Nie zamieniać człowieka na gotówkę
Od 1 lipca zmieni się sytuacja prawna instytucji charytatywnych świadczących
pomoc medyczną osobom w podeszłym wieku i wymagającym opieki medycznej.
Dotychczas te placówki opieki medycznej (np. hospicja) były prowadzone przez
fundacje, stowarzyszenia kościelne i wyznaniowe, korzystały z darowizn i ofiar
oraz działały w oparciu o wolontariat. Teraz mają się przekształcić w spółki
prawa handlowego i być prowadzone na zasadzie działalności gospodarczej.
Istota tej zmiany polega na tym, że z życia społecznego usuwa się zasadę
bezinteresownej służby i poddaje się całą działalność charytatywną kryteriom
gospodarczym, czyli zasadzie zysku charakterystycznej dla kapitalizmu. Obrazowo
mówiąc, na miejsce człowieka wchodzi pieniądz, na miejsce miłości i służby
należnej człowiekowi kalkulacja zysków i strat. W ostatecznym rachunku jest to
unicestwienie tej działalności, która ma na uwadze bezinteresowne świadczenie
dobra. Dziwnie mi się to kojarzy z piosenką śpiewaną przez Jaremę Stępowskiego o
pewnym "odrażającym drabie", który "grzeje w dłoniach dubeltówkę/ zaraz strzeli
z niej buch! Buch!/ pozamienia na gotówkę/ obywateli dwóch". Ktoś w naszym
rządzie pomyślał, by "zamienić człowieka na gotówkę".
Za żadne pieniądze
Myśląc głębiej, oznacza to rewolucyjną zmianę obrazu cywilizacji. Benedykt
XVI w swojej encyklice "Caritas in veritate" naucza zgodnie z całą tradycją
Kościoła, że życie społeczne i ekonomiczne nie może się toczyć według ścisłych
zasad kapitalizmu, gdzie zysk jest naczelną wartością, której wszystko inne jest
podporządkowane. Papież stwierdził, że do istoty życia społecznego, a także
ekonomicznego, należy zasada darmowości, która wzbogaca społeczeństwo o
prawdziwe wartości, które nie są przeliczalne na pieniądze, ale ostatecznie
decydują nie tylko o ludzkim obliczu społeczeństwa, lecz także wzbogacają je we
wszelkie dobro. W życiu ludzkim istnieją niedające się policzyć sytuacje, w
których świadczy się dobro bezinteresownie i z miłości. Kto potrafi obliczyć
wszystkie czynności spełniane przez matkę w stosunku do dziecka, od jego
urodzenia aż po egzamin maturalny? Kto ośmieli się poddać tę działalność ocenie
ekonomiczno-handlowej i wystawić rachunek, tym razem państwu, które zostało
wzbogacone przez wartość nieprzeliczalną na jakąkolwiek walutę tego świata,
przez człowieka? Owszem, są specjaliści, którzy obliczyli, że bezinteresowna
praca matki w domu stanowi źródło ogromnego kapitału, który przekracza dochody
wszystkich hut i kopalń! Co więcej, za tę pracę matki nie otrzymują żadnego
wynagrodzenia, a nawet nie świta w głowie żadnemu politykowi, by takie matki
poświęcające się dla dzieci zwolnić z podatków i zapewnić im emeryturę.
Ustrój rodziny, w której wszyscy służą sobie wzajemnie z miłości, ten ustrój
pomyślany przez Boga, miał być modelem i wzorem ustroju społecznego pojętego
uniwersalnie. Grzech pierworodny zakłócił tę harmonię, ale nadal zasady
wynikające z samej istoty rodziny są obowiązującym wzorem dla społeczeństwa.
Mówił na ten temat już Pius XI w swojej wspaniałej encyklice "Casti connubii".
Mało kto myśli o tym, że według św. Augustyna, którego komentuje Pius XI, tzw.
bonum fidei (dobro wierności) stanowi w szczególnej syntezie zasadę wszelkiego
odniesienia człowieka do człowieka. Wzajemna przynależność osobowa męża i żony
jest określona przez wspólną relację do Stwórcy, od którego pochodzi prawda
istnienia, sens jedności małżeńskiej i przeznaczenie do zjednoczenia z miłością
Trójcy Świętej. Właśnie misterium małżeństwa stanowi, jak naucza Pius XI, klucz
do zrozumienia wszelkiej więzi społecznej. Jest oczywiste, że Bóg zamierzył taki
ustrój społeczny, w którym podstawową zasadą miała być miłość pochodząca z głębi
Boskiego Serca. Chrystus w swoim przyjściu pokazał, że możliwe jest odbudowanie
tego ustroju tak głęboko zranionego przez grzech pierworodny. Chrześcijanie od
początku próbowali wcielać w życie model ewangeliczny, zwłaszcza w rodzinach i
wspólnotach zakonnych.
Bezinteresowna posługa
Na zawsze pozostaje obowiązujący kodeks Kazania na Górze, przypowieść o
miłosiernym Samarytaninie i na zawsze będzie światłem dla sumień tekst wyroku,
jaki zapadnie na Sądzie Ostatecznym, o czym pisze św. Mateusz. Pan Jezus nie
będzie nagradzał Niebem za to, że ktoś dobrze zarabiał, dobrze się urządził,
prawidłowo prowadził księgi finansowe, miał sławę polityka, artysty czy
uczonego. Tą właściwą miarą, według której zapadnie wyrok, jest miłość
bezinteresowna świadczona głodnym, spragnionym, chorym, nagim, bezdomnym,
więzionym. To od tych pokornych gestów, może nieznanych nikomu, będzie zależeć
ocalenie świata. To od tej postawy zależy nowa cywilizacja, która odróżnia
ludzką społeczność od stada dzikich zwierząt ubranych w togi i atłasy. W
pogańskiej, barbarzyńskiej kulturze człowiek albo był zaganiaczem, albo
niewolnikiem, albo był handlarzem, albo towarem, który można było kupić lub
sprzedać. Chrześcijaństwo zmieniło pod tym względem kierunek historii. Wyzwolono
niewolników. Otoczono czcią kobiety i dzieci. Uświęcono ognisko domowe
przekształcone w "domowy Kościół". Nauczano "maluczkich", objęto opieką chorych
i starców. Powstały szpitale, sierocińce, przytułki, kuchnie dla głodnych.
Niektórzy próbowali nawet cały ustrój państwa oprzeć na Ewangelii. Święty Jan
Boży leczył chorych. Święty Wincenty á Paulo podnosił z ulicy porzucone dzieci.
Niejedna "Matka Teresa" otaczała troskliwą opieką umierających, przywracając im
poczucie godności. Powstały hospicja i domy opieki obsługiwane przez ochotników,
czyli wolontariuszy miłości. Nieważne, jaki procent stanowią ludzie swoim życiem
głoszący Ewangelię. Sam fakt, że są, decyduje o kształcie cywilizacji i nikt nie
jest w stanie wykreślić tego faktu z historii. Podobnie jak w czasach totalnej
pogardy i poniżenia człowieczeństwa obecność w obozie koncentracyjnym takich
ludzi jak o. Maksymilian Kolbe czy Edyta Stein była ocaleniem honoru człowieka.
Zostawcie w spokoju hospicja
Oczywiście historia ostatnich stuleci została zhańbiona i splugawiona przez
ideologie i systemy dążące do oderwania człowieka od Boga i do zanurzenia go w
dżungli rozpasanych namiętności. Próbowano ludziom narzucić światopogląd, według
którego wszystko jest materią, mniej lub więcej zorganizowaną, i że ta materia
"wyżej zorganizowana" ma prawo do eksploatacji świata według zasady zysku i
konsumpcji, niekontrolowanej przez jakiekolwiek zasady moralne. Człowiek został
sprowadzony do środka produkcji i konsumpcji, a nawet sam został potraktowany
jako produkt dający się w pewnych sytuacjach skonsumować. Polityka i ekonomia
rządzone zasadą zysku (jeszcze od Malthusa) traktują człowieka jako element
sprzyjający lub szkodzący dla tzw. postępu. Stąd powstaje pytanie, ile milionów
ludzi należy zlikwidować, aby ocalić środowisko przyjazne dla "panów świata".
Tragiczne jest to, że panujące od rewolucji francuskiej ideologie wrogie Bogu
i Kościołowi czynią wszystko, stopniowo i w sposób bezbolesny, by usunąć imię
Boga i ślady Jego obecności z powierzchni ziemi i aktualnej cywilizacji.
Stworzono mit państwa świeckiego, w którym rzekomo nie obowiązuje prawo Boże i
zasada sprawiedliwości, usunięto prawdę i obiektywne dobro ze wszystkich
systemów kierujących działalnością naukową, wychowawczą i oświatową. Wyklęto
imię Chrystusa i znak Krzyża z całej sfery życia publicznego, a zwłaszcza ze
sfery opinii publicznej i mediów. Ledwie mogą ścierpieć istnienie Radia Maryja i
telewizji katolickiej, która pomimo wszystko uparcie trwa. Teraz przeszkadza im
działalność ochotników, którzy w placówkach pomocy medycznej jedynie z motywu
miłości dla Chrystusa pomagają chorym i umierającym. Ponieważ nie wierzą w Boga
ani w Ewangelię, ciśnie się na myśl pytanie: Jakiego zysku spodziewają się ci
reformatorzy po wtłoczeniu tych instytucji i służb charytatywnych w system
ekonomiczny? A może, jeśli stwierdzą, że te "przedsiębiorstwa" są nierentowne,
zastosują wobec chorych eutanazję i przerobią biologiczny surowiec na nawozy
sztuczne?
Obiektywnie patrząc, jest to nonsens i absurd niszczyć inicjatywy zrodzone z
chrześcijańskiego ducha, który jeszcze jakoś żyje w społeczeństwie, i "zamieniać
człowieka na gotówkę". Kiedy zabije się ducha, zniknie także zapał do działania,
które zostanie poddane automatyzmowi finansowej biurokracji. To tak jak w bajce
o chińskim cesarzu i słowiku: kiedy słowik prawdziwy zakończył życie, na nic się
zdały najbardziej pomysłowe projekty stworzenia sztucznego słowika. Dopóki
słowik żyje, nie należy mu przeszkadzać w śpiewie. Natomiast należy uczynić
wszystko, aby obronić to, co w naszej cywilizacji w Polsce jest świadectwem
chrześcijańskiego ducha. Zapis, o którym mowa, uważam za niesprawiedliwy,
krzywdzący dla całego Narodu, który nie widzi dla siebie żadnej obrony poza
Kościołem i Chrystusem działającym w sercach ludzkich przez Ducha Świętego. Jest
to być może ostatni moment, aby cały Naród powiedział gromkie NIE! tej ustawie i
jej projektodawcom. Ustawę niesprawiedliwą należy zbojkotować w całości i
prowadzić nadal tę samą działalność, jak dotąd. Jest to szczególny moment, w
którym powinna dojść do głosu ta sama "Solidarność", która tak pięknie zakwitła
w 1980 roku, a potem została uduszona przez zdrajców. Polska ma prawo być sobą i
być wierna swojej historycznej tożsamości zrodzonej z Ewangelii.
Ks. prof. Jerzy Bajda
