„Nie zdejmę Krzyża z mojej ściany”

Komuniści przejmujący po 1945 r. z mandatu sowieckiego władzę w Polsce „ludowej” panicznie bali się krzyża i podejmowali z nim walkę. W odpowiedzi na to katolicy odważnie bronili jego obecności w instytucjach publicznych. Szczególnym heroizmem wykazała się młodzież z Włoszczowy, która w 1984 r. stanęła w obronie krzyża w szkole. Po latach strajkujący wówczas uczniowie, nawet ci, którzy ponieśli najbardziej dotkliwe konsekwencje, twierdzą, że niczego nie żałują, że warto było cierpieć w obronie krzyża. Tym odważnym protestem dali dowód, że są zdolni do wielkich czynów z miłości do Boga i Ojczyzny. Warto o nich pamiętać w czasach, w których spadkobiercy ateizmu znowu narzucają swoją ideologię.

Minister oświaty Władysław Bieńkowski, który w 1956 r. w imieniu szefa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki prosił w Komańczy Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, by jak najszybciej przyjechał do Warszawy i uspokoił tłumy wzburzonych Polaków, wkrótce rozpoczął walkę z krzyżami w szkole. 31 lipca 1958 r. w okólniku o świeckości szkoły pouczał kuratorów oświaty i kierowników wszystkich szkół o tym, że „izby lekcyjne i inne pomieszczenia szkolne nie powinny być dekorowane emblematami religijnymi”. Ustawą z 15 lipca 1961 r. O rozwoju systemu oświaty i szkolnictwa jednoznacznie określono świecki charakter szkolnictwa w Polsce.
Na krótko krzyże zaczęły powracać do szkół w czasie strajków w sierpniu 1980 r., ale już w połowie 1983 r. w reżimowej ekipie Wojciecha Jaruzelskiego wydano potajemną dyrektywę „oczyszczania szkół i internatów z emblematów religijnych”. Dokonywało się to pod rozmaitymi pretekstami, najczęściej przy okazji remontów. Tego rodzaju praktyk nie zdołały powstrzymać protesty biskupów, kapłanów i wiernych. Przeciwko usuwaniu krzyży z przestrzeni publicznej zaczęli protestować uczniowie, domagając się należnego dla nich szacunku i jego obecności w szkołach oraz w innych instytucjach. Do największych protestów doszło w Miętnem i we Włoszczowie.


„Nie zdejmę Krzyża z mego serca, nie wyrwę go z sumienia”


Należy podkreślić, że znaczna część młodzieży polskiej lat 80. ubiegłego wieku, mimo zakłamanej propagandy stanu wojennego, trafnie oceniała stosunki społeczno-polityczne w PRL i rolę Kościoła w życiu Polaków. Dotyczy to również młodzieży uczącej się w Zespole Szkół Zawodowych we Włoszczowie. Kiedy latem 1984 r. krzyże zostały usunięte z ich szkoły, z początkiem nowego roku szkolnego upomnieli się o nie, powołując się na rozmowę Prymasa Józefa Glempa z gen. Wojciechem Jaruzelskim z 9 stycznia 1982 r. i zapewnienie, że krzyże pozostaną w salach lekcyjnych. Na terenie szkoły zostało przeprowadzone referendum, w wyniku którego 95 proc. uczniów opowiedziało się za przywróceniem krzyży. W związku z tym postanowiono je zakupić i na ten cel zorganizowano zbiórkę pieniędzy. Warto podkreślić, że o wszystkich swoich poczynaniach uczniowie na bieżąco informowali dyrektora szkoły Juliana Lisa, uprzednio sekretarza propagandy KP PZPR w Miechowie.
27 listopada 1984 r. na zebraniu samorządu uczniowskiego wybrano delegację, która udała się do proboszcza parafii ks. Kazimierza Biernackiego z prośbą o poświęcenie krzyży. Uroczystość odbyła się w piątek, 30 listopada 1984 r., we wspomnienie św. Andrzeja Apostoła.
Dzień poświęcenia krzyży wywarł niezapomniane wrażenie na uczniach licznie zgromadzonych w kościele. Celowo zorganizowana tego dnia w szkole dyskoteka została przez nich zlekceważona. Jedna z uczennic wspomina, że „w kościele przeżyła najpiękniejsze „andrzejki” w swoim życiu”. W kazaniu ksiądz proboszcz Biernacki przywołał postać św. Andrzeja jako tego, który z krzyża stawia konkretne wymagania ludziom wierzącym.
W sobotę, 1 grudnia, młodzież postanowiła jawnie wnieść krzyże do szkoły. Dyrektor, który dotychczas pozostawał bierny wobec tej inicjatywy, tym razem zatrzymał młodzież i groził wyciągnięciem konsekwencji. Jednak 700 uczniów (według zaniżonych danych w dokumentach KC PZPR) nie dało się zastraszyć i w 17 klasach krzyże zostały zawieszone. Jedna z uczennic tak wspomina to wydarzenie: „Wieszanie krzyża odbyło się niezwykle uroczyście. Przed zawieszeniem obeszłam całą klasę dookoła i wszyscy po kolei całowali krucyfiks. Nauczyciel też”. Tego dnia lekcje potoczyły się zgodnie z planem. Jednak przed niedzielną wywiadówką krzyże zostały zdjęte.


„A gdy zobaczę w poniewierce Jezusa Krzyż i ranę…”


W poniedziałek, 3 grudnia, poinformowana uprzednio przez wracających z wywiadówki rodziców młodzież stwierdziła brak krzyży w klasach i zwróciła się do dyrektora z prośbą o ich zwrot, ale ten odmówił. W odpowiedzi do znudzenia powtarzał, że szkoła jest świecka. Około godz. 11.00 przybył wicewojewoda kielecki Wojciech Nosek. Oświadczył młodzieży zebranej na sali gimnastycznej, że decyzja o zdjęciu krzyży została podjęta przez niego zgodnie z ustawą z 15 lipca 1961 r., która głosi rozdział Kościoła od państwa. Mówił, że próba zmiany tej decyzji nie ma sensu i zakłóca porządek w szkole. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego w innych szkołach włoszczowskich krzyże pozostały.
Ponieważ uczniowie nie ustąpili, wojewoda użył podstępu. Oświadczył, że odda krzyże, jeśli przyjdzie po nie któryś z uczniów. Na ochotnika zgłosiły się cztery uczennice. Zaprowadził je do gabinetu dyrektora Lisa i tam przy herbacie wobec kuratora oświaty Władysława Figarskiego i wojewódzkiego dyrektora ds. wyznań Henryka Arnolda namawiał uczennice, by po kryjomu wyniosły krzyże ze szkoły. Ochotniczki nie uległy namowie, oświadczając, że krzyże są własnością wszystkich uczniów. Po powrocie uczennic na salę gimnastyczną uczniowie coraz energiczniej domagali się zwrotu krzyży i śpiewali pieśni religijne. Wobec takiego obrotu sprawy bezsilny urzędnik obrzucił młodzież wyzwiskami: „Idioci, gówniarze, święte krowy”. Obelgi rozgoryczyły młodych ludzi, postanowili więc okupować budynek szkolny.


„W obronie Krzyża stanę!”


Po południu do szkoły przybyli księża Andrzej Wilczyński i Marek Łabuda, by przekazać młodzieży słowa poparcia kieleckich biskupów udających się na konferencję Episkopatu Polski do Częstochowy. Uczniowie, czując się osamotnieni, wraz z rodzicami prosili księży, by pozostali z nimi i udzielili im duszpasterskiej opieki. Jedna z matek wspomina: „Mnie też wydawało się dziwne, że młodzież walczy o krzyż, a księża odchodzą. O tym, że księża zostali w szkole, zdecydowały prośby rodziców”.
Dyrektor szkoły odczytał komunikat o odwołaniu zajęć szkolnych, grożąc młodzieży poważnymi konsekwencjami. Zamknięte zostały sale lekcyjne i internat, gdzie mieszkała większość uczniów. W ten sposób uniemożliwiono im zaopatrzenie się w cieplejszą odzież i koce.
W następnych dniach delegacje rodziców i uczniów wyjeżdżały na spotkania z władzami w Warszawie i w Kielcach, jednak niczego nie udało się uzyskać w sprawie rozwiązania konfliktu. W tej sytuacji uczniowie kontynuowali strajk. Porządku pilnowali nauczyciele oraz dyżurujący uczniowie. Przez całą dobę razem z młodzieżą czuwały zmieniające się grupy rodziców. Na pierwszym piętrze zorganizowano nocleg dla chłopców, a na drugim – dla dziewcząt. Punkt sanitarny urządzono w pracowni języka polskiego, sklepik natomiast był miejscem narad. Dla wielu uczniów strajk szkolny był czasem specyficznych rekolekcji, dyskusji, okazją do poznawania siebie. Jeden z uczniów mówi, że wtedy doświadczył solidarności młodzieży, potęgi wiary i wytrwałości w obronie krzyża do końca. Uczniowie rozwijali swoje uzdolnienia, pisali wiersze, śpiewali nowe piosenki. Panowała atmosfera wielkiej życzliwości.
Od czwartku, 6 grudnia, o godzinie 18.00 przy prowizorycznym ołtarzu była odprawiana dla uczniów Msza Święta. Uczestniczyli w niej również rodzice i pozostali mieszkańcy Włoszczowy. Uczniowie przystępowali do sakramentu pokuty i pojednania, przyjmowali Komunię Świętą. Szkołę odwiedzali liczni księża spoza Włoszczowy. Każdego dnia kilku uczniów reprezentowało szkołę na Mszy św. o godz. 18.00 w kościele parafialnym, by modlić się wspólnie ze zgromadzonymi tam wiernymi. Jednak ciągle nie widać było szans na rozwiązanie konfliktu.
Służby policyjne obstawiły budynek szkolny, całe miasto i wszystkie drogi wiodące do Włoszczowy. Obstawa szkoły przez MO, ZOMO i tajniaków miała działać zastraszająco na okupujących szkołę, którzy obawiali się wkroczenia tzw. sił porządkowych. By do tego nie dopuścić, zorganizowano grupy dyżurujące przed budynkiem szkolnym. Bez okazania dokumentów siły reżimowe nie wpuszczały nikogo do szkoły, blokowały dostarczanie żywności, szykanowały osoby udzielające pomocy strajkującej młodzieży przez wzywanie na Kolegium ds. Wykroczeń. Dojeżdżające czy przejeżdżające przez Włoszczowę zarówno osoby świeckie, jak i – tym bardziej – duchowne MO poddawała uciążliwej kontroli dokumentów, stanu technicznego pojazdów. Tego rodzaju kontroli poddany został ks. bp Jaworski. Po zakończeniu protestu Włoszczowa jeszcze przez dłuższy czas była obstawiana przez służby policyjne.
Po tygodniu protestu dyrektor Lis wprowadził nowe rygory. Wychodzących z budynku uczniów nie wpuszczano z powrotem do szkoły. Próbowano podzielić środowisko młodzieży. W Domu Kultury uruchomiono nauczanie dla klas maturalnych. W tej sytuacji 16 grudnia ks. bp Mieczysław Jaworski i ks. Kazimierz Biernacki uroczyście, przy biciu dzwonów, przeprowadzili uczniów ze szkoły do kościoła. W ten sposób strajk się zakończył. Z dokumentów rządowych wynika, że młodzież pozostawiła w szkole 20 krzyży, które zdjęto ze ścian 19 grudnia.


„Bo Krzyż to klucz do nieba”


Na pamiątkę tych wydarzeń co roku wierni gromadzą się w kościele, by na nowo łączyć się w liturgicznych rozważaniach na temat krzyża. Po latach strajkujący wówczas uczniowie, nawet ci, którzy ponieśli najbardziej dotkliwe konsekwencje, twierdzą, że niczego nie żałują, że warto było cierpieć w obronie krzyża. Tym odważnym protestem dali dowód, iż są zdolni do wielkich czynów z miłości do Boga i Ojczyzny.
Uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych we Włoszczowie od początku protestu mieli mocne oparcie w swoich rodzicach, którzy podczas wywiadówki w niedzielę, 2 grudnia, widząc na ścianach gwoździe bez krzyży, z oburzeniem pytali wychowawców: „Gdzie są krzyże?”, „Kto je zdjął?”. Nie przyjmowali do wiadomości, że szkoła jest świecka i że nie ma w niej miejsca na emblematy religijne. Przez cały czas trwania strajku towarzyszyli swoim dzieciom. Razem z nimi obsługiwali urządzoną na drugim piętrze w korytarzu kuchnię. 4 grudnia wysłali pismo do marszałka Sejmu Stanisława Gucwy i premiera Wojciecha Jaruzelskiego, prosząc o uszanowanie woli młodzieży. 5 grudnia delegacja rodziców przyjechała również w tej sprawie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Władze ciągle podkreślały świeckość szkoły i nielegalność wieszania krzyży. Komitet rodzicielski skierował memoriał do ministra oświaty i wychowania, domagając się oddania krzyży, zezwolenia na ich zawieszenie i zaniechania represji. Obarczali władze winą za celowe przedłużanie konfliktu z młodzieżą. Podobne w treści pisma kierowali do ministerstwa wszyscy rodzice i uczniowie. Odbywały się rozmowy delegacji ze szkoły z przedstawicielami władz wojewódzkich. Jednak pozostawały one głuche na słuszne żądania respektowania praw ludzi wierzących. W kazaniach głoszonych wówczas w kościele włoszczowskim ks. bp Mieczysław Jaworski nazywał po imieniu akty bezprawia ówczesnej władzy stosowane wobec ludzi wierzących.
Protestująca w obronie krzyży młodzież miała również ogromne wsparcie ze strony mieszkańców miasta oraz okolicznych wiosek, którzy dzień i noc czuwali przed szkołą, układali krzyż z kwiatów, palili świece, śpiewali pieśni religijne i patriotyczne, dostarczali żywność – oddawali swoje przydziały z kartek, przywozili mleko, owoce, z piekarni dostarczano pieczywo i ciasto. Po domach były zbierane koce, śpiwory. Wszystko to przekazywano młodzieży przez okna budynku, bo „stróże prawa” zagrodzili drzwi wejściowe.
Do parafii włoszczowskiej i kurii kieleckiej napływały telegramy i listy z całej Polski od ludzi solidaryzujących się z bohaterską młodzieżą. Można tu wymienić choćby ks. Henryka Jankowskiego z Gdańska, księży kieleckich i młodzież szkolną. Do Włoszczowy przybyli ze słowami wsparcia: hutnicy z ks. Stanisławem Jancarzem z Mistrzejowic krakowskich, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, która po wizycie w szkole listownie zwróciła się z prośbą do wicemarszałka Sejmu PRL Haliny Skibniewskiej o interwencję w sprawie włoszczowskiej. Wskazywała m.in. na niegodziwości dyrektora szkoły Juliana Lisa popełniane wobec protestującej młodzieży, na kłamstwa wicewojewody Noska, z którym osobiście rozmawiała. Protest młodzieży włoszczowskiej w obronie krzyży w szkole wywołał wrzenie i niepokój w licznych placówkach oświatowych na terenie całego kraju.


„Choćby mi groził kat, morderca…”


Partyjne „informacje” na temat protestu uczniów w obronie krzyży we Włoszczowie były gromadzone w Warszawie przez dwa wydziały KC PZPR: Wydział Organizacyjny oraz Wydział Nauki i Oświaty. Partia przykładała wielką wagę do oczyszczania szkół z emblematów religijnych. Zebrano w Archiwum KC PZPR kilkadziesiąt takich „informacji”. W zwalczanie krzyży w szkołach zaangażowane zostały: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, MO, ZOMO, Wydziały ds. Wyznań i cały aparat propagandy komunistycznej.
Działacze partyjni wnioskowali, że eskalacja walki o krzyże przybrała na sile jesienią 1984 r. i miało to związek z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki; że „fanatyzm religijny” był podsycany przez księży Marka Łabudę i Andrzeja Wilczyńskiego; ks. bp. Mieczysławowi Jaworskiemu przypisywali wiodącą rolę w konflikcie. „Informacje” zawierają wiele kłamstw i sprzeczności, chociażby na temat stosunku rodziców, komitetu rodzicielskiego, a także nauczycieli do protestu prowadzonego przez młodzież. Raz mówią, że zdjęcie krzyży spotkało się ze zrozumieniem rodziców, innym razem, że całkowicie ulegli „agitacji kleru”. Nauczycielom stawiają głównie zarzut niezdecydowanej postawy, a komitetowi rodzicielskiemu brak konstruktywnej inicjatywy. Podawane są sprzeczne dane o liczbie strajkujących uczniów. Protest cieszył się ogromnym zainteresowaniem niezależnej prasy, zwłaszcza zagranicznej, co było nie na rękę czynnikom partyjnym.
Prasa reżimowa nadawała rozgłos rzekomym zniszczeniom i stratom, które młodzież spowodowała w szkole. Tymczasem uczniowie mieli przecież do dyspozycji jedynie korytarze i dwa małe pomieszczenia, a po strajku ustalono konieczność remontu generalnego urządzeń wodociągowych, kanalizacji, wymiany tynków w salach lekcyjnych itp. Rozpisywano się o rzekomych zatruciach pokarmowych w szkole, konieczności leczenia szpitalnego uczniów, kursowaniu karetek Pogotowia Ratunkowego.
Protest młodzieży szkolnej wobec usuwania krzyży ze szkoły we Włoszczowie można krótko podsumować słowami ks. bp. Mieczysława Jaworskiego, które wypowiedział w jednym z kazań: „Szkoła jest własnością Narodu, a nie grupy ludzi”. Niepokoje w szkole zostały wywołane przez funkcjonariuszy PZPR, a więc przez grupę ludzi – wbrew woli Narodu.


Ks. Daniel Wojciechowski
drukuj