oczyszczenia się z tej zbrodni i utajnienie wszystkiego, czego, być
może, dowiedziała się Prokuratura Wojskowa. Gdy żył Piotr Soprunienko, który
podpisywał większość list śmierci, nie powiedziano mu nawet w trakcie przesłuchania,
że to, co robił w 1940 roku, jest zbrodnią. Ewentualny wyrok Trybunału zobowiązywałby
Rosję do podjęcia działań mających na celu usunięcie skutków złamania Konwencji.
Zależy nam jednak przede wszystkim na uznaniu mordu w Katyniu za ludobójstwo
na arenie międzynarodowej. Niech Rosja wreszcie powie to, co jest prawdą: że
popełniła morderstwo, ludobójstwo. Może wreszcie ustanie światowa zmowa milczenia
w tej sprawie, której źródło wskazuje wypowiedź Winstona Churchilla z roku
1950: "Zainteresowane zwycięskie rządy zdecydowały, że sprawa ta powinna
być pominięta" i zbrodnia katyńska nigdy nie została dokładnie zbadana.
Chodzi przede wszystkim o prawdę i honor naszych najbliższych, których zamordowało
NKWD.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Wasak

drukuj