Nie wstydzę się patriotyzmu
Z Jakubem Milewskim, młodym kompozytorem, autorem "Tryptyku Smoleńskiego.
Wiara, nadzieja, miłość" w hołdzie ofiarom katastrofy smoleńskiej, którego
premiera płytowa odbyła się 10 kwietnia, rozmawia Paulina Jarosińska
Jak zrodził się "Tryptyk
Smoleński"?
– Pierwszą inspiracją były odczucia w dniu katastrofy… Staram się być
patriotą, dlatego podstawowe wartości: Bóg – Honor – Ojczyzna, są dla mnie
najważniejsze. Cały czas się uczę, jestem uczniem klasy maturalnej. Przede mną,
mam nadzieję, jeszcze długa droga edukacji muzycznej. Czuję się jednak na
siłach, by tworzyć już coś samemu. "Tryptyk Smoleński" jest takim moim
artystycznym zwierciadłem – w nim odbijają się moje myśli i emocje z 10
kwietnia.
Komponowanie utworów poświęconych ofiarom katastrofy smoleńskiej to przejaw
odwagi?
– W ogóle mówienie o Smoleńsku wymaga odwagi. Być może niektórzy artyści po
prostu nie chcą wychodzić przed szereg i głośno wyrażać swoich patriotycznych
uczuć, a być może niektórzy po prostu ich nie mają. Nie mnie to oceniać. Jestem
jednak pewien, że Polacy chcą prawdy o Smoleńsku i to pragnienie jest ściśle
związane z głębokim patriotyzmem, który nie jest przecież domeną tylko ludzi
starszych. Wraz z Młodzieżową Orkiestrą Kameralną i wszystkimi, którzy pracowali
przy "Tryptyku" chciałem tym utworem przyczynić się do upamiętnienia wszystkich
ofiar katastrofy na czele z prezydentem prof. Lechem Kaczyńskim. To nie jest
polityczny utwór, ale wyraz hołdu dla wszystkich, którzy zginęli 10 kwietnia.
Wracając do genezy "Tryptyku", mogę spokojnie powiedzieć, że główną inspiracją
były moje myśli, obawy, uczucia z dnia katastrofy. Pierwszy utwór powstał już 11
kwietnia. Premiera koncertowa "Tryptyku Smoleńskiego" odbyła się w październiku.
Ogromnie poruszające było to, że niektóre osoby z publiczności okazywały
wzruszenie… Jeden z utworów nosi tytuł "Nadzieja". Wyrażamy ją, wierząc, że na
śmierci życie się nie kończy. Może to bolesne wydarzenie sprawi, że Polska się
odrodzi duchowo? Wyrażamy również nadzieję na wyjaśnienie katastrofy
smoleńskiej. Nie tylko ja na to czekam. Wierzę, że moje pokolenie pozna prawdę o
Smoleńsku. "Tryptyk Smoleński" to również hołd złożony Polsce, ponieważ ofiary
tragedii poniosły śmierć w służbie Ojczyźnie.
Dlaczego akurat "Wiara, nadzieja, miłość"?
– To już inicjatywa i pomysł autora libretta, czyli młodego poety Karola
Samsela. Mój tytuł brzmiał "Tryptyk Smoleński". Ponieważ jednak chodziło o
uwypuklenie symboliki całego utworu i oddania przesłania duchowego, poeta dodał
jeszcze do tytułu trzy cnoty. Myślę, że wraz z prologiem i epilogiem cała
kompozycja jest bardzo bogata w symbolikę. Chciałbym z tego miejsca podziękować
gorąco Karolowi za jego wkład i piękną poezję.
Powiedział Pan, że wartości Bóg – Honor – Ojczyzna są dla Pana fundamentem.
Dziś główny nurt artystyczny najczęściej omija taką tematykę czy wręcz z niej
drwi.
– Oczywiście, zdarza się tak niejednokrotnie. Ja pochodzę z katolickiej rodziny
i te wartości są mi wpajane od dziecka. Niestety, moje intencje nie zawsze są
poprawnie odbierane i zdarzyło się, że niektórzy zarzucali mi koniunkturalizm –
to, że chcę zrobić karierę na tragedii. To bardzo bolesne oskarżenia. Moim
głównym pragnieniem jest dotarcie do jak najszerszej publiczności z moim
przekazem. W ten sposób wyrażam wartości, które są dla mnie najważniejsze, a
wiem, że nie tylko dla mnie.
Czy uważa Pan, że w branży muzycznej mamy do czynienia z dominacją jednego
nurtu?
– Wydaje mi się, że również na rynku muzycznym ścierają się dwa różne światy. W
pewnym sensie jest to odbicie polskiego społeczeństwa, które przecież jest
zróżnicowane. W muzyce i sztuce najważniejsza jest szczerość i autentyczność.
Jeśli dla mnie najistotniejsze są właśnie takie wartości, to będę konsekwentny i
będę starał się je wyrażać swoją twórczością, jak najlepiej umiem. Każdy ma
swoją drogę i najważniejsze, aby być wiernym sobie, a nie poprawności
politycznej.
Nie obawiał się Pan zaszufladkowania do grona "pisowskich" artystów?
– Zawsze powtarzam sobie w myślach: "Do odważnych świat należy", i staram się
być temu wierny. Powiem tak: wolę zrobić krok do przodu i mieć wkład w jakąś
ważną sprawę, niż później żałować. Co do ujawniania swoich sympatii politycznych
i ewentualnych "zarzutów", że jestem "pisowskim" muzykiem: nie kryję się ze
swoim poparciem dla Prawa i Sprawiedliwości, ale moja muzyka nie jest
inspirowana politycznie. Taki zarzut jest niedorzeczny.
W programie rozrywkowym w telewizji Polsat jury skrytykowało niedawno młodego
wykonawcę tylko dlatego, że zaśpiewał o Polsce…
– To było oburzające, że jury podeszło do jego wykonania w tak nieprofesjonalny
sposób. Oceniło nie jego wykonanie, ale repertuar. Przecież w regulaminie
programu nie jest napisane, że nie można wykonywać utworów patriotycznych.
Chciałbym pozdrowić tego chłopaka i podziękować mu, ponieważ wyszedł pięknie z
tej sytuacji. Był odważny i nie bał się na koniec powiedzieć, że Ojczyzna jest
najważniejsza. To było niesamowite. Tak naprawdę to nie on się zbłaźnił, ale
jury.
Czy Pan spotkał się z taką niemerytoryczną krytyką?
– Tak, spotkałem się z takimi komentarzami, dość bolesnymi, bo podejrzewam, że
osoby, które je wyrażały, nie słuchały nawet mojej muzyki. Po koncercie
premierowym "Tryptyku Smoleńskiego" w Ostrołęce na jednym z portali
internetowych oskarżano mnie o to, że nie napisałem sam tej muzyki. Szukano
nawet aranżera, który mógłby być autorem tej kompozycji. Oczernianie mnie, a
nawet niewybredne komentarze w stosunku do mojej rodziny były bolesne. Nie chcę
w każdym razie narzekać. Zasadniczo odbiór "Tryptyku" był bardzo pozytywny. Na
premierze koncertowej było około tysiąca osób. Bardzo zaangażowało się w ten
projekt miasto. Dzięki Telewizji Trwam mieliśmy transmisję telewizyjną.
Pana zaangażowanie przeczy tezie, że młodzi ludzie niezbyt interesują się
światem wartości.
– Cieszy mnie fakt, że w naszej orkiestrze są naprawdę młode osoby – nawet
trzynastoletni skrzypkowie, którzy chcą pracować, tworzyć muzykę i mieć swój
wkład w coś ważnego. Wiadomo, jak to czasem bywa w szkole… Słyszę przecież
głosy typu: "Grasz koncert o katastrofie, jesteś pisowcem" itp. Nie zraża mnie
to, a nawet jest to dla mnie powód do radości. Bo mogę robić to, co kocham. Dużo
zależy od środowiska, w którym się przebywa. Bardzo trudno przebić się w gronie
osób, w którym jest się jednostką osamotnioną. Ja mam to szczęście, że otaczają
mnie przyjaciele, osoby myślące podobnie, mam nieustanne wsparcie.
Wróćmy na chwilę do samej inspiracji, czyli Pana myśli 10 kwietnia 2010 roku.
Jakie one były?
– W chwili tragedii byłem na próbie "Antygony", gdzie grałem Kreona. Wiadomo,
jakie kwestie on wypowiada – o śmierci… Zadzwonił do mnie przyjaciel, który
powiedział mi, że prezydent zginął w katastrofie. Nie mogłem w to uwierzyć.
Powiedziałem to kolegom na próbie i właściwie nie mogliśmy potem już grać ani
skupić się na niczym innym. Wróciłem do domu i śledziłem informacje. Nie mogłem
uwierzyć, że nikt nie przeżył. Wydawało mi się to kompletnym absurdem. Jak mógł
w takiej katastrofie zginąć prezydent? Różne emocje, różne myśli. Pierwsze
pytania w moim domu: Co teraz z Polską? Jaka będzie? Jaka przyszłość dla naszej
Ojczyzny? Przecież zginął prezydent, który był patriotą. Te wszystkie niepokoje,
ale i nadzieję, która powoli mimo wszystko zaczęła się rodzić, przelewałem na
muzykę. I tak powstawał "Tryptyk".
Miał Pan kiedyś okazję spotkać się osobiście z którąś z ofiar katastrofy
smoleńskiej?
– Tak, z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim. Było to kilka lat temu na
poświęceniu pomnika wzniesionego ku uczczeniu ofiar terroru. Pan Lech Kaczyński
odsłaniał ten pomnik. Potem została odprawiona Msza Święta, do której służyłem
jako ministrant. Po Eucharystii prezydent przyszedł do nas i z każdym się
przywitał. To było niezwykle miłe spotkanie. Po prostu podszedł do nas i się
przywitał. Widać było, że jest bardzo serdecznym człowiekiem. Po premierze
"Tryptyku Smoleńskiego" pan Jarosław Kaczyński skierował do nas list, w którym
wyraził radość, że w tym samym kościele, w którym był kiedyś jego brat, odbyła
się premiera utworu dedykowanego również panu prezydentowi. "Tryptyk Smoleński"
jest muzycznym pomnikiem młodego pokolenia. To nasze świadectwo: nie boimy się i
chcemy realizować nasze wartości będące jednocześnie testamentem ofiar
katastrofy. Młode pokolenie jest podzielone, na pewno, ale widzę, że powoli
kształtuje się generacja patriotyczna. Naszymi inicjatywami staramy się docierać
do jak największej liczby młodych ludzi. Wierzę, że to również może być sposób
na dotarcie z ważnym przekazem.
Jakie są Pana plany
na przyszłość?
– Chciałbym dalej rozwijać się muzycznie i pracować z orkiestrą. Pasjonuje mnie
wokalistyka, obecnie uczę się śpiewu operowego, ale również dyrygentura.
Chciałbym kiedyś studiować dziennikarstwo – to również jedna z moich pasji. Z
orkiestrą chcemy zagrać jak najwięcej koncertów. Nie omijamy nawet najmniejszego
miasta. Wszystkich, którzy chcieliby nas posłuchać, zapraszam do współpracy – na
pewno zagramy. Poza tym pracuję nad kolejnymi utworami i pomysłami. Oczywiście
wszystkich zachęcam do wysłuchania naszej płyty – dzięki Fundacji "Nasza
Przyszłość" jest możliwość jej nabycia. Natomiast na stronie internetowej
www.tryptyksmolenski.pl są zamieszczone wszystkie informacje na temat naszej
płyty.
Myślę, że powinienem dodać jeszcze kilka słów: mam świadomość, że nie jesteśmy
jeszcze tak profesjonalnymi muzykami, jak muzycy wielkich filharmonii czy
orkiestr symfonicznych. Jesteśmy naprawdę młodzi i cały czas się uczymy.
Oczywiście nasze możliwości również są ograniczone. Jednak nie poddajemy się i
cały czas staramy się rozwijać.
O jakiej Polsce marzy młody polski kompozytor?
– Przede wszystkim chciałbym poznać całą prawdę o katastrofie smoleńskiej. Marzę
o Polsce wolnej, bezpiecznej, zasobnej, a przede wszystkim o Polsce opartej w
pełni na trzech wartościach: Bóg – Honor – Ojczyzna. Jeśli będziemy umieli w
Polsce żyć, kierując się zasadami wypływającymi z tych wartości, a nie tylko
myślą o pieniądzach, to nasza Ojczyzna będzie wielka. Chciałbym, aby Polacy nie
emigrowali masowo, ale żeby przekonali się, że Polska jest pięknym, wspaniałym
krajem z ogromnym dziedzictwem i historią, w którym naprawdę warto żyć.
Dziękuję za rozmowę.
